|
Relacja z
„Głosu Wybrzeża”
z 28 grudnia 1970
Przedstawiamy
cały tekst, w brzmieniu oryginalnym, bez skrótów, który ukazał się
w gdańskim dzienniku "Głos Wybrzeża" (organ Komitetu Wojewódzkiego
Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej), w poniedziałek 28 grudnia
1970 r. Czytając poniższą relację należy pamiętać, że wydarzenia
przedstawione są z punktu widzenia komunistycznych władz.
Gdańsk
- Gdynia - Elbląg
Obraz wydarzeń
Chcemy
odtworzyć wydarzenia siedmiu grudniowych dni na Wybrzeżu. Na podstawie
relacji naocznych świadków, informacji władz i własnych obserwacji,
pragniemy przedstawić fakty, które okazały się brzemienne w skutki.
Brakuje nam jeszcze wielu elementów, by stworzyć pełny obraz tego co
się stało. Nie możemy jednak czekać. Bolesne, dramatyczne dni są
tematem codziennych dyskusji.
Chcemy, by zebrane przez nas materiały pomogły w ocenie wydarzeń, w
których spalił się sztafaż pozorów otaczający wielu ludzi, ujawniło
się robotnicze rozgoryczenie, w których - zarazem - nie zabrakło
ofiarności i poczucia obowiązku ze strony większości społeczeństwa.
Chcemy pokazać jak, na marginesie robotniczej manifestacji, w warunkach
ulicznych demonstracji rozrastały się działania elementów aspołecznych,
niszczycielskich, jak pod wpływem rozwoju wydarzeń i przypadkowych
"przywódców" następowała ekscytacja tłumu, która
doprowadziła do tragedii.
Niech więc przemówią fakty.
PONIEDZIAŁEK
14 GRUDNIA
Gdańsk, godz. 7.30. Pracownicy Stoczni Gdańskiej, z wydziałów
S-4 i S-3 gromadzą się przy swoich stanowiskach pracy. Zaloga W-3
udaje się przed gmach dyrekcji stoczni. Uliczkami stoczniowymi ciągną
również robotnicy z innych wydziałów. Przed gmachem gromadzi się tłum
liczący ponad 3 tys. osób. Nastrój wiecowania, pojedyncze okrzyki.
Samorzutnie wyłaniają się przywódcy.
Godz.
11.05. Z bramy nr 2 stoczni wychodzi na miasto pochód liczący około
tysiąca robotników. Gromadzą się oni przed gmachem Komitetu Wojewódzkiego.
Na okolicznych skwerach zbiera się również coraz większy tłum gapiów.
Zorganizowany trzon stanowią ludzie w roboczych drelichach, w
stoczniowych kaskach. Na hełmach symbole: W-3, K-2, Widać siłę tej
gromady, wtedy jeszcze, w poniedziałek - dyscyplinę. Słowa Międzynarodówki
przeplatają się z hymnem Gwardii Ludowej i różnorodnymi okrzykami.
Większość jednak stoi milcząco.
Wobec nieobecności I sekretarza KW PZPR, który znajdował się w
Warszawie na VI Plenum KC, przy wejściu do gmachu pojawia się
sekretarz KW Zenon Jundziłł. W ciżbie i przepychaniu jego głos słychać
tylko w najbliższych szeregach. Wkrótce podjeżdża radiowóz. Jednak
już pierwsze słowa sekretarza kwitowane są gwizdami. Narasta napięcie.
Ktoś wysuwa plotkę o aresztowaniu delegacji stoczniowców, która weszła
do gmachu. Dochodzi do rękoczynów. Demonstranci zawładnęli
radiowozem. Kilkadziesiąt rąk popycha samochód. Za nim formuje się
pochód, który kieruje się ku Stoczni Gdańskiej. Droga wiedzie jednak
dalej ulicą Jana z Kolna, do Stoczni Północnej.
Przez megafon płyną apele o przerwanie pracy, wezwania do nowego wiecu
przed gmachem KW wyznaczonego w tym samym dniu o godz. IE oraz do
strajku i manifestacji we wtorek o godz. 7.
Godz.
13.15. Liczna grupa wyważa bramę i przechodzi na teren Stoczni Północnej.
Nie ustają apele z radiowozu. Załoga Stoczni Północnej nie wpuszcza
demonstrantów. Tylko nieliczni robotnicy tego zakładu przyłączają
się do pochodu.
Godz.
13.45. Zmienia się nastrój apeli głoszonych przez załogę
radiowozu. Pojawiają się hasła polityczne. Ulicą Marynarki Polskiej
i Kliniczną pochód kieruje się do Politechniki Gdańskiej.
Godz.
14.10. Tłum wyważa bramę politechniki. Około 300 osób z dziedzińca
uczelni wkracza do gmachu PG, nawołując studentów do przyłączenia
się do demonstracji Na spotkanie wychodzą rektor J. Staliński i I
sekretarz KU partii Z. Przewłócki. Na widok rektora z tłumu dobiegły
głosy: "Dajcie mikrofon, niech przemówi" Załoga radiowozu
nie była jednak zgodna, czy oddać mikrofon w ręce rektora. .Jeden z
siedzących w wozie "przywódców" uderzył profesor a Stalińskiego
w twarz. Rektor wysiadł z samochodu. Stojący obok dziekan doc. Wełnicki
został uderzony w głowę stoczniowym kaskiem.
Kilkaset osób wchodzi do budynku PG, nawołując studentów do wyjścia
na ulice. Wchodzą do sal, gdzie odbywają się zajęcia, m. in. sześć
osób weszło do sali 264. Nawoływania nie odniosły skutku. Studenci
odmawiają udziału w manifestacji. Po 40 minutach demonstranci
opuszczają tereny politechniki. Część z nich udaje się do
Wrzeszcza, przed Rozgłośnię Polskiego Radia, inni do akademików przy
ul. Wyspiańskiego.
Godz.
15.05. Dyżurny technik w budynku radia otrzymuje kategoryczne żądanie
by uruchomić nadajniki celem umożliwienia demonstrującym przekazania
apelu do pracujących w całym kraju. Grożą oni radiowcom
"rozbijaniem głów"... Wyznaczają 15-minutowy termin, po którym
ma nastąpić dewastacja urządzeń. Przywódcy manifestujących
obliczają minuty. Jeszcze 10, jeszcze 5, jeszcze 3. Technik porozumiewa
się z zastępcą naczelnego redaktora, znajdującym się w sąsiednim
budynku. Udaje się do niego delegacja manifestujących. Dwóch ludzi
wchodzi do wnętrza, ponad 20 czeka w hallu stanowiąc "obstawę".
Red Wierzbanowski odmawia uruchomienia urządzeń. Słowa rozsądku
jeszcze skutkują. Pochód kieruje się do śródmieścia.
Godz.
15.55. W rejonie mostu Błędnik następuje pierwsze starcie
demonstrujących z siłami porządkowymi. Wezwania do rozejścia się
nie odnoszą skutku. Tyraliera zmotoryzowanego odwodu MO jest zbyt nikła,
by powstrzymać napór 3-tysięcznego tłumu. Czoło pochodu, przepychając
się i coraz częściej sięgając po kamienie toruje sobie drogę przed
dworcem głównym do gmachu KW.
Godz.
16.20. Z rejonu I portu gdańskiego ponad 200 robotników opuszcza
stanowiska pracy i udaje się w kierunku Gdańska by dołączyć do
zbiegowiska.
Godz.
17.15. Manifestanci przechodzą na Targ Drzewny, słychać okrzyki
"chleba" i "prasa kłamie". W Domu Prasy, teatrze i
Banku Inwestycyjnym rozpasani "młodzieńcy" kamieniami
wybijają szyby. Kordon milicji utworzony od strony Podwala
Staromiejskiego powstrzymuje jednak przed bardziej agresywnymi
poczynaniami. Tłum powraca przed gmach KW.
Godz.
18.13. Koleiny atak na Komitet Wojewódzki. Grad kamieni do okien.
Dwukrotnie grupa młodych ludzi próbuje podpalić budynek. W końcu
udaje im się spalić urządzenia drukarni znajdujące się w piwnicy.
Do akcji wkraczają oddziały MO i wojska. Tłum przysuwa się na skwer
przed dworcem i Węzeł Piastowski, wybija szyby w kawiarni
"Monopol".
Wezwania do rozejścia się nie skutkują, nawet gazy łzawiące i
petardy nie powstrzymują nacierających. Jeszcze o godz. 22 trwają
rozruchy uliczne w tym rejonie.
Wykorzystując okoliczność, że siły MO skupione są przed dworcem -
na zapleczu hotelu "Monopol", w rejonie ul. ul. Rajskiej i
Heweliusza z całą bezczelnością poczyna sobie łobuzeria i wandale.
Na skrzyżowaniu ul. Heweliusza i ul. Rajskiej płonie wielki stos,
podsycany deskami z płotu otaczającego pobliski plac budowy oraz
choinkami z punktu sprzedaży, otwartego w pobliżu skrzyżowania. Od
strony stoczni nadjeżdża wóz straży pożarnej. Chuliganeria
zatrzymuje wóz i wśród szamotaniny wyprowadza strażaków. Grupa
wyrostków przepycha samochód w kierunku płonącego stosu. Płomienie
ogarniają pojazd. Wybuch zbiornika z benzyną podsyca ogień. Tego
wieczoru na parkingu przy hotelu "Monopol" spłonęły jeszcze
dwa autobusy.
W czasie zajść przed Dworcem Głównym kilku młodzieńców rozbija
kiosk "Ruchu" obok Przychodni Kolejowej, a później podkłada
ogień. Po kilku minutach w płonącą pochodnię zamienia się kiosk
"Przodownika" po przeciwnej stronie ulicy, Później złodzieje
i grabieżcy rozbijają sklep "Kobry", sklep odzieżowy na ul.
Heweliusza, "Delikatesy".
W godzinach wieczornych przed kamerami Gdańskiej telewizji wystąpił
przewodniczący Prezydium WRN Tadeusz Bejm. Apeluje o rozsądek, rozwagę,
zwraca się do robotników, którzy odbudowywali Gdańsk [o] ochronę
mienia zbudowanego własnym trudem. Apeluje o pomoc społeczeństwa w
wyizolowaniu grupy niszczycieli.
W przygotowanym przez nas komentarzu do numeru wtorkowego piszemy m. in:
"Istnieje niewątpliwy związek między wczorajszymi wydarzeniami,
a trudną - i z oczywistych względów niepopularną - lecz konieczną
decyzją rządu w sprawie zmiany cen. Jest rzeczą naturalną, że niełatwo
pogodzić się z decyzją, która powoduje przejściowe pogorszenie się
sytuacji materialnej społeczeństwa - i w tym sensie odczucia i
nastroje można uznać za zrozumiałe. Jednak niezbędnym warunkiem
skuteczności poczynań jest wysoki stopień rozwagi, ład społeczny i
poczucie odpowiedzialności wszystkich obywateli. Działania, które w
rezultacie mogą spowodować dezorganizację produkcji i życia
publicznego, bądź dawać okazję do chuligaństwa i wandalizmu
nieodpowiedzialnym jednostkom utrudniają rozwiązania stojących przed
nami problemów.
WTOREK
15 GRUDNIA
GDAŃSK,
godz. 0.40.
Dyrektor Instytutu Chirurgicznego AMG informuje, że w jego klinice
udzielono pomocy 19 osobom. 16 poszkodowanych znajduje się w szpitalu.
Ciężkich przypadków nie zanotowano.
Komenda MO informuje, że dnia` 14 grudnia zatrzymano w Gdańsku 16 osób,
które dopuściły się dewastacji sklepów bądź kradzieży,
Zatrzymani mieli przy sobie zrabowane przedmioty.
Godz.
0.45. W porcie gdańskim sytuacja strajkowa. Nie pracują rejony I i
II, do pracy nie wyszła również część robotników rejonu III. Na
nabrzeżu przeładunkowym węgla i rudy trwa normalna praca.
Godz.
1.10. Z poszczególnych rejonów portu gdańskiego nadchodzą
wiadomości, że zgromadzeni w świetlicach robotnicy odmawiają pójścia
do pracy i zapowiadają generalny strajk na godz. 7.
Godz.
4.20. Port strajkuje. W rozmowach z robotnikami biorą udział
dyrektorzy ZPG. Dokerzy jednak odmawiają podjęcia pracy; przeważnie
jest to wyrazem ich solidarności ze strajkującymi. W miarę wszakże
upływu czasu, mnożą się też przypadki zmuszania do porzucania
pracy. Narasta presja szczególnie wobec dźwigowych i brygadzistów.
Godz.
6.00. Meldunki z zakładów pracy. "Hydroster" - pracę
podjęła cała załoga, w Stoczni Gdańskiej, Stoczni Północnej, Gdańskiej
Stoczni Remontowej robotnicy .przyszli do pracy ale jeszcze jej nie podjęli.
Pracują: Zakłady Mechaniki Precyzyjnej, "Bimet", Fabryka
Mebli Okrętowych, Węzeł PKP w Gdańsku, "Elmor".
Godz.
6.40. 600 pracowników wydziału K-3 Stoczni Gdańskiej opuszcza
teren wydziału i udaje się przed budynek dyrekcji. Na plac przed
dyrekcją przybywa załoga zakładu C oraz wydziału K-2. W
"Blaszance" 200 osób nie podjęło pracy. W "Flydrosterze"
wśród załogi narasta napięcie. W jednej z hal zbiera się 100 osób,
stoją w milczeniu, W zakładzie nr 1 Gdańskiej Fabryki Mebli 600 osób
nie przystąpiło do pracy,
Godz. 6.45. Przez bramę ZNTK na Przeróbce wychodzi grupa blisko
1000 osób. Organizatorzy tej demonstracji ustawiają na czele chłopców
z Zasadniczej Szkoły Zawodowej, traktując ich jako osłonę... Przed
budynkiem dyrel:c,ji Stoczni Gdańskiej jest już ponad 1500 ludzi, Dołącza
wydział K-2. Próbuje przemawiać I sekretarz KZ Jerzy Pieńkowski.
Wita go okrzyk "precz", "wyrzucić go". Nie ma
warunków do rzeczowych wystąpień. Nie o dyskusję chodzi. Gwizdy,
napastliwe okrzyki kończą wiec.
W Gdańskiej Stoczni Remontowej cała załoga jest zgromadzona przed
dyrekcją, chcą się połaczyć ze strajkującymi w Stoczni Gdańskiej.
Nikt nie słucha dyrektora zakładu Gryglewskiego, który usiłuje
uspokoić wzburzenie.
Godz, 6.50. Przed bramę Stoczni Północnej przybywa grupa
robotników. Agitują na rzecz strajku powszechnego: Delegacji nie
wpuszczono na teren zakładu. W Z1V'TK część załogi wiecuje. Wiece w
zakładzie nr 1 "Hydrosteru". W Zarządzie Portu Gdańsk pracy
nie podjęto, panuje napięta atmosfera, ale jest na ogół spokojnie,
Natomiast w Gazowni, WPKGG, PKS, Zakładzie Energetycznym praca nie
ustaje.
Godz.
7.00. W Stoczni Gdańskiej zgromadzenie liczy już 3000 osób. Rusza
pochód w kierunku miasta. Dołączają manifestanci ze Stoczni
Remontowej. Przed Dworcem Głównym do pochodu dołączają przechodnie,
jest dużo młodzieży, a nawet dzieci.
W Fabryce Mebli we Wrzeszczu na dziedzińcu stoi ponad 500 pracowników,
chcą wyjść na ulice, zapowiadają marsz pod KW, Z Zakładów
Futrzarskich przy ul. Łąkowej wyszło około 100 pracowników. Kierują
się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego.
GDYNIA,
godz. 7.00. W Stoczni im Komuny Paryskiej ok. 1000 osób opuściło
pracę. Są to przeważnie robotnicy z wydziału K-3 i obrabiarkowego.
Idą w kierunku ślusarni.
GDAŃSK.
Godz. 7.15. Czołówka pochodu ze Stoczni Gdańskiej. jest już przy
gmachu KW, poprzestaje jednak na kilku okrzykach i kieruje się pad
budynek Komendy Miejskiej MO i Prezydium MRN przy ul. Świerczewskiego;
Grupa ta szybko obrasta tłumem awanturników.
Godz.
7.30. Rzadka tyraliera milicji spychana jest w głąb ul. Świerczewskiego.
Milicjanci kryją się w gmachu komendy, część wchodzi do budynku
MRN, inni cofają się w głąb ulicy. Za gmachem sądu całą szerokość
ul. Kartuskiej zajmuje zwarty tłum, blokujący wszelki dostęp do tego
rejonu. Grupa milicjantów wycofuje się w zaułek ul. Strzeleckiej.
Następuje atak na gmach komendy. Szturmowane jest wejście i parterowe
okna pomieszczeń Komendy Ruchu Drogowego. Inna grupa łomami próbuje
rozbić obite blachą wrota bramy wjazdowej na podwórze. Na parkingu
przed budynkiem stoi 6 milicyjnych radiowozów i 3 samochody prywatne.
Działa tu grupa trzech podpalaczy. Pracują systematycznie. Pierwszy
stalowym kątownikiem rozbija zbiorniki z benzyną, drugi trzyma w ręku
płonącą żagiew, trzeci wymachuje pistoletem, stanowiąc "obstawę",
Padają okrzyki: "wypuścić aresztowanych". Celem ataku jest
więzienie.
Nad miejscem starcia chmura gazów łzawiących. Milicja używa pałek i
petard. Nie powstrzymuje to jednak naporu. Najbardziej agresywna grupa,
uzbrojona w żelazne pręty, wdziera się do budynku, opanowuje
pomieszczenia na parterze gdzie m, in. znajduje się magazyn broni. W
ostatniej chwili funkcjonariusze "drogówki" wynoszą z zagrożonego
pomieszczenia kilkadziesiąt pistoletów maszynowych z magazynkami, które
w niepowołanych rękach mogłyby stać się przyczyną niewysłowionej
tragedii.
Przez okna parteru część demonstrujących wdziera się na podwórze.
Otwiera żelazną bramę. Wpuszcza posiłki. Do muru otaczającego więzienie
jest stąd nie więcej niż 50 metrów. Pracownicy "drogówki"
zajmują pozycje obronne na stojącym w podwórzu piętrowym budynku. W
ich kierunku lecą nasycone benzyną szmaty. Pod gradem kamieni
funkcjonariusze MO likwidują jednak źródła ognia.
Milicjanci powstrzymują napór tłumu w podwórzu. jako broń służą
petardy, kamienie, krzesła. Trwają minuty najwyższego napięcia. Jeśli
atakującym uda się osiągnąć mur więzienia, trzeba będzie użyć
broni. Dowodzący obroną budynku jest wystawiony na jeszcze jedną
wielką próbę. Na ul. Świerczewskiego przyparci do ściany budynku MO
funkcjonariusze milicji są zasypywani gradem kamieni, cegieł, śrub,
mosiężnych kolanek, służących do łączenia rur itp. Z okien
komendy widać jak tłum, przy pomocy desek, masakruje otoczonego
milicjanta. Jedna salwa wystarczyłaby, by przyjść mu z pomocą.
Rozkaz jednak nie pada.
Godz.
8.45. W rejonie komendy i Prezydium MRN opanowano bardzo groźną
sytuację. Nadeszły posiłki. Pierwszy oddział przebił się przez tłum
stojący na ul. Kartuskiej, drugi nadszedł ul. 3 Maja. Demonstrantów
wyparto za most na ul. Świerczewskiego. W gmachu komendy milicjanci
gaszą pożar na parterze oraz tlące się meble w trzech
pomieszczeniach na pierwszym piętrze. Dokonuje się oględzin budynku.
Na I i III piętrze, w ścianach i suficie widnieje 6 śladów pocisków
pistoletowych wystrzelonych z ulicy.
Akcja rozgrywa się teraz na ul. Hucisko i ul. Kalinowskiego. Młodzi
ludzie podejmują osobliwą i niebezpieczną, jak się okazuje - dla
obydwu stron - formę napaści. Zatrzymują samochody ciężarowe,
kierowcom nakazują opuszczenie wozu, jeden z młodzieńców siada za
kierownicą, rozpędza pojazd, kieruje go ku szpalerowi milicji,
wyskakuje z szoferki... Wbrew oczekiwaniom "Star" na
niewielkiej pochyłości zbacza w prawo, ku zjazdowi do dworca; tłum
odskakuje, na szczęście samochód wjeżdża na chodnik i zatrzymuje się
na latarni. Do rozpędzonego autobusu wskakuje milicjant i wyprowadza
pojazd z niebezpiecznego miejsca. Kolejna próba kończy się tragedią.
Wyskakujący z samochodu młody człowiek uderza głową w skrzynię
znajdującego się w ruchu innego porwanego pojazdu, ponosi śmierć na
miejscu.
Ta forma ataku będzie wykorzystana jeszcze przed gmachem KW, gdzie
m.in. porwano samochód załadowany ciężkimi elementami budowlanymi.
Tłum liczący teraz jut ponad 10 000 osób, podniecony walką,
wzburzony pierwszymi ofiarami z tym większą zawziętością atakuje
gmach KW.
W okolicach Dworca Głównego słup czarnego dymu. Na placu przed
Ekspedycją Towarową płonie 6 samochodów milicyjnych i wojskowych
oraz pocztowe wózki akumulatorowe. Z kolejki elektrycznej, z mostu Błędnik
przybywa gapiów.
Godz.
9.20. Próby podpalenia budynku KW. Od strony parkingu przed kościołem,
do okien na parterze, w szczytowej ścianie gmachu podbiega czterech
wyrostków. Jest z nimi dziewczyna w czarnym płaszczu i białych
rajstopach. Ma w ręku blaszankę z benzyną. Chłopcy błyskawicznie
podnoszą ją na rękach, dziewczyna wylewa benzynę na parapet. Strumień
wody z hydrantów, skierowany przez okno, przerywa tę akcję. Benzyna
leje się na mur, bruk. Wrzucona zapałka powoduje płomień. Ogień nie
rozprzestrzenia się jednak, wkrótce przygasa. Teraz inna grupa
podpalaczy kieruje się do okien piwnicy. Potężny strumień benzyny,
olbrzymi płomień. Podpalacze zmieniają taktykę - wrzucają do okien
nasycone benzyną szmaty.
Łatwiej jednak podpalić sąsiedni budynek NOT. Już po pierwszej próbie
płomienie ogarniają wyposażenie budynku. Płoną drewniane boazerie i
kotary położonej na parterze restauracji.
Przerażająca jest milcząca, bierna postawa tłumu dorosłych osób,
ich obojętność bądź zawziętość, uniemożliwiająca ratowanie
ludzi znajdujących się w gmachu KW.
O godz. 7.15, kiedy tłum szturmował Komendę MO i Prezydium
MRN, zarządzono ewakuację pracowników z gmachu KW. W budynku pozostało
7 pracowników politycznych, 2 robotnicy warsztatów KW i grupa żołnierzy.
Około godz. 8, przybył pluton milicji uzbrojony w pałki i petardy.
Godz.
9.50. Demonstrującym udało się podpalić gmach KW. Obiekt
obrzucano środkami wzniecającymi płomień: butelkami z denaturatem,
pastą do podłóg i rozpuszczalnikami pochodzącymi z rozbitego sklepu
przy ul. Elżbietańskiej.
W budynku pracownicy, żołnierze i milicjanci próbują usuwać z zagrożonych
pomieszczeń dywany, firanki i meble. Budynek jest wypełniony gazem i
dymem. Maski przeciwgazowe ma tylko wojsko. Główne wejście do budynku
pali się. Dwaj żołnierze próbują gasić ogień wodą z hydrantu.
Godz.
10.15. Nadchodzi rozkaz oddania przez żołnierzy salwy
ostrzegawczej. Strzały w powietrze z IV piętra. Po salwie - chóralny
śmiech tłumu na ulicy.
Godz.
11.00. Zarządzana zostaje ewakuacja budynku KW: poleca się
wyskakiwać przez okna. Wojsko otrzymuje pozwolenie na użycie broni. Po
sformowaniu klina szturmowego, wewnątrz którego mają znaleźć się
pracownicy KW i milicjanci - należy opuścić teren. W budynku na I piętrze
grupuje się wojsko i pracownicy. Na podwórko wyrzuca się chodniki,
dywany, aby złagodzić upadek po skoku. Z okien I piętra ewakuujący
zjeżdżają po chodnikach.
Godz.
11.35. Większość żołnierzy jest na podwórzu, nie można jednak
przeprowadzić ewakuacji w zwartym szyku, ponieważ żołnierze są
otoczeni tłumem. Przeważają ludzie młodzi. Pracowników KW i
milicjantów otacza agresywna gromada. Twarze zawzięte, duża liczba
pijanych. Pracowników KW wydostających się z płonącego gmachu
pobito, znaleźli się jednak w tłumie starsi robotnicy, którzy
wyrywają ich z rąk rozwydrzonych "młodzieńców".
Opuszczony budynek penetrują grupy podpalaczy, którzy podkładają
ogień w pomieszczeniach na IV piętrze.
Godz.
13.00. W budynku komitetu znajduje się jeszcze dwóch milicjantów,
którzy nie zdołali w porę opuścić gmachu. Część tłumu wydała
na nich wyrok śmierci, Zatrzymano, a następnie spalano spieszący z
pomocą samochód Straży Pożarnej. Nie udają się próby ewakuacji
przy pomocy helikoptera. Wiata znosi linę ewakuacyjną.
Milicja i wojsko skupiają wszystkie siły by z płonącego gmachu
Komitetu Wojewódzkiego ratować ludzi. Nie starcza sił, by rozpędzić
złodziei grabiących sklepy na ulicach Garncarskiej, na Rajskiej,
Podwalu Staromiejskim i wokół hali targowej.
Godz.
14.45. Siły porządkowe z trudem wypierają tłum sprzed gmachu KW.
Ostatni dwaj ludzie opuszczają płonący budynek. Owinięci mokrymi
szmatami przedzierają się przez płonące korytarze. Są uratowani.
Godz.
15.00. Duże grupy pracowników Stoczni Gdańskiej, Stoczni Północnej
i Gdańskiej Stoczni Remontowej powracają na teren zakładu i ogłaszają
strajk okupacyjny.
W całym śródmieściu panuje nadal atmosfera walki, słychać wybuchy
petard, w oczy wciska się gaz. Od strony Wrzeszcza posuwa się kolumna
transporterów Jednostki Obrony Wybrzeża wezwana do ochrony obiektów użyteczności
publicznej. Przed Dworcem Głównym tłum zatrzymuje pojazdy. Młodzi
osobnicy wskakują na pancerz, zmuszają żołnierzy, którzy jeszcze
nie decydują się użycie siły do opuszczenia trzech pojazdów. Ktoś
próbuje uruchomić transporter, którym znajduje się paru młodych mężczyzn.
Jeden nich zsuwa się z pancerza pod gąsienice. Ludzie przenoszą ofiarę
do hallu Dworca Głównego. Sypią się kwiaty z dworcowej kwiaciarni.
Podekscytowany tłum podpala obrabowany kiosk "Ruchu", ogień
rozprzestrzenia się błyskawicznie do pomieszczeń przechowalni bagażu
i placówki pocztowej.
Gryzący dym wdziera do komisariatu kolejowego oraz przylegającego
mieszkania rodziny kolejarskiej. Pracownicy PKP i funkcjonariusze
komisariatu MO uruchamiają hydranty. Załoga komisariatu jest jednak
odcięta od wyjścia. Przed drzwiami agresywny tłum, w korytarzu, po którym
można przedostać się na dach dym, czad, płomienie. Milicjanci i
rodzina kolejarska widzą jak w okolicach ekspedycji towarowej tłum
trzymał spieszącą im z pomocą kompanię MO. Można jeszcze przebić
się z bronią ręku. Oznaczałaby to jednak nowe ofiary. Nie ma zresztą
rozkazu użycia broni. Gdy załoga komisariatu traci już dzieję, od
strony Błędnika nadchodzi pomoc. Kilka osób zostaje uratowanych od śmierci
lub kalectwa.
Godz.
18.00. Na terenie Trójmiasta zostaje wprowadzona godzina milicyjna.
Na dworcu Głównym w akcji straż pożarna, przed gmachem kilka sekcji
strażaków. Rzesza demonstrantów wraca stoczni.
Wobec aktów podpaleń i grabieży, licznych gróźb sabotażu w zakładach
pracy ponawiających się zapowiedzi wysadzenia w powietrze gazowni i
wodociągów, spuszczenia z pochylni kadłubów statków i spalenia
jednostek przy nabrzeżach wyposażeniowych do miasta postanowiono
wprowadzić wojsko, a dyrekcjom stoczni wydano polecenie wyprowadzenia
na redę statków znajdujących w końcowej fazie wyposażenia, [o]raz
zabezpieczenia dokumentacji konstrukcyjnej.
Na ulicach Gdańska straż pożarna i patrole milicyjne. Ofiarne grupy
pracowników handlu zabezpieczają zdewastowane sklepy. Robotnicy
przedsiębiorstw komunalnych szybko likwidują skutki zniszczeń. Będą
pracować do rana, by miasto mogło żyć normalnie
Władze informują, że w wyniku zamieszek w dniu 15 grudnia na terenie
Gdańska zginęło 6 osób, około 300 ludzi odniosło natomiast obrażenia.
Milicja zatrzymała m.in. 19-letniego Bronisława Ż., ślusarza Gdańskiej
Stoczni Remontowej, który posiadał pistolet i amunicję, jego rówieśnika
Kazimierza S, który miał przy sobie pałkę milicyjną i pas oficerski
z nazwiskiem właściciela - ciężko pobitego funkcjonariusza MO,
znajdującego się w szpitalu. Przy innym zatrzymanym znaleziono ręczną
wyrzutnię granatów łzawiących.
Zatrzymano również 128 osób pod zarzutem dewastacji sklepów i grabieży.
30 osób, głównie kobiety i nieletnich po odebraniu dowodów
rzeczowych zwolniono domów.
W specjalnym programie Gdańskiej TV wystąpił członek Biura
Politycznego PZPR, wicepremier Stanisław Kociołek. Omawiając akcję
sił porządkowych wicepremier stwierdził, że podjęto ją imię
normalnego życia, pracy i rozwoju społeczeństwa. "Nie ma żadnego
innego wyboru - anarchia i rozbój zaprzepaszczenie tego co nasze wspólne,
to rujnowanie dorobku materialnego, społecznego i osobistego, to
rujnowanie społecznych norm życia, dobrych obyczajów, kopanie przepaści
trudnej zasypania".
- "Każdego z nas musi dręczyć pytanie - mówił S. Kociołek -
czy to co się dzieje dobrze służy Polsce i jej sprawie. Dokonaliśmy
nie mało dla pomyślnego zakończenia tych narodowych spraw, które nie
zostały do końca załatwione w wyniku II wojny światowej. Dokonaliśmy
tak wiele, by nasze Ojczyzna przestała być słaba zależna i uboga, by
cieszyła się szacunkiem i autorytetem I musi boleć najgłębiej, gdy
dostrzega się niepowetowane szkody wyrządzane tej najświętszej
sprawie".
ŚRODA
16 GRUDNIA
GDAŃSK, godz. 4.00. Do miasta weszły oddziały wojska. Czołgi i
transportery ochraniają gmachy użyteczności publicznej, zbliżają się
do stoczni, by interweniować w wypadku sabotaży na terenie zakładów.
Godz.
6.40. W Stoczni Gdańskiej przed budynkiem dyrekcji zbiera się blisko
5-tysięczny tłum, żądając odpowiedzi na postulaty zgłaszane w
rezolucjach podejmowanych poprzedniego dnia. Na terenie stoczni znajduje
się 70 proc. zatrudnionych. Władze przy czynnym udziale aktywu
partyjnego apelują by nie wychodzono poza teren zakładu. Wskazują na
wtorkowe doświadczenia, w wyniku których robotnicze manifestacje
przekształciły się w burdy i chuligańskie ekscesy na terenie miasta.
Przyopominają o wielkim niebezpieczeństwie, jakie stwarzają uliczne
demonstracje Wielokrotnie pada ostrzeżenie, iż w wojsko użyje siły
by zapobiec zamieszkom na ulicach Gdańska oraz narastającej groźbie
ulicznego terroru.
Godzina
8.00. Na terenie Stoczni Gdańskiej tworzy się niepomna ostrzeżeń
grupa młodych ludzi, która decyduje się ruszyć wprost na czołgi i w
ten sposób sprawdzić reakcję żołnierzy na próbę wyjścia za bramę.
Kończy się to tragedią. Padają strzały. Giną dwie osoby, 11
stoczniowców odnosi rany. Demonstranci cofają się na tery ren
stoczni. Większość robotników znajduje się na wydziałach. Powołane
zostają trójki porządkowe, których zadaniem jest ochrona mienia i
porządku w zakładzie.
Godz.
8.15. W ZNTK wiec. Robotnicy żądają rozmów z przedstawicielami władz,
którym chcą przedstawić swoje postulaty. W wypadku odmowy spełnienia
żądań, część, zwłaszcza młodych ludzi, grozi dewastacją urządzeń.
Godz.
8.20. Pracownicy portu w Gdańsku odmawiają podjęcia pracy. Żądają
podwyżki płac o 30 proc. i uregulowania spraw mieszkaniowych.
Godz.
9.00. W Stoczni Gdańskiej ok. 3 tys. ludzi stoi na placu przed
budynkiem dyrekcji. Stocznia ogłasza strajk okupacyjny.
Godz.
9.50. Gazownia, Wodociągi, Zakład Energetyczny, komunikacja
miejska pracują normalnie. Również na większości budów trwa
normalna praca. W Oliwie grupa stoczniowców agituje budowlanych do podjęcia
strajku. Oponującym robotnikom grożono pobiciem. Pracownice ,.Bałtyku"
otrzymują anonimowe telefony. Rozmówcy grożą, że jeśli zakład się
nie przerwie pracy - zostanie wysadzony w powietrze. Terrorystyczne pogróżki
kierowane są do innych pracujących zakładów.
Godz.
10.45. W rejonie II portu Gdańskiego kończy się wiec dokerów.
Uchwalono rezolucję domagającą się m. in. podwyżki płac i obniżenia
wymiaru podatków.
Godz.
11.10. Meldunki a powiatów. W Kwidzynie spokój, wszyscy pracują.
Z Lęborka do Gdyni kieruje się transport dwóch ton chleba, dotrze on
do celu między godz. 13-14. Drugi transport 10 ton chleba przybędzie
do Gdyni wieczorem. Na terenie powiatu spokojnie. W mieście dwa wypadki
wybicia szyb, zatrzymano dwóch młodych ludzi. Przechwycono pisane odręcznie
ulotki. W Kartuzach spokój, braki w zaopatrzeniu sklepów. W Tczewie -
Fabryka Gazomierzy i ,,Polmo" częściowo nie podjęły pracy. W
Wejherowie Pucku, Malborku - spokój. W Pruszczu nie pracuje Fabryka
Aparatury Mleczarskiej i "Techmet". Na terenie pow.
sztumskiego spokój.
Godz.
12.00. W Stoczni Gdańskiej wiec przed budynkiem dyrekcji z udziałem
ok. 5 tys. ludzi. Przedstawiciele 'wydziałów dyskutują nad możliwościami
wyjścia z sytuacji. Zwycięża opinia, że robotnicy powinni powrócić
na wydziały i pilnować porządku. Komitet robotniczy powołał
stoczniową milicję. Kierownicy wydziałów produkcyjnych utrzymują
spokój i dyscyplinę.
Godz.
14.40. W Gdańskiej Stoczni Remontowej wybrano komitet robotniczy.
Ogłaszano 24-godzinny strajk okupacyjny. Załoga nie opuszcza zakładu.
Postulaty: zabezpieczyć zakład przed dewastacją i elementami chuligańskimi,
ukarać winnych za stan gospodarki w kraju, podwyżka płac i
stabilizacja cen, usunięcie wojska z miasta.
Godz.
15.15. W Stoczni Północnej spotkanie z delegatami wydziałów.
Opracowano 5-punktową petycję. Uchwalono, że do momentu uwzględnienia
wszystkich postulatów załoga nie przystąpi do pracy. W godzinach popołudniowych
sekretarze KW PZPR Jerzy Hojer i Włodzimierz Stażewski przyjęli
delegację "komitetu robotniczego" Gdańskiej Stoczni
Remontowej, która przedstawiła postulaty podwyżki płac, jak również
obniżki i zamrożenia cen. Członkowie delegacji sami uznali podczas
rozmowy, że ich postulaty są nie w pełni realne. Sekretarze KW
poinformowali przybyłych, że odpowiedź na zgłoszone postulaty
zostanie udzielona, tymczasem zaś apelowali o podjęcie wysiłków na
rzecz zapewnienia porządku i spokoju. Delegaci zakomunikowali jednak,
że nie mogą tego uczynić, ponieważ komitet przestał już panować
nad rozwojem sytuacji...
GDYNIA,
godz. 17.30. Port ostatecznie przestaje pracować (Wcześniej w
niektórych rejonach pracowało kilkudziesięciu robotników). Dokerzy
zapowiadają, że będą domagać się swoich praw, nie dopuszczą
jednak do sabotażu i niszczenia portu. Ok. godz. 14 MO zabiera z terenu
portu dwóch pijanych pracowników; którzy mieli przy sobie butelki z
benzyną. Próba odcięcia dopływu wody i ciepła, zdołano jednak
zabezpieczyć urządzenia.
ELBLĄG,
godz. 19.15. Na ulicach miasta chuligańskie grupy liczące po 5-10
osób kierują się w pobliże siedziby KMiP PZPR. Przed budynkiem ok.
400 osób. Atak przy pomocy kamieni. Próby podpalenia. Nieliczne siły
MO rozpraszają tłum. Wycofujące się grupy wybijają szyby wystawowe.
Straż pożarna interweniuje pięciokrotnie: podpalono dwa sklepy, dwa
kioski i budkę telefoniczną. Ogień ugaszono w zarodku. Grupa robotników
z Zamechu zorganizowana w drużynie ochrony mienia pomaga rozpędzić
wyrostków.
GDAŃSK,
godz. 20. Komenda MO informuje, iż patrole zatrzymały w ciągu
dnia m.in. osobnika posiadającego granat ręczny typu RG-42. W Nowym
Porcie ujęto Przemysława C. i Edwarda Ch., którzy grożąc pobiciem
zmusili kierownika stacji benzynowej do wydania kilku litrów benzyny.
Uzbrojeni czekali tylko na okazję by dołączyć się do zamieszek na
ulicach Gdańska.
GDYNIA,
godz. 20.00.
Zjednoczenie Przemysłu Okrętowego przekazało do Stoczni im. Komuny
Paryskiej i pozostałych stoczni telefonogram o przerwaniu pracy w dniu
17 grudnia. W żadnej stoczni i tak nie pracowano. Treść komunikatu
przekazano również władzom kolejowym, aby przez megafony na
przystankach podać informację tym, którzy rano pospieszą do pracy.
Do hotelu robotniczego przy ul. Śląskiej i na osiedla, w którym
mieszka najwięcej pracowników SKP i sąsiadujących z nią zakładów
wyruszył aktyw partyjny, aby powiadomić kogo tylko można o przerwaniu
pracy.
Dla ukazania motywów tej decyzji należy przedstawić to, co działo się
owego dnia w stoczni gdyńskiej. Odbywał się tu wiec. Górę wzięły
elementy agresywne. Pobito kilka osób z kierownictwa. Wywierano presję
na załogi innych zakładów aby porzucały pracę. Trwała agitacja na
rzecz demonstracji i okupacji SKP. "Na czoło wypchniemy dyrekcję
i kobiety - my pójdziemy za nimi." Na dachach ludzie z
pochodniami. Około godz. 12. członkowie dyrekcji zostali wzięci jako
zakładnicy. Delegacja strajkujących z wziętym siłą sekretarzem KZ
Porzyckim żąda rozmów z sekretarzem Komitetu Miejskiego PZPR. Jeśli
w ciągu godziny nie nastąpią rozmowy spalony zostanie budynek
dyrekcji SKP. Wśród członków delegacji znajduje się 4 młodych
ludzi poniżej 25 lat i jeden ponad 30. Delegacja zostaje przyjęta.
Stawia ultimatum aby: uznać ją za jedyną władzę SKP; ponadto zwolnić
aresztowanych członków grupy uzurpującej sobie prawo do miana ;,międzyzakładowego
komitetu strajkowego w Gdyni i przyjąć zestaw żądań ekonomicznych.
Na ultimatum odpowiedziano, że przyjęcie tych warunków jest niemożliwe.
Członkowie delegacji stwierdzili, że nie panują już nad sytuacją.
Po powrocie, w SKP wygwizdano ich.
Nad rozwojem wypadków w Gdyni ciężkim brzemieniem ciąży widmo pożarów
i rabunków w Gdańsku z 15 bm. I tu mnożyły się terrorystyczne
zapowiedzi podpaleń i zniszczeń urządzeń stoczniowych, portowych i
komunalnych.
W tej sytuacji podjęta została decyzja o zabezpieczeniu obiektów
stoczniowych.
W godzinach wieczornych do stoczni weszły jednostki wojskowe. Statki które
znajdowały się w fazie prac wykończeniowych wyprowadzono na redę
portu.
Wieczorem przed kamerami TV powtórnie zabrał głos członek Biura
Politycznego KC PZPR Stanisław Kociołek. Przedstawił rozmiary szkód
wyrządzonych poprzedniego dnia w Gdańsku. Mówił o decyzji władz
przemysłu okrętowego, które postanowiły przerwać pracę w Stoczni
Gdańskiej i w Stoczni im. Komuny Paryskiej na drugich zmianach.
"Te same władze - dodał - rozważają podjęcie innych, niezbędnych
kroków". W zakończeniu tow. Kociołek stwierdził, że tylko powrót
stoczniowców do normalnej pracy, a nie wysuwanie nierealnych żądań,
może stanowić podstawę do normalizacji życia w Trójmieście.
CZWARTEK
17 GRUDNIA
Gdańsk, godz. 2.00. Część Stoczni Gdańskiej, około 3 tysięcy
ludzi postanawia udać się do domów. Zapewniono im, mimo godziny
milicyjnej, bezpieczny przejazd. Reszta załogi opuszczała zakład do 6
rano. Wyszli również i wrócili do domów, przerywając strajk,
pracownicy Stoczni Północnej.
W Gdańsku panował spokój.
GDYNIA
godz. 5.50. Z ulicy Śląskiej sprzed hotelu robotniczego, którego
mieszkańcy byli powiadomieni o przerwaniu pracy grupa ludzi mimo to
udaje się do stoczni.
Na przystanek Gdynia-Stocznia przybywają pociągi. Z dwóch stron: od
Gdańska i od Wejherowa. Huczą stacyjne głośniki. Rozbrzmiewają
wojskowe i milicyjne gigantofony, nawołują do powrotu do domu. Większość
przyjeżdżających nie reaguje jednak na te wezwania. Zmiecione przez
awanturników z tłumu zostają pikiety ostrzegawcze.
W Trójmieście obowiązują już nadzwyczajne rozporządzenia
wprowadzające możliwość użycia wszelkich środków dla
zaprowadzenia porządku i bezpieczeństwa, dla ochrony mienia.
Gigantofony nawołują, aby nie zbliżać się do czołgów i
uzbrojonych żołnierzy. Dwom brygadzistom udaje się wyprowadzić
swoich ludzi poza przystanek Gdynia-Stocznia. Wszyscy mogli zrobić to
samo. Wielu jednak dało się ponieść rozpalonym emocjom.
Godz.
8.10. Tłum napiera. Prowodyrzy nawołują aby wedrzeć się do
stoczni. Czy w tłumie są tylko stoczniowcy? Nikt nie może tego z całą
pewnością ustalić. Na razie nic się jeszcze nie wydarzyło, ale
rozwaga, chłód i spokój odeszły. Z okrzykiem "hurra" tłum
napiera na czołgi. Potężny wybuch - został oddany strzał ze ślepego
naboju armatniego. Odpalili czołgiści. Ów wystrzał, którego już
sam podmuch powala, ma wyzwolić odruch samozachowawczy. Duża grupa,
nie zważając na ostrzeżenia, gwałtownie zbliża się do czołgów.
Wkrótce rozlegną się strzały. Najpierw w bruk. Tłum nadal nie słucha
ostrzeżeń, by nie zbliżać się do sprzętu wojskowego. Krótki
raport doniesie: "Jest 4 zabitych i kilka osób rannych".
Godz.
6.20. Z placu przed dworcem w Gdyni tłum atakuje gmach prokuratury.
Otacza czołgi przy dworcu, usiłuje wedrzeć się na nie. I znowu nie
pomagają ostrzeżenia - żołnierze muszą użyć broni.
Sprzed dworca, z placu Konstytucji, część ludzi ruszyła w kierunku
Komendy Miejskiej MO, drugi blisko tysięczny pochód udał się na ul.
Świętojańską. Skierował się przed siedzibę Prezydium MRN.
Godz.
7.30. Na pomoście przystanku Gdynia-Stocznia wrzenie sięga zenitu.
Przy Czerwonych Kosynierów około 5 tysięcy ludzi ściera się z
milicją i wojskiem. Żołnierze z trudem wytrzymują napór. Słychać
okrzyki: "Brać benzynę".
Zatrzymano pociąg a Pucka. Z lokomotywy spalinowej pobrano ropę i
podpalono pomost nad stacją Gdynia-Stocznia. Pada hasło marszu na
Prezydium MRN. Ulicami Czerwonych Kosynierów, 10 Lutego, Świętojańską
i Władysława IV od godziny 8.00 do 12.00 maszerowały kolejno 4
pochody. Ostatni ze zwłokami niesionymi na drzwiach.
W okolicach stacji Gdynia-Stocznia ciągle rozlegały się strzały, płonął
pomost nad torami kolejowymi. 7, helikopterów i wozów milicyjnych
rzucano petardy między zgromadzonych w tym rejonie i przed Prezydium
MRN.
Pod naporem tłumu przed Prezydium MRN posterunki MO wycofują się poza
sprzęt wojskowy. Dowódcy oddziałów WP wzywają ludzi do zatrzymania
się, ostrzegają, że będą zmuszeni użyć broni. Nie odnosi to żadnego
skutku.
Godz.
9.00. Karetki pogotowia odwożą do szpitala rannych. Rany są ciężkie.
Wojsko i milicja strzelają w twardą nawierzchnię bruku, pod nogi.
Rykoszety godzą w nacierających, którzy za wszelką cenę chcą
podpali gmach Prezydium MRN. Znowu cztery śmiertelne przypadki.
Sytuacja staje się coraz groźniejsza. Atakujący chcą wyprzeć żołnierzy
i MO na ulicę Bema. Po przeciwnej stronie ul. Świętojańskiej jest
stacja benzynowa, chcą ją zdobyć. - Wysadzić ją! - rozlegają się
okrzyki. Trzeba zapobiec niebezpieczeństwu. Wokół stacji stoją
opancerzone pojazdy wojskowe. W pobliżu bloki mieszkalne. Żadne racje,
żadna argumentacja tutaj nie poskutkuje. Drogę do stacji benzynowej
wojsko musi po prostu zagrodzić.
Tłum siedmiokrotnie naciera na Prezydium MRN. Wojsko i milicja s trudem
odpierają atakujących. Trwa to aż do godz. 12. Kiedy szansa uzyskania
środków podpalających ze stacji benzynowej zawiedzie atakujący zaczną
zabierać paliwo z baków przygodnych samochodów. W tym czasie w
rejonie Wzgórza Nowotki zatrzymano trzy pociągi: dalekobieżny od
strony Gdańska, towarowy Kościerzyny i osobowy z Gdyni do Kościerzyny
- wszystkie w pobliżu wiaduktu na ul. Czołgistów. Nawoływania do
rozejścia się przez megafony zagłuszano gwizdem opanowanych parowozów.
Na torach w pobliżu zatrzymanych pociągów, rozwydrzeni osobnicy
wzniecili ogień: Przypuszczono też szturm na stojący na bocznicy w
rejonie przystanku Gdynia-Stocznia pociąg, w składzie którego
znajdowały się trzy cysterny. Skutki mogły być nieobliczalne i
zapobiegnięcie im stało się koniecznością.
Sytuację przed Prezydium MRN siły porządkowe oponowały przed południem.
ELBLĄG
godz. 14.45. Grupa pracowników Zakładów Przemysłu Drzewnego opuściła
zakład. Pochód skierował się pod siedzibę KMiP PZPR: Po drodze dołączyli
się do robotników przypadkowi przechodnie. Część z nich szybko
zaopatrzyła się w kamienie i butelki z benzyną. Kiedy zostali odparci
sprzed Komitetu ruszyli do śródmieścia. Rozbijali sklepy i placówki
usługowe. Straty liczono na miliony. Chuligani wzniecili 11 pożarów.
Pomoc 40-osobowej grupy robotników Zamechu umożliwiła rozpędzanie
rabusiów.
Robotnicy niektórych oddziałów Zamachu przerwali pracę. Nie opuścili
jednak zakładu. Kiedy rozbito sklepy, w tym Dom Towarowy
"Feniks" powołali na terenie zakładu oddział samoobrony:
Stu ludzi strzegło fabryki, aby nie dostali się do niej nieproszeni goście.
Plon grudniowego popołudnia w Elblągu był żałosny: Porządek z
pomocą robotników przywróciła milicja, lecz po jej stronie byli
poszkodowani - sześciu rannych. Zatrzymano 65 podejrzanych o rozbój i
bezprawie. W grupie tej znaleźli się przede wszystkim pospolici złodzieje
i rabusie.
GDAŃSK,
godziny poranne. W Gdańsku stanęły Zakłady Futrzarskie, przerwało
pracę 200 osób w "Unimorze", nie pracowały niektóre wydziały
ZNTK, strajkowało kilkadziesiąt ludzi w "Hydrosterze i w Gdańskim
Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego. Podobna sytuacja istniała
w "Blaszance" i Zakładach Naprawczych Mechanizacji Rolnictwa.
W Fabryce Nawozów Fosforowych załoga potępiła zdecydowanie
chuliganerię, która niszczyła Gdańsk, lecz opowiedziała się po
stronie gdańskich stoczniowców. W porcie gdańskim stanął Rejon I.
Wyłoniono milicję robotniczą i powołano odpowiedni komitet. Podobnie
było w Rejonie II. Trwała jedynie praca przy rozładowywaniu fosforytów,
węgla i rudy w Rejonie III.
W Gdańskiej Stoczni Remontowej przerwano strajk. Gdańskie
"Fosfory", po krótkim wiecowaniu, podjęły pracę. Nie
przerwały jej Zakłady Rybne.
WARSZAWA,
godz. 19.30.
Ogłoszona zostaje uchwała Rady Ministrów w sprawie zapewnienia
bezpieczeństwa i porządku publicznego. W związku z poważnymi
naruszeniami porządku w Gdańsku i terenie Wybrzeża, a szczególnie w
związku z podpalaniem gmachów oraz urządzeń publicznych, jak również
z wypadkami zabójstw uchwała zobowiązuje ;,organa ścigania i porządku
publicznego (...) do bezzwłocznego podjęcia odpowiednich środków
zmierzających do przywrócenia porządku i ładu publicznego oraz
zapobieżenia próbom jego naruszenia".
Godz.
20.00. Przemówienie prezesa Rady Ministrów Józefa Cyrankiewicza.
PIĄTEK
18 GRUDNIA
GDYNIA, godz. 7.00.
Na 900 robotników Zarządu Portu Gdynia tylko 138 podjęło pracę.
Pracują warsztaty i 4 dźwigi przy załadunku węgla. Rozładowuje się
2 statki.
GDAŃSK,
godz. 7.00.
Do pracy przystąpiła cała załoga ZNTK. Do portu gdańskiego przyszło
1451 robotników. Pracę podjęło 230.
Godz.
12.00. W Zarządzie Portu Gdańsk Rejon I podjęło pracę 450
ludzi. Pracuje Rejon III i pozostałe działy. Nie podjęli pracy
robotnicy Rejonu II. Minister żeglugi wydał nadzwyczajne zarządzenie,
wprowadzające mobilizację pracowników portowych. W rezultacie również
i Rejon II przystąpił do pracy. Wysiłki aktywu partyjnego sprawiły,
że załoga przestała wiecować. Przeładowano tego dnia 16 300 ton
towarów. Istniały jednak duże zaległości. W porcie stały 24
statki, na redzie czekało 10. Na rozładunek oczekiwały również
wagony.
GDYNIA,
godz. 12.00.
W porcie gdyńskim podjęło pracę tysiąc ludzi. Zaległości były
jeszcze większe, niż w Gdańsku. W porcie stało 20 statków, na
redzie oczekiwało 22. Port zaczął jednak funkcjonować normalnie. Do
pracy zgłaszało się coraz więcej robotników.
GDAŃSK,
godz. 14.00.
Do Stoczni Gdańskiej powraca z redy portu jednostka B-418/1. O godz. 18
następuje przekazanie armatorowi radzieckiemu jednostki B-26/44.
Normalnie pracuje Stocznia "Wisła".
ELBLĄG,
godz. 7.00.
Nie pracują Zakłady Przemysłu Drzewnego. Nieznani awanturnicy grożą,
że wysadzą zakład w powietrze. W Zamechu przerwał pracę Zakład nr
1. Jego pracownicy agitują inne wydziały. Załoga Zakładów Drzewnych
wbrew zapowiedziom nie wychodzi na ulicę.
W mieście młodzi ludzie wykupują denaturat i benzynę. Odgrażają się,
że spalą KP MO. O godz. 15, na skutek napiętej sytuacji, do miasta
wkroczyło wojsko. W Zamechu rzucono hasło: "Nie pracujemy, ale
nie wyjdziemy na ulicę". Powołano grupę samoobrony. Część załogi
jednak pracuje. II zmiana ZWP nadal nie podjęła pracy.
W śródmieściu gromadzą się grupy młodych ludzi. Usiłują podpalić
budynek KMiP PZPR. Tłum demonstrantów rozbija sklepy, rabuje. Rozpędza
ich milicja i wojsko. Użyto gazów łzawiących i petard. Prowodyrzy
atakują czołg. Chcą go podpalić. Odstrasza ich wystrzał armatni ze
ślepego naboju. Tłum jest napastliwy. Wojsko i milicja ostrzegają, że
będą zmuszone użyć broni. Niestety, bez skutku. Tłum atakuje. Padają
strzały. Jest jeden zabity i 3 rannych. Zdemolowano 134 placówki
handlowe i usługowe. Straty sięgają 25
mikonów zł. Przesunięto godzinę milicyjną z 18 na 17.
* * *
Tego dnia życie na terenie całego województwa powraca do normy.
Pracują starogardzkie zakłady przemysłow. Krótka przerwa nastąpiła
jedynie w Fabryce Mebli Okrętowych, gdzie na żądanie załogi odbyło
się spotkanie z I Sekretarzem KP PZPR. Po spotkaniu wrócono do pracy.
Normalnym rytmem odbywało się wszystko w Lęborku i Kościerzynie.
Tylko w Malborku przerwano pracę w Fabryce Wentylatorów na wydziale
montażu (60 osób). Odbyło się spotkanie I zmiany z sekretarzem KP
PZPR. Również i tu po rozmowie i wyjaśnieniach podjęto pracę.
SOBOTA
19 GRUDNIA
Normalnie
pracują porty Gdańska i Gdyni. W porcie gdańskim stoi 28 statków, na
redzie oczekuje 10. W Gdyni trwa praca na trzy zmiany. Na II zmianę zgłosiło
się ochotniczo 560 robotników, na III - 300.
Przeładowano 16.872 tony towarów.
W "Elmorze" i "Hydrosterze", w związku z podjęciem
pracy przez stocznie uruchomiono II zmianę. Ze Stoczni Gdańskiej wyszły
2 statki przeznaczone dla armatora radzieckiego. Stocznia "Wisła"
zamknęła roczny plan produkcji towarowej. W próbny rejs wyszedł
ostatni statek.
Bez zakłóceń pracują wszystkie zakłady przemysłowe Trójmiasta.
Podobnie w Tczewie, w Starogardzie, Lęborku i w innych mniejszych ośrodkach
przemysłowych województwa. Podjęły pracę ZWP w Elblągu. Tylko w
Zamechu, z rana, na niektórych wydziałach odbywały się wiece. Stanęła
nowa odlewnia. Na ulicach miasta przed południem gromadziły się
niewielkie grupki demonstrantów. Po południu panował spokój.
NIEDZIELA
20 GRUDNIA
Tego
dnia w Trójmieście i w całym województwie, po raz pierwszy, od
poniedziałku, nie było żadnych incydentów. W przyspieszonym tempie,
w ostatnią niedzielę przed świętami, pracowały porty. W stoczniach,
podobnie jak w każdy świąteczny dzień, odbywała się normalna
praca.
Dopiero wieczorne wydarzenia miały okazać się brzemienne w skutki dla
całego kraju. W Warszawie zebrało się VII Plenum KC PZPR. Zapadły na
nim decyzje e zmianach personalnych w naczelnych władzach partyjnych.
Plenum powołało na stanowisko I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka.
Przede wszystkim jednak plenum dokonało oceny sytuacji w kraju i podjęło
niezbędne uchwały.
"W ostatnim tygodniu - mówił w wieczornym wystąpieniu radiowym i
telewizyjnym Edward Gierek - zaszły wydarzenia, które głęboko wstrząsnęły
całym społeczeństwem i postawiły Ojczyznę w obliczu wielkiego
niebezpieczeństwa. Miasta Wybrzeża - Gdańsk, Gdynia, Szczecin, Elbląg
stały się terenem robotniczych wystąpień, zaburzeń i starć
ulicznych. Zginęli ludzie. Wszyscy przeżywamy tę tragedię".
I sekretarz KC stwierdził, że obowiązkiem partii i rządu jest
udzielić społeczeństwu odpowiedzi na pytania jak doszło do nieszczęścia
i dlaczego nabrzmiały tak ostre konflikty społeczne. "Będzie to
- stwierdził - odpowiedź trudna i samokrytyczna, ale będzie jasna i
prawdziwa".
Już po północy, a więc 21 grudnia odbyło się Plenum KW PZPR w Gdańsku.
Mimo gorących dni, które je poprzedziły, i mimo niecodziennych warunków
w jakich się odbywało, dało ono wstępną ocenę wydarzeń w Trójmieście
i na Wybrzeżu Gdańskim. Jak stwierdził I sekretarz KW PZPR Alojzy
Karkoszka - już wcześniej 19 grudnia Egzekutywa KW PZPR dokonała
oceny wydarzeń. Ocena ta okazała się zgodna z ustaleniami VII Plenum
KC.
- Mieliśmy do czynienia - powiedział I sekretarz KW z autentycznymi
wystąpieniami klasy robotniczej. Ich przyczyną było niezadowolenie z
powodu sytuacji ekonomicznej. Bezpośrednim zaś powodem wystąpień
robotników była podwyżka cen na artykuły spożywcze.
Wystąpienia te - jak często bywa w podobnych przypadkach - wykorzystały
elementy warcholskie, często wręcz wrogie. Fakt ten znalazł wyraz w
aktach terroru, podpaleniach i grabieży. Stworzyło to stan zagrożenia
życia i mienia obywateli oraz majątku publicznego, a także godziło w
najhardziej żywotne interesy państwa i narodu.
Plenum zaakceptowało wnioski Egzekutywy KW w sprawie dalszego działania
wojewódzkiej instancji partyjnej. Wyraziło poparcie dla decyzji VII
Plenum KC PZPR i uznało, że w najbliższym czasie trzeba będzie
dokonać gruntownej analizy przyczyn i okoliczności wydarzeń
grudniowych. Za najpilniejsze zaś zadanie uznano doprowadzenie do
szybkiej i pełnej normalizacji życia w Trójmieście o: odrobienia
zaległości wynikłych z przerw powstałych w produkcji.
W ciągu tych dni, pełnych politycznych powikłań, działacze i
instancje partyjne przejawiły znaczną aktywność, dojrzałość i
rozwagę. Stałe kontakty z aktywem robotniczym, uczestniczenie w
trudnych niejednokrotnie dyskusjach, działanie na rzecz opanowania
sytuacji są tego dobrym świadectwem. Ożywioną działalność
prowadziły komitety dzielnicowe w Gdańsku, Komitet Miejski w Gdyni
oraz Miejski i Powiatowy Komitet w Elblągu. Posiedzenia Egzekutywy
Komitetu Wojewódzkiego PZPR odbywały się niemal codziennie. Odbyło
się też posiedzenie plenarne KW.
* * *
Tak przedstawiają się główne fakty, które tworzą obraz wydarzeń
gdańskich. Nie jesteśmy dziś w stanie dokonać ich analizy, choć
zdajemy sobie sprawę z tego, że stanowi ona pilną konieczność.
Wszechstronne oświetlenie tego, co zaszło - to istotne zadanie stojące
przed całą partią, a także przed jej gdańską organizacją. Trzeba
i można w trybie partyjnej i obywawatelskiej [!] rozmowy omówić
szereg spraw, które bezpośrednio złożyły się na treść owych
grudniowych dni. Nie może tu być ani przemilczeń, ani niedomówień,
ale też nie powinny wystąpić przy tej okazji zacietrzewienie,
uprzedzenia i jednostronne widzenie rzeczywistości. Tylko bowiem w
warunkach obiektyw rej dojrzałej analizy można sformułować wnioski
pozwalające zapobiegać tragediom społecznym, wśród których rozlew
bratniej krwi jest wydarzeniem najbardziej bolesnymi.
P.
S.
Zespól "Głosu Wybrzeża", który przygotował powyższą
relację liczy na listy i relacje Czytelników. Pozwolą one uściślić
szereg faktów i odtworzyć nieznane nam i fragmenty wydarzeń. Prosimy
o pisemne informacje naocznych świadków.
POWRÓT
DO DOKUMENTÓW
|