Zmarł ksiądz prałat Hilary Jastak

Pożegnanie Króla Kaszubów

Ksiądz Prałat do ostatnich godzin był niezwykle aktywny, a doskonała pamięć, nawet najdrobniejszych szczegółów, mogła zadziwić każdego, kto się z Nim spotkał. Mimo swoich 86 lat odszedł tak jak żył – szybko i pracowicie.

Jeszcze 14 stycznia br., podczas uroczystej mszy św. obchodzono w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni imieniny księdza prałata dr Hilarego Jastaka, a już 22 stycznia odbył się Jego pogrzeb.

 Mszę św. żałobną odprawiało pięciu biskupów pod przewodnictwem metropolity gdańskiego abpa Tadeusza Gocłowskiego. Obecnych było także kilkudziesięciu duchownych wraz z bratem zmarłego, ks. kanonikiem Edmundem Jastakiem.

W homilii metropolita warmiński ks. abp Edmund Piszcz, wspominając życie Zmarłego, nazwał Go nieustraszonym bojownikiem o wolność i suwerenność Polski. Podkreślił głęboki patriotyzm księdza Jastaka. Świadczyły o tym bardzo konkretne czyny. – Ten kościół, ta plebania i ten człowiek to były punkty odniesienia dla wszystkich gdynian – mówił ksiądz arcybiskup.

Po Eucharystii bardzo wiele osób zabierało głos, by podziękować swojemu kapłanowi. I tak m.in. marszałek Senatu RP Alicja Grześkowiak dziękowała za to, że Ksiądz Prałat tak pięknie odczytał swoje powołanie kapłańskie. Wojewoda pomorski Tomasz Sowiński powiedział, że niektórzy ludzie odchodząc pozostawiają za sobą bardzo dużo wolnej przestrzeni, której nikt nie jest w stanie wypełnić. Hilary Jastak był niewątpliwie taką postacią. Wiceprzewodniczący „Solidarności” Janusz Śniadek zwracał uwagę na szczególny związek Księdza Prałata z naszym Związkiem oraz na najbliższe sercu ludzi „S” wydarzenie – mszę św. odprawioną w trzecim dniu strajku 17 sierpnia 1980 r. w ówczesnej Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni.

W czasie uroczystości zostały odczytane także liczne listy od osób, które nie mogły osobiście uczestniczyć w tej mszy św., m.in. od przewodniczącego Mariana Krzaklewskiego, minister zdrowia Franciszki Cegielskiej, metropolity gnieźnieńskiego abp. Muszyńskiego, biskupa polowego Wojska Polskiego – ks. Sławoja Leszka Głódzia. Na koniec głos zabrał też  abp Tadeusz Gocłowski, nazywając zmarłego kapelana człowiekiem trudnego czasu – dwóch wojen, kryminogennych ideologii (faszystowskiej i bolszewickiej) – ale też geniuszem w znajdowaniu właściwej postawy wobec tragicznych wydarzeń tego czasu.

Uroczystości pogrzebowe trwały blisko 5 godzin i zgromadziły ponad dwa tysiące osób, w tym przedstawicieli duchowieństwa, władz państwowych, samorządowych, „Solidarności” wraz z pocztami sztandarowymi oraz organizacji społecznych, rodziny i wiernych. W asyście orkiestry i kompanii honorowej Marynarki Wojennej trumna z ciałem została przeniesiona do miejsca pochówku. Ksiądz Prałat zgodnie z życzeniem został pochowany na zewnątrz swojej świątyni, tak aby w sposób symboliczny być ze swoimi parafianami. Warto też w tym miejscu przytoczyć ostatnie słowa z testamentu ks. dr Hilarego Jastaka: „Na koniec przepraszam za wszystko, czym zawiniłem wobec Boga i bliźnich. My trzymamy z Bogiem”.

Ksiądz prałat dr Hilary Jastak: prałat Jego Świątobliwości, doktor teologii moralnej, kawaler Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Odrodzenia Polski, kanonik honorowy Gdańskiej Kapituły Archikatedralnej, członek założyciel Towarzystwa Przyjaciół KUL w Lublinie, honorowy członek Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia ’70 w Gdyni, członek honorowy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, honorowy obywatel miasta Gdyni, honorowy obywatel miasta Kościerzyny, kapelan Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, komandor podporucznik Marynarki Wojennej, prorektor Fundacji Pomocy Stypendialnej dla Młodzieży w Gdyni, odznaczony ponad 23 medalami instytucji państwowych, regionalnych i samorządowych – posiada także godności szczególnie nam bliskie: honorowego członka NSZZ „Solidarność” i honorowego kapelana NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdynia SA.

Urodził się w Kościerzynie, w wielodzietnej rodzinie polskich patriotów. Jego ojciec, Jakub Jastak, jeszcze za czasów zaborów zasiadał w radzie miejskiej jako delegat z listy polskiej, później został deputowanym sejmiku powiatowego. Jako założyciel m.in. Polskiej Spółki Ziemskiej i Banku Ludowego, przeciwdziałał wykupywaniu z rąk polskich ziemi, stając się w ten sposób właścicielem kościerskich Szydlic, które później rozparcelował i w znacznej części sprzedał Polakom. W takiej właśnie atmosferze rodzącej się niepodległości kształtowała się osobowość młodego Hilarego Jastaka i tu należy upatrywać źródła wielkiego patriotyzmu, w tym też tego lokalnego, za sprawą którego zyskał przydomek „Króla Kaszubów”. Nie zdążył przed wybuchem II wojny światowej ukończyć studiów i uzyskać święceń kapłańskich, które uzyskał dopiero w 1941 roku w Warszawie. Lata wojny wypełniły sprawowanie funkcji kapelana AK i Szarych Szeregów oraz pomoc zrujnowanej wojną społeczności, którą przyszło mu się opiekować.

W roku 1946 ksiądz Hilary Jastak jako dyrektor gdyńskiego oddziału Caritasu osiadł w Gdyni, by po odwołaniu z tej funkcji za sprawą działań władz komunistycznych i SB objąć parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa – miejsce szczególne dla gdynian. Parafia ta urosła za sprawą swojego proboszcza do centrum niezależnego życia w Gdyni, zarówno kulturalnego, kaszubskiego, jak i politycznego. Za największe z osiągnięć w pracy proboszcza można chyba uznać budowę okazałego kościoła, nawiązującego do przedwojennej idei Bazyliki Morskiej. W budowie kościoła czynnie uczestniczyła społeczność parafii, jednocząc się w ten sposób do walki ze złem. W trakcie trwającej dziesięć lat budowy, utrudnianej na wszelkie możliwe sposoby przez komunistyczne władze, Ksiądz Prałat rozpoczął i ukończył teologiczne studia doktoranckie. Większość tragicznych wydarzeń Grudnia ’70 miało miejsce na terenie tej właśnie parafii i w sposób szczególnie okrutny, bo nie zawiniony dotknęło jego podopiecznych, którzy jak zawsze mieli w Nim oparcie i pocieszenie.

Ksiądz Prałat od samego początku związany był z „Solidarnością”, czego wyrazem była pierwsza w PRL-u msza święta odprawiona 17 sierpnia 1980 r. na terenie socjalistycznego zakładu pracy – strajkującej Stoczni im. Komuny Paryskiej (dzisiejszej Stoczni Gdynia SA). Podczas tej mszy ksiądz Hilary Jastak udzielił rozgrzeszenia generalnego.

Do ostatnich dni swojego życia Ksiądz Prałat przewodniczył założonej przez siebie Fundacji Pomocy Stypendialnej, która udzieliła pomocy setkom dzieci i młodzieży z biednych rodzin kaszubskich. Szczególne miejsce w życiu Księdza zajmowały dzieci. Gdzie on mieścił te wszystkie cukierki, które zawsze rozdawał napotkanym dzieciom – przecież w sutannie nie ma kieszeni. A stylizowane na książkę pudełko pełne cukierków urosło do rangi legendy. Tą „książką” ksiądz prałat witał wszystkich odwiedzających jego wiecznie otwartą plebanię.

Za swoją działalność Ksiądz Prałat był znienawidzony przez władze PRL-u i jej służby specjalne. Wymyślne represje, postępowania karno-skarbowe i administracyjne, inwigilacja, aresztowania i więzienie jeszcze bardziej umacniały nieprzejednaną bezkompromisową postawę, która promieniowała na innych. Dla Księdza Prałata nie liczyły się konsekwencje, jakie mógł ponieść robiąc to, czego się podejmował. Jako doskonały organizator zawsze realizował to wszystko, co zamierzał, a Jego głównym motorem działania była miłość bliźniego. Miał niezwykły dar skupiania tej miłości wokół siebie i przekazywania jej innym, mówiąc: „Ja dziś pomogłem tobie, ty idź i pomóż innym”.

Marek Lewandowski


O księdzu Hilarym Jastaku powiedzieli:

Janusz Śniadek, przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia 1970 roku w Gdyni, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdynia w latach 1980-1997: – Z ukochanym Księdzem Prałatem łączy nas tak wiele przeżyć i uczuć, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Dla uhonorowania Jego dokonań dla naszych środowisk, prosiliśmy Go o przyjęcie tytułów Honorowego Kapelana „Solidarności” Stoczni Gdynia i Honorowego Członka SKBPOG 1970 w Gdyni, ale tak naprawdę to nas spotykał największy zaszczyt, że zgodził się je przyjąć. Gdy 16 sierpnia 1980 roku przybyła do Niego delegacja strajkujących robotników z prośbą o odprawienie mszy św. na terenie zakładu, zgodził się bez pytania o jakiekolwiek oficjalne pozwolenia. Jego słowa, postawa budowały niemal mistyczną więź pomiędzy Nim – kapłanem i nauczycielem, a nami – pracownikami stoczni i innych zakładów pracy. I uczynił to w tej samej Gdyni, gdzie przed niespełna dziesięcioma laty władze dopuściły się zbrodni, otwierając ogień do ludzi, zabijając również młodzież i dzieci. Dzisiaj, kiedy odwaga staniała, nie wszyscy potrafią docenić heroizm Jego postawy.

 

Andrzej Kozicki, przewodniczący „Solidarności” Stoczni Gdynia w latach 1980-1981: – Księdza prałata Hilarego Jastaka zobaczyłem po raz pierwszy w trakcie słynnej mszy świętej odprawionej na terenie naszej stoczni w dniu 17 sierpnia 1980 roku. Nie pamiętam dziś słów Jego kazania – na pewno były tam słowa o miłości Ojczyzny, o szacunku dla pracujących i szacunku do pracy. Pogoda była piękna, świeciło słońce, było nas wielu, wielu stoczniowców zebranych wokół tymczasowego ołtarza zbudowanego na platformie i okrytego brezentem na rusztowaniu. W pewnej chwili, pod koniec mszy świętej, ksiądz Jastak, po wypowiedzeniu słów modlitwy, udzielił generalnego rozgrzeszenia. Przez dłuższą chwilę wszyscy stali w bezruchu, jak rażeni piorunem. Potem było już wiele okazji do spotkań bardziej osobistych.

 

Krzysztof Wójcicki, autor książki Rozmowy z księdzem Hilarym Jastakiem: – Życie księdza prałata Hilarego Jastaka wypełnione było miłością. Księdzem został właśnie z miłości do ludzi, bo było to kapłaństwo z powołania. Z miłości służył także ojczyźnie, tej wielkiej – Polsce i tej małej – Kaszubom. Był wielkim autorytetem moralnym.

I można mieć nadzieję, że takim właśnie pozostanie. Jako Najczcigodniejszy Gdynianin zasługuje na szacunek i honor.

 

Liliana Sawczuk, stypendystka Fundacji Pomocy Stypendialnej: – Mam wobec księdza Hilarego Jastaka dług wdzięczności, jak na pewno setki innych stypendystów. Ks. Prałat lubił, gdy zwracaliśmy się do Niego „Księże Wujku”, mieliśmy ten przywilej. Ks. Wujek mówił, że nasza obecność dodaje mu energii, a tak naprawdę to On wyzwalał w nas energię i zdolności.

Kochał nas i my Go bardzo kochaliśmy. Ksiądz Wujek nigdy o nikim i o niczym nie zapomniał. Pamięć o Nim zostanie żywa w naszych sercach.

Oprac. (ml)