Grudzień

Trudno uciec od tematu „harcowników”. Przekładając na biurku papiery trafiłem na dziennik„Życie” z 18 lutego, w którym już wtedy Andrzej Liberadzki przestrzegał: „Partie wchodzące w skład AWS-u przyjęły strategię osłabiania Ruchu Społecznego AWS. Pojawiają się opinie, że związki zawodowe – a zatem „Solidarność” i RS AWS – nie powinny odgrywać znaczącej roli w polityce. To błąd – RS i „Solidarność” tworzą fundament Akcji Wyborczej. Potrzebny jest kompromis z partiami AWS, ale powinien to być kompromis obu stron”. Cóż, to nie wymaga komentarza.

Grudzień dla Związku rozpoczął się w Spale, gdzie obradował XIII Krajowy Zjazd Delegatów. Oba zjazdowe dni zdominowała również dyskusja polityczna. Nie obyło się też bez nerwów – pomimo złożenia przez przewodniczącego Krzaklewskiego oczekiwanej deklaracji o rezygnacji z funkcji szefa AWS najdalej
z końcem stycznia przyszłego roku. Zgłoszoną przez Dariusza Adamskiego ze Stoczni Gdynia propozycję głosowania wotum zaufania dla przewodniczącego, wielu delegatów zrozumiało jako wotum nieufności. Tę atmosferę podgrzał jeszcze Karol Guzikiewicz ze Stoczni Gdańskiej nawołując do głosowania tajnego. Kiedy z kolei Guzikiewicz przedstawił projekt uchwały zakazującej związkowcom udziału w wyborach samorządowych i parlamentarnych, padły ostre komentarze, że z Gdańska przyjechała do Spały agentura Macieja Płażyńskiego. Karol Guzikiewicz, gorąca głowa, złożył w konsekwencji mandat delegata.

Relacje ze zjazdu możecie Państwo przeczytać w tym numerze „Magazynu”.

Sam marszałek Płażyński, już w kilka godzin po zakończeniu zjazdu, wyjątkowo ostro skomentował w mediach wyniki jego obrad. Publiczne stwierdzenie, że przywódca milionowego związku nie ma nic do powiedzenia i marszałek nie chce słuchać żadnych jego propozycji jest chyba zbyt mocne, nawet jak na polityka. Nie przypominam sobie, żeby pan Płażyński używał kiedyś równie mocnych słów w stosunku do aparatczyków postkomunistycznego SLD. A przecież Maciej Płażyński właśnie pod egidą „Solidarności” przyjął na siebie obowiązki urzędu marszałka Sejmu RP. Przypomnijmy sobie, jakie larum podniosła przed czterema laty cała lewica na tę kandydaturę. Wtedy nikt po prawej stronie sceny politycznej nie okazał wątpliwości – dzisiaj Maciej Płażyński jest drugą osobą w państwie. Po niedługim czasie wszyscy z najwyższym uznaniem przyjęli ówczesne deklaracje marszałka Sejmu o apolityczności jego urzędu i kierowaniu pracami parlamentu ponad podziałami. Dlaczego więc teraz Maciej Płażyński podjął bezpardonową walkę polityczną, zmierzającą do podziału prawicy, stając się jej głównym inspiratorem?

Trudno się dziwić związkowcom, że czują się oszukani.

Z ciężkim sercem przychodzi konstatować, że Maciej Płażyński jeszcze w grudniu wyprowadzi polską prawicę na zieloną łączkę. Jednak bez „Solidarności”.

Chciałbym być tymczasem dobrej myśli, bieg zdarzeń można jeszcze odwrócić. Istnieją ku temu wszelkie przesłanki. Koniec roku skłania nas zawsze do ocen. Zbliżamy się także nieuchronnie do finału czteroletniej kadencji tego Sejmu i rządu premiera Jerzego Buzka. Jeśli spojrzeć na ten okres z dystansu, to – choćbyśmy nie wiem ile powodów mieli (a mamy) do narzekań – tego czasu nie można uznać za stracony. Cztery lata rządów AWS zmieniły Polskę nie do poznania. To inny kraj. I chociaż z pewnością to zbyt duże uproszczenie, właśnie teraz, w grudniu, stojąc pod pomnikiem Poległych Stoczniowców niejednemu z nas trudno będzie sobie przypomnieć, w jakiej Polsce żyliśmy 30 lat temu – w grudniu roku 1970. I za jaką Polskę oddali swoje życie stoczniowcy. Każdy z nas będzie widział ją inaczej. Ale czy aż tak bardzo odmiennie, żeby nie udało się nam porozumieć?

Ta refleksja, nie tylko u stóp Krzyży, ale tu i teraz powinna nas łączyć, a nie dzielić.

Dariusz Wasielewski


Wolne wnioski

Kończy się drugie tysiąclecie. Tysiąclecie niezwykłe w historii ludzkości. Pełne wzlotów i upadków, rozwoju i wojen, przykładów bohaterstwa i zbrodni. Kończy się jednak pozytywnym rozwojem demokracji jako zasady regulującej stosunki między jednostkami i narodami. To prawda, że są jeszcze narody żyjące w okowach dyktatury, że nie wygasły zarzewia wojen. Lecz prawdą jest także, że społeczność międzynarodowa czyni olbrzymie starania, aby w trzecie tysiąclecie wkroczyć jako społeczność żyjąca w pokoju i demokracji.

Niestety nadal miliony ludzi żyją w olbrzymim ubóstwie, umierają z głodu i w wyniku epidemii. Czeka nas jeszcze ogromna praca, lecz jesteśmy coraz bliżej dnia, w którym będziemy mogli powiedzieć, że człowiek to brzmi dumnie. Coraz bliżej to wcale nie znaczy, że blisko. Tak wiele rodzin żyje na granicy ubóstwa. Tak wielu bezrobotnych wstając rano nie widzi dla siebie żadnych perspektyw.

Jesteśmy zmęczeni kłótniami polityków. Nie rozumiemy, dlaczego nasze portfele są coraz chudsze, mimo iż statystyka wskazuje na wzrost gospodarczy. Reformy społeczne wprowadzane z taką determinacją nie przyniosły jeszcze odczuwalnych korzyści. Restrukturyzacja wielu gałęzi gospodarki wprowadziła nowe technologie, pozwoliła na rozwój nowych gałęzi, lecz niestety także wielu ludzi pozbawiła pracy.

Krajowy Zjazd Delegatów dużo uwagi poświęcił polityce. Tej czystej, i gospodarczej, i społecznej. Premier i ministrowie wysłuchali wielu gorzkich słów, słów o zawiedzionych nadziejach, o błędach i zaniedbaniach. Nastrojów nie poprawiły informacje o wielkości środków, które znalazły się w proponowanym przez rząd budżecie. Tak więc ostatnie dni roku nie przynoszą optymistycznych wieści.

Czy rzeczywiście nic dobrego nie zdarzyło się w ostatnim czasie? Udało się wszak uczynić pierwszy krok w kierunku wprowadzenia wolnych sobót. Już wiemy, co oznacza być związkiem reprezentatywnym. Możemy swobodniej i bezpieczniej działać w ramach międzyzakładowych organizacji związkowych. Pracodawcy będą mieli obowiązek odprowadzać składki związkowe. To ważne i znaczące kroki, lecz niestety niewystarczające. Naszego nastroju nie poprawia porównanie z innymi krajami z Europy Środkowej i Wschodniej, gdzie reformy przebiegają o wiele wolniej, gdzie sytuacja ludzi pracy jest gorsza niż u nas. Nie zadowala nas pozytywna opinia zachodnich ekspertów. Chociaż zrobiliśmy tak wiele, to przyszłość wydaje się ciągle szara. Czy więc powinniśmy zawrócić z obranej drogi? Czy to, o co walczyliśmy, okazało się tak niewiele warte? Nie, mimo kłopotów niewielu z nas chce wrócić do kolejek, pustych półek, centralnego rozdawnictwa i reglamentowanej wolności. Chcemy zaś uczciwych urzędników, mądrych polityków, przemyślanych decyzji, mądrych praw i właściwej zapłaty za solidną pracę. Czy to za wiele? Czy to nierealne? Czy nas na to nie stać? Czy powiedzenie: nie pytaj się, co kraj może uczynić dla ciebie, lecz powiedz, co ty możesz uczynić dla kraju – nie powinno być mottem mieszkających nad Wisłą?

To wielkie i patetyczne słowa. Lecz przecież to na nich opiera się wielkość tych, którzy nie tylko w nie uwierzyli, ale i podporządkowali im swoje działania. Tak myśleliśmy i działaliśmy budując „Solidarność”. Przed takim wyzwaniem stawia nas także życie w przededniu kolejnego tysiąclecia. I tak jak byliśmy w stanie zmieść z powierzchni nieludzki system gnębiący nas przez tyle dziesięcioleci, tak i teraz stać nas na wybudowanie własnego, demokratycznego, przyjaznego wszystkim pięknego domu, jakim jest Polska. Tego życzę Wszystkim z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Bogdan Olszewski


Protesty w służbie zdrowia

Najważniejsze są zmiany systemowe

Od kilku tygodni trwa akcja protestacyjna zorganizowana przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, której głównym postulatem jest podwyżka płac. Sekretariat Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność” jest natomiast od przeszło roku w sporze zbiorowym z rządem.

Przewodniczący Regionalnej Sekcji Służby Zdrowia „S” Ryszard Sikorski powiedział, że „Solidarność” popiera postulaty płacowe pielęgniarek, nie akceptuje natomiast ich odejścia od pacjentów, gdyż jest to sprzeczne z zapisem ustawowym o sporach zbiorowych, który przewiduje, że akcja strajkowa nie może powodować możliwości utraty zdrowia lub życia. O przystąpieniu lub poparciu protestów decyzję podejmują poszczególne komisje zakładowe. W wielu szpitalach prowadzą one akcję protestacyjną wspólnie z innymi związkami zawodowymi.

Od co najmniej półtora roku Sekretariat Ochrony Zdrowia NSZZ „S” jest w sporze z rządem i domaga się m.in. wzrostu nakładów na służbę zdrowia, objęcia samodzielnych publicznych zespołów opieki zdrowotnej wskaźnikami wzrostu wynagrodzeń, ustalenia minimalnej płacy oraz opracowania programu osłonowego dla zwalnianych pracowników. 27 listopada br. strona rządowa zobowiązała się do poparcia inicjatywy poselskiej w sprawie rozszerzenia ustawy o wskaźniku wzrostu wynagrodzeń, a także do zorganizowania spotkania z ministrem finansów na temat wysokości środków na ochronę zdrowia, zaplanowanych w budżecie na 2001 rok.

Trwają też spory komisji zakładowych z dyrekcjami jako pracodawcami. Zdaniem związkowców z „S” negocjacje byłyby znacznie prostsze, gdyby po stronie pracodawców mogła wystąpić jednolita grupa, np. ich związek, wówczas mediacje mogłyby mieć charakter systemowy.

„NSZZ »S«, będąc w sporze z rządem, widząc zagrożenia wynikające z reformy, wielokrotnie przedstawiała propozycje i żądania aktualnie wysuwane przez protestujących pracowników służby zdrowia...” – czytamy w stanowisku Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „S” z 23 listopada 2000 r.

(e.b.)


Porozumienie w sprawie służby zdrowia

Prywatyzacja placówek służby zdrowia budzi wiele kontrowersji, szczególne obawy przekształcenia własnościowe budzą wśród pracowników. Dlatego bardzo cenną inicjatywą jest podpisanie pod koniec listopada br. między Zarządem Miasta Gdyni a Zarządem Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” porozumienia określającego sprawy pracownicze i związkowe w procesie prywatyzacji. Poniżej drukujemy fragmenty porozumienia.

 

III. Gwarancje zatrudnienia

1. Pracownicy likwidowanych SPZOZ staną się pracownikami NZOZ spółki z o.o. na zasadach określonych w art. 23(1) kodeksu pracy.

2. Ilość przejętych przez spółkę pracowników, okres trwania gwarancji zatrudnienia oraz poziom wynagrodzeń będą wchodziły w skład podstawowych kryteriów decydujących o udostępnieniu majątku SPZOZ spółce.

3. Pracownicy, którzy nie zostaną zatrudnieni przez spółkę, otrzymają odprawę pieniężną zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami prawa.

4. W razie spadku stanu zatrudnienia nie z winy spółki poniżej poziomu ustalonego przy utworzeniu NZOZ, spółka będzie zobowiązana do zatrudnienia w to miejsce pracowników zwolnionych w ramach restrukturyzacji SPZOZ-ów z terenu Gdyni.

 

V. Tworzenie spółek

1. Wszyscy pracownicy zatrudnieni w SPZOZ mogą wstąpić do spółki.

2. W umowie spółki należy zagwarantować możliwość wyboru przez pracowników jednego członka rady nadzorczej (w przypadku ustanowienia rady nadzorczej).

 

VI. Przejęcie mienia SPZOZ

1. Udostępnienie mienia SPZOZ spółce nastąpi na podstawie umowy dzierżawy.

2. Istotnym warunkiem udostępnienia majątku SPZOZ spółce będzie zawarcie ze Związkiem porozumienia socjalnego obejmującego w szczególności zobowiązania wobec pracowników SPZOZ, w tym:

liczbę pracowników przejętych przez spółkę,

okres gwarancji zatrudnienia,

poziom świadczeń socjalnych,

poziom wynagrodzeń.


Protest w Samodzielnej Kolumnie Transportu Sanitarnego

Tylko z nazwy samodzielni

Od 23 listopada 2000 r. trwa akcja protestacyjna w Samodzielnej Kolumnie Transportu Sanitarnego. Tymczasem polega ona na oflagowaniu budynków. Przewodniczący zakładowej „Solidarności” Mirosław Łabucki powiedział, iż protestujący domagają się realizacji czterech postulatów.

Pierwszy z nich dotyczy płac. Od dziewięciu miesięcy wypłaty są nieterminowe i przekazywane w ratach. Nie ma podwyżek – średnia płaca waha się między 600 a 800 złotych netto.

Związkowcy domagają się także podjęcia natychmiastowych działań w sprawie lotnictwa sanitarnego, na które pieniądze kiedyś dawał budżet. Problemem jest także to, co mogłoby przynosić dochód, czyli majątek trwały i ruchomy – budynki można by przecież dzierżawić. Podstawową jednak sprawą jest domaganie się bezpośredniego finansowania kolumny przez kasy chorych. W tej chwili pieniądze powinny przekazywać placówki służby zdrowia, np. szpitale, które są nieustannie zadłużone i jednocześnie liczą na to, że karetka i tak przyjedzie...

Jak twierdzi Mirosław Łabucki, kolumna podlega sejmikowi samorządowemu jako organowi założycielskiemu i tak naprawdę – tylko z nazwy jest samodzielna...


Grudzień 1970

30 lat temu

13 grudnia 1970 r. rano ogłoszono podwyżkę cen żywności w formie uchwały Rady Ministrów o „zmianie cen detalicznych całego szeregu wyrobów”. Podano, że ceny mięsa podwyższono średnio o 17,6 proc.

14 grudnia obradowało VI plenum KC PZPR, na którym mówiono o „sytuacji ekonomicznej” i o układzie o podstawach normalizacji stosunków między PRL a NRF.

14 grudnia w Gdańsku robotnicy stoczni zebrali się przed budynkiem dyrekcji, a następnie uformowali pochód i poszli pod budynek KW. Według późniejszych wiadomości, wieczorem pojechali na Wybrzeże działacze partyjni i rządowi, którzy dowodzili następnie akcjami wojska i milicji przeciw robotnikom.

15 grudnia robotnicy w Gdańsku nie podjęli pracy, tłumy gromadziły się na mieście, zwłaszcza przed gmachem KW, Komendy Miejskiej MO i prezydium MRN. Tłum podpalił budynek KW, z którego żołnierze strzelali do demonstrantów. Wojsko strzelało do tłumu przed dworcem. Wieczorem w telewizji gdańskiej wicepremier Kociołek uzasadniał konieczność użycia milicji i wojska i stwierdził, że zabito 5 osób.

15 grudnia podano do wiadomości „zarządzenie porządkowe” prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku, w którym zakazywano opuszczania mieszkań między 6 po południu i 5 rano.

16 grudnia zgromadzono oddziały wojskowe przed Stocznią Gdańską. Rano, gdy robotnicy usiłowali wyjść za bramę, oddano do nich salwę.

17 grudnia pierwsze wiadomości o zajściach na Wybrzeżu podano w prasie centralnej. Pisano, że „elementy awanturnicze i chuligańskie, nie mające nic wspólnego z klasą robotniczą, zdemolowały i podpaliły kilka budynków publicznych i obrabowały kilkanaście sklepów”. Wspomniano o sześciu zabitych i kilkudziesięciu rannych. Tego dnia rano w Gdyni oddziały wojskowe strzelały do robotników idących do pracy. Strzelano z karabinów maszynowych umieszczonych na czołgach i z helikopterów. Następnie strzelano do ludzi gromadzących się w centrum miasta, przed dworcem i przed gmachem prezydium MRN.

17 grudnia wyszli na ulice pracownicy stoczni szczecińskich. Również w Szczecinie oddziały wojskowe strzelały do stoczniowców.

17 grudnia wieczorem już po użyciu broni w Gdańsku, w Gdyni i w Szczecinie, ogłoszono uchwałę Rady Ministrów zobowiązującą „organy MO, służby bezpieczeństwa i inne współpracujące z nimi organy do podjęcia wszelkich dostępnych prawnie środków przymusu, włącznie z użyciem broni, przeciwko osobom dopuszczającym się gwałtownych zamachów na życie i zdrowie obywateli, grabieży i niszczenia mienia oraz urządzeń publicznych”. Zamachów na życie i zdrowie obywateli dopuszczało się wojsko, ale prawdopodobnie nie o to chodziło w uchwale Rady Ministrów. Przez radio nadano przemówienie premiera Cyrankiewicza, który – podobnie jak przed czternastu laty w Poznaniu – groził i uspokajał.

Od 15 grudnia trwały zajścia w Elblągu i 18 grudnia wojsko strzelało tam do tłumu. 19 grudnia zebrało się Biuro Polityczne KC PZPR w nieobecności Władysława Gomułki. 20 grudnia zebrało się VII plenum KC PZPR, na którym pierwszym sekretarzem został Edward Gierek, z Biura Politycznego KC usunięto poza Gomułką Jaszczuka, Kliszkę, Spychalskiego i Strzeleckiego. Powołano pięciu nowych członków Biura Politycznego i trzech nowych członków sekretariatu KC.

21 grudnia opublikowano komunikat o stanie zdrowia Gomułki, stwierdzający „zaburzenia w układzie krążenia, powodujące przemijające zakłócenia sprawności widzenia”.

23 grudnia na posiedzeniu Sejmu Marian Spychalski przestał być przewodniczącym Rady Państwa, a Józef Cyrankiewicz przestał być premierem. Przewodniczącym Rady Państwa został Cyrankiewicz, premierem Piotr Jaroszewicz (który pełnił tę funkcję do roku 1980).

Fragment książki Jakuba Karpińskiego „Portrety lat.

Polska w odcinkach 1944-1988”, Londyn 1989.

 


Gdański cmentarz Srebrzysko. Grudniowe groby

Na gdańskim cmentarzu Srebrzysko znajdują się z pewnością dwa groby mężczyzn zamordowanych w Grudniu 1970 – Henryka Skrobuna i Mieczysława Durki. Na tabliczkach znajdują się jedynie adnotacje, że polegli oni śmiercią tragiczną. O prawdziwej historii wiedzą tylko niektórzy pracownicy cmentarza, chociaż – jak mówią – i w ich pamięci zacierają się szczegóły. Ci, którzy znali je od podszewki, odeszli już z pracy.

Rodziny ofiar Grudnia pochodzących spoza Gdańska dokonywały wielu ekshumacji z tutejszego cmentarza i przenosiły bliskich do swoich miejscowości. Nie jest jednak wykluczone, że na Srebrzysku znajdują się także inne grudniowe groby. Dzisiaj nikt już nawet nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie, a w ewidencji cmentarza brak takich informacji. Jak wiadomo pomordowani byli chowani w nocy, a milicja pilnowała skrupulatnie, by nikt niepowołany nie był świadkiem pochówku. Ich groby często oznaczone były wyłącznie „NN” i w przypadku osób samotnych lub pochodzących z daleka pozostawały zapomniane. Według naszych informacji takich grobów na Srebrzysku jest sporo, a tym którymi nikt się nie opiekuje, zgodnie z prawem grozi wkrótce usunięcie. Czy możemy do tego dopuścić?

(jw)


Program obchodów

XXX rocznicy tragicznych wydarzeń

Grudnia 1970 na Wybrzeżu

 

15 grudnia 2000 r. – piątek

godz. 10.30

Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Gdańskiego
Sesja popularnonaukowa: Wydarzenia Grudniowe na Pomorzu

16 grudnia 2000 r. – sobota

n godz. 11.00

Bazylika św. Brygidy w Gdańsku

Uroczysta msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem metropolity gdańskiego ks. abpa Tadeusza Gocłowskiego

godz. 12.30
Przejście przed pomnik Poległych Stoczniowców

godz. 13.00
Apel poległych, składanie wieńców przed pomnikiem

godz. 19.00
Pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku
Wieczorne czuwanie oraz modlitwa

17 grudnia 2000 r. – niedziela

godz. 6.00
Pomnik przy przystanku Gdynia-Stocznia
Apel poległych, modlitwa pod przewodnictwem metropolity gdańskiego ks. abpa Tadeusza Gocłowskiego

godz. 14.00
Gdyńska droga krzyżowa, początek przy bramie głównej Stoczni Gdynia, ul. Czechosłowacka, przejście przed pomnik przy Urzędzie Miejskim w Gdyni, uroczysta msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem metropolity gdańskiego ks. abpa Tadeusza Gocłowskiego, Apel poległych, składanie wieńców przed pomnikiem

godz. 18.00
Teatr Muzyczny w Gdyni
Koncert Piotra Palecznego i Orkiestry Kameralnej

godz. 20.30

Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni
Koncert Stanisława Soyki


XXX rocznica Grudnia 1970

Kontrrewolucja – obsesja partyjnych ciemniaków

Z Wybrzeża do centrali słano meldunki o nakładaniu się na żywiołowe, spontaniczne objawy niezadowolenia, jakiejś nie nazwanej dokładnie formy zorganizowanej inspiracji. Donoszono, że z pewnością jest to inspiracja reprezentowana przez nurt nader wrogi PRL, a zwłaszcza PZPR. Nurt agresywny i niszczycielski. Siły porządkowe nie są w stanie opanować sytuacji, więc stan anarchii ulicznej oraz na terenie zakładów pracy ma tendencje do rozprzestrzeniania się, czemu zapobiec może jedynie bardziej radykalne postępowanie władz.

 

Przyzwolenie na użycie broni

We wtorek 15 grudnia 1970 roku do gmachu KC PZPR dotarła wiadomość o wyjściu załóg zakładów pracy na ulice Gdańska i Gdyni, lecz także o tym, że manifestanci posiadają broń. O skali niebezpieczeństwa dla władz miała też świadczyć informacja o podpaleniu budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Wszystko to razem sugerowało niezbędność podjęcia i użycia środków oraz sił zdolnych okiełznać panujący stan anarchii. Centrala stosowne decyzje podjęła.

Jedna decyzja, to partyjne przyzwolenie na użycie broni palnej przeciwko manifestującym robotnikom. Druga decyzja stanowiła o użyciu jednostek pancernych wojska w celu spacyfikowania buntu.

Rozkaz użycia broni w stosunku do – podkreślam: manifestantów, to było przyzwolenie specjalne, pozaregulaminowe. Wojsko bowiem jest po to, żeby bronić ojczyzny przed innymi wojskami. Żołnierz powołany jest do walki z wrogim żołnierzem. Ma bronić granic kraju oraz rodaków przed ewentualnym najeźdźcą...

15 grudnia 1970 roku, o godzinie dziewiątej, w gabinecie Władysława Gomułki zebrali się najważniejsi ludzie w państwie: Marian Spychalski, przewodniczący Rady Państwa, Józef Cyrankiewicz, prezes Rady Ministrów, Bolesław Jaszczuk, Mieczysław Moczar i Ryszard Strzelecki – sekretarze Komitetu Centralnego PZPR, Wojciech Jaruzelski, minister obrony narodowej, Kazimierz Świtała, minister spraw wewnętrznych i Tadeusz Pietrzak, komendant Milicji Obywatelskiej. Gomułka powiedział między innymi: Mamy do czynienia z kontrrewolucją,
a z kontrrewolucją trzeba walczyć za pomocą siły.

Generał Grzegorz Korczyński, wiceminister obrony narodowej, wcześniej skierowany przez Jaruzelskiego do Gdańska, trzy miesiące później mówił: – O godzinie dziewiątej pięćdziesiąt towarzysz Cyrankiewicz poinformował mnie telefonicznie, że decyzją Biura Politycznego zezwolono na użycie broni, przyznając jednocześnie dowódcom jednostek i pododdziałów prawo, zależnego od sytuacji, rozstrzygnięcia o jej zastosowaniu. Decyzję tę przekazałem dowódcy jednostek, rygorystycznie zastrzegając jednocześnie, aby przy konieczności użycia broni przestrzegać określonych „bezpieczników”...

Żołnierze – teoretycznie mieli ostrzegać o ewentualności i możliwości otwarcia ognia, oddając najpierw strzały ostrzegawcze w powietrze, następnie po powtórnym ostrzeżeniu – strzały w ziemię i dopiero w sytuacji ostatecznej strzały w nogi szczególnie agresywnych osób w ubraniach cywilnych.

Wojsko polskie skierowane na Wybrzeże miało zatem strzelać do ludzi, ale przecież nie było to jedyne zadanie, jakie mieli do wykonania żołnierze. Określał je sztab lokalny w składzie: generałowie w randze wiceministrów resortów obrony i spraw wewnętrznych – Grzegorz Korczyński i Henryk Słabczyk, Stanisław Kociołek, wicepremier, oraz pułkownik Roman Kolczyński, komendant wojewódzki milicji w Gdańsku. Sztab wedle Gomułki miał kierować działaniami wszystkich sił porządkowych MSW i MON na Wybrzeżu. W skład sztabu formalnie nie wchodzili, obecni na Wybrzeżu, dwaj członkowie Biura Politycznego KC PZPR – Zenon Kliszko i Ignacy Loga-Sowiński.

 

„Decyzja pryncypialnie słuszna”

Władysław Gomułka, jak się zdaje – umarł w przekonaniu, że decyzja o użyciu broni przeciwko zbuntowanym robotnikom Wybrzeża była całkowicie uzasadniona i pryncypialnie słuszna. W liście osobistym, adresowanym: Do członków Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej 27 marca 1971 roku, pisał: [...] U podstaw wydarzeń na Wybrzeżu leżał nie protest klasy robotniczej, lecz rozpasany anarchizm, dzika samowola, pogarda dla prawa i praworządności, wyzucie z poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności za własny kraj [...] Były one dziełem anarchii [...] Nigdy jednak nie można pogodzić się z anarchią, z wandalizmem, z wyruszeniem na ulice z żelaznymi łomami, z paleniem gmachów publicznych, budynków partyjnych i państwowych, samochodów i innego dobra, z rabunkiem państwowego mienia, z masakrowaniem milicjantów. Dla utrzymania porządku publicznego władza musi w takich przypadkach użyć środków przemocy włącznie z zastosowaniem broni palnej. Jest to w pełni uzasadnione i usprawiedliwione. Przemoc stosowana wobec niszczycielskiej, zbrodniczej anarchii leży w najlepiej pojętych interesach klasy robotniczej, w interesie całego społeczeństwa [...]. Anarchia ze swej natury jest antysocjalistyczna, a w naszych warunkach obiektywnie kontrrewolucyjna, sama jako taka przez to, że pobudza do wrogiej działalności inne siły kontrrewolucyjne. W tym sensie określiłem wydarzenia na Wybrzeżu jako kontrrewolucyjne [...].

W ciągu następnych dwunastu lat – aż do swojej śmierci w 1982 roku – ani nie odwołał treści cytowanego listu, ani nawet go nie zweryfikował. Najwyraźniej do końca swoich dni wierzył, że to nie słuszny bunt robotników Wybrzeża, na których dobro w sensie ogólnym tak często się powoływał, lecz wroga „kontrrewolucja” podniosła rękę na ludową władzę, na partię. Gomułka albo nie wiedział, albo udawał, że nie wie, iż demonstranci na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina nieśli transparenty z hasłem: „Chcemy chleba”.

Przywódca partii podczas pierwszego powstania grudniowego ani przez minutę nie był na Wybrzeżu. Do Trójmiasta wysłał swojego najbliższego przyjaciela i najbardziej zaufanego współpracownika. Był nim Zenon Kliszko, członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR, uważany za człowieka numer dwa w ekipie Gomułki.

Właśnie na podstawie informacji przekazywanych przez Kliszkę, a w dalszej kolejności przez Stanisława Kociołka, wicepremiera i sekretarza KC PZPR lgnacego Logę-Sowińskiego, także członka Biura Politycznego, przywódca partii stawał przed obrazem sytuacji rozwijającej się na Wybrzeżu. Specjalny serwis informacyjny przygotowywały również sztaby MON i MSW.

Gomułka, zwłaszcza w pierwszej fazie powstania, musiał być przekonany, że o jego przebiegu jest informowany rzetelnie. W istocie serwowano mu informacje daleko niedokładne. Panikarskie. Często wyimaginowane. Nieprawdziwe.
I – niestety – faktyczny przywódca państwa na ich podstawie dokonywał oceny wydarzeń, pozostając w przekonaniu, że wnioski wyciąga słuszne i decyzje podejmuje właściwe. Wierzył, że musi stawić czoła kontrrewolucji, bo takie z Wybrzeża otrzymywał informacje.

 

Obsesja partyjnych ciemniaków

Groźba „kontrrewolucji” była jedną z obsesji przywódców PRL.
W grudniu 1970 roku zagrożeniem kontrrewolucją straszyli nie po raz pierwszy. To samo było w Poznaniu roku 1956, a następnie w marcu 1968 roku. Nie inaczej po eksplozji Sierpnia ’80.

Retoryka zagrażających socjalizmowi „sił kontrrewolucji”, przewija się podczas wszystkich wstrząsów politycznych w historii Polski Ludowej. Gomułka w roku 1970, a generał Jaruzelski z komilitonami w roku 1981 bronili socjalizmu tak jak niepodległości. Tyle.

Jak możemy przeczytać w tzw. „Raporcie Komisji Kubiaka”, [...] przebywający w Gdańsku i wpływający swoimi informacjami na decyzje W. Gomułki jego najbliższy współpracownik, Z. Kliszko, był traktowany i postępował jak pełnomocnik kierownictwa partyjno-państwowego, chociaż formalnie nie miał takich uprawnień.

Kliszko miał w Gdańsku powiedzieć, że w celu uratowania socjalizmu, do walki z „kontrrewolucyjnym” motłochem, użycie wojska jest niezbędne. Opinię tę przekazano do centrali. Czy generałowie z kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, z generałem Jaruzelskim na czele, nie potrafili przewidzieć, nie zdawali sobie sprawy, z konsekwencji skierowania przeciwko demonstrującej ludności cywilnej uzbrojonych po zęby żołnierzy? Nie obawiali się, że będą trupy?

 

Milcząca aprobata Jaruzelskiego

Generałowie decyzję o użyciu broni przeciwko manifestantom przyjęli z milczącą aprobatą. Minister Jaruzelski 15 grudnia 1970 roku, na naradzie w gabinecie Gomułki, nie wypowiedział ani jednego słowa sprzeciwu. Najposłuszniej zgodził się skierować uzbrojone oddziały polskiego wojska przeciwko nieuzbrojonym cywilom. Szef MON, w lutym 1971 roku, podczas VIII Plenum Komitetu Centralnego PZPR, tak tłumaczył przywołane wyżej okoliczności:
[...] A więc były to decyzje, które miały swą pełną zarówno taktyczną, jak i formalnoprawną moc. I nie wyobrażam sobie, by zarówno wówczas, jak i kiedykolwiek, dowództwo naszej ludowej armii nie mogło wykonać decyzji kierownictwa partyjno-państwowego, a tym bardziej wówczas, gdy uzasadnia się ją zagrożeniem socjalistycznego ładu społecznego [...].

Generał Jaruzelski – prawie dwa miesiące po grudniowej tragedii na Wybrzeżu – tłumaczył, że decyzje o użyciu wojska były podejmowane bez należytego poczucia odpowiedzialności. Z niezwykłą odwagą, godną frontowego oficera, poddał dość swoistej krytyce podjęte przez poprzednie kierownictwo partii i państwa decyzje. Kierownictwo, którego był członkiem i – jako jeden z niewielu – po przesileniu kadrowym ocalał, a nawet awansował.

Minister obrony narodowej nagle oświadczył, że tryb podjęcia i przekazania decyzji o użyciu armii był nerwowy, świadczący o zatracaniu politycznego spojrzenia i politycznej troski, dominował ostry, stawiający na siłę, na pacyfikację ton [...] W rezultacie kierownictwo użyło wojska [...] jak maczugi, bez uświadomienia dokąd prowadzi ta droga, bez zastanowienia się, co dalej, bez próby samokrytycznie odważnego polityczno-ekonomicznego działania.

W tym miejscu nie czas i miejsce na ocenę postawy generała w Grudniu ’70, jak również późniejszych jego na ten temat wypowiedzi. Godna uwagi jest skłonność tego polityka do „słusznych” refleksji i ocen czynionych post factum.

Jaruzelski z zadziwiającą konsekwencją niejednokrotnie tłumaczył, jak to w różnych okresach historii PRL, a już zwłaszcza najbardziej dramatycznych, niezmiennie chciał czynić dobro, ale albo okoliczności mu jakoś nie pozwalały, albo „kierownictwo” decydowało inaczej.

Zbigniew Branach

 


XIII Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ „Solidarność”, Spała, 1-2 grudnia 2000 r.

Krzaklewski z „Solidarnością”

XIII Krajowy Zjazd Delegatów wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie przyjął radykalnych stanowisk. Dał jednak wyraźny sygnał politykom AWS, że NSZZ „Solidarność”, jako współzałożyciel formacji, która w 1997 roku wygrała wybory z postkomunistami, nie godzi się z działaniami prowadzącymi do jej rychłej destrukcji.

 

Deklaracja przewodniczącego

Już pierwszego dnia Zjazdu Marian Krzaklewski złożył deklarację, że zrezygnuje z funkcji przewodniczącego AWS z chwilą zawarcia przez wszystkie ugrupowania AWS umowy politycznej, dotyczącej zwołania kongresu federacyjnego. Zdaniem przewodniczącego ta umowa powinna zostać podpisana już w grudniu tego roku, co pozwoliłoby na przeprowadzenie kongresu federacyjnego, ustalenie programu i przywództwa zjednoczonej AWS w styczniu 2001 roku. – Jeżeli zaś umowa polityczna nie nastąpi, to apeluję, aby środowiska Ruchu Społecznego AWS i inne środowiska polityczne powołały taką strukturę, która byłaby reprezentacją polityczną dla naszego Związku i realizowałaby program „Solidarności”, a równocześnie zagwarantowałaby dla kandydatów „S” miejsca na listach wyborczych. Jeżeli do 31 stycznia ugrupowania polityczne tworzące AWS nie podejmą tego, to bez względu na okoliczności polityczne złożę rezygnację z funkcji przewodniczącego AWS – powiedział Marian Krzaklewski.

Przewodniczący podkreślił także, jak ważne dla Związku jest posiadania narzędzi prawnych, które umożliwią dialog z pracodawcami. Dlatego też przypomniał dotychczasowe dokonania, uzyskane właśnie dzięki instrumentom politycznym: dwukrotna nowelizacja ustawy o zwrocie majątku NSZZ „S”, zmiana kodeksu pracy dotycząca reprezentatywności związków, potrącania składek, funkcjonowania międzyzakładowych organizacji związkowych i utrwalenie zawartych układów zbiorowych. Udało się także odrzucić propozycje liberalizacji kodeksu pracy. Pewne wątpliwości wśród delegatów wzbudziło uchwalenie przez Sejm dzień przed zjazdem wolnych sobót przy utrzymaniu 42-godzinnego tygodnia pracy. Jednak zdaniem posłów i senatorów „Solidarności” był to jedyny sposób, aby ustawę o czasie pracy zatrzymać w parlamencie. Senator Marcin Tyrna obiecał, że wniesie do ustawy poprawkę o 40--godzinnym tygodniu pracy.

Największe emocje pierwszego dnia wzbudził jednak wniosek o głosowanie nad wotum zaufania dla Mariana Krzaklewskiego zgłoszony przez Dariusza Adamskiego z Gdyni, przewodniczącego Sekcji Okrętowców. Kiedy przystąpiono do głosowania nad umieszczeniem propozycji Adamskiego w porządku obrad na sali zapanowało gorączkowe podniecenie. Najpierw zmieniono prowadzącego obrady, następnie padł wniosek o zamknięcie obrad dla mediów, w końcu ogłoszono przerwę, po której delegaci zgodnie orzekli, że nie będą zajmować się propozycją Adamskiego.

 

Związek bez polityki

Pierwszego dnia zjazdu zostało także przedstawione sprawozdanie z bieżących prac Komisji Krajowej. Delegatów interesowało, co robi Komisja Krajowa, aby pozyskiwać nowych członków, jak przebiega rewindykacja majątku związkowego, w jakim stopniu państwo wywiązało się ze zobowiązań, jak dalej będzie przebiegał rozwój Związku? Część związkowców domagała się przyśpieszenia reformy w Związku, stworzenia dużych i silnych struktur z położeniem silniejszego akcentu na branże. Dużo emocji wywołały finanse Związku i uzyskane od Zurichu pieniądze. Krzysztof Zgoda, Krajowy Koordynator ds. pozyskiwania nowych członków Związku, relacjonując pracę swojego działu zaapelował o korzystne ulokowanie tych środków i przeznaczenie zysków na dalszy rozwój Związku. Delegaci chcieli także usłyszeć co robi Związek, aby zwiększyć liczbę swoich członków.
– Uruchomiliśmy program krajowy, który polega na dotarciu do nowo powstałych zakładów pracy. Współpracujemy z regionami, prowadzimy mnóstwo szkoleń. Jesteśmy w prawie wszystkich nowych sieciach supermarketów. Negocjujemy i poprawiamy warunki pracy – mówił Krzysztof Zgoda. Zwrócił się także do szefów regionów o większe zaangażowanie się w pozyskiwanie nowych związkowców.

 

Goście zjazdu

Gościem tego dnia była marszałek Senatu, Alicja Grześkowiak. W słowach powitania podkreśliła, że to właśnie dzięki NSZZ „Solidarność” zawdzięcza swoją pozycję. Zaapelowała także do delegatów, aby w tak ważnym momencie, kiedy próbuje się rozbić jedność „Solidarności”, „nie zwijali sztandarów przed wielką bitwą o Polskę”.

Najbardziej oczekiwano premiera Jerzego Buzka, którego wizytę zaplanowano na drugi dzień zjazdu. Właśnie 2 grudnia miała odbyć się dyskusja polityczna o przyszłości AWS i miejsca „Solidarności” w tym ugrupowaniu. Premierowi towarzyszyło 10 ministrów, m.in.: Longin Komołowski, Teresa Kamińska, Jerzy Pałubicki, Jarosław Bauc, Andrzej Chronowski i Lech Kaczyński, który zyskał największy aplauz związkowców. Minister zdrowia, Grzegorz Opala, był jednym z delegatów XIII KZD.

 

Dzień Solidarności

Premier wiedział, jak ostudzić emocje na sali obrad. Już na samym początku oświadczył: „Za 3 tygodnie odbędzie się milenijna sesja ONZ. Mam zamiar w czasie tej sesji zgłosić ustanowienie 31 sierpnia każdego roku dniem Solidarności. To jest wasz sukces, to jest nasza wspólna spuścizna historyczna”.

Jerzy Buzek wyprzedził także ewentualne skargi na swój rząd.
– Mam świadomość, że jestem na zjeździe związku zawodowego. To wy na co dzień borykacie się z trudnościami, które niosą ze sobą daleko idące zmiany w naszym kraju. Zmiany oczekiwane i zmiany konieczne. Ale te zmiany przenoszą się często w sposób bolesny na życie pojedynczych ludzi i wy właśnie reprezentujecie te pojedyncze troski i problemy – powiedział premier. Przypomniał też, że mimo to dużo już udało się zrobić, np. nastąpił znaczny wzrost gospodarczy, zwiększane są środki na niektóre cele społeczne, działają zabezpieczenia osłonowe w restrukturyzowanych sektorach, regulowane są zaległe rekompensaty.

Ten obraz kraju to w ogromnej mierze, zdaniem premiera, zasługa formacji wyrosłych z Sierpnia ’80 a więc także „Solidarności”. Podkreślił także, że niezmiernie istotne jest, aby ten nurt zachował wpływ na dalszy bieg spraw publicznych: – Nie jest zdrowa demokracja oparta na monopolu jednej partii. Byłoby świadectwem braku odpowiedzialności, gdybyśmy zlekceważyli sygnały wskazujące, że monopol taki może się urzeczywistnić. Próba odcinania „Solidarności” od wpływu na najważniejsze sprawy kraju jest samobójcza. Słynne zwijanie sztandarów już przerabialiśmy. Źle się to skończyło zarówno w 1991 roku, jak i w 1993. Zresztą nie najlepiej także dla „Solidarności” – mówił Jerzy Buzek.

 

Jedność AWS

Premier stwierdził, że przyszedł czas na budowę zdrowych relacji między związkiem zawodowym a jego reprezentacją polityczną czyli RS AWS, na zasadach, które wcześniej przedstawił Marian Krzaklewski. Czyli umowa polityczna wszystkich ugrupowań AWS do końca grudnia, a w styczniu kongres federacyjny, który wyłoni władze i ustali program partii. Szef rządu wyprzedzając wypowiedzi niezadowolonych z propozycji rozmów ze zbuntowanymi partiami (SKL i PPChD) związkowców, powiedział: „Chcę kontynuować rozmowy. Nasi wyborcy premiują nas za jedność. Rozmowy podejmę także w interesie naszej polskiej demokracji, której silny obóz prawicy jest potrzebny. Na jednym, lewym skrzydle ten polski orzeł nie poleci”.

W ciągu najbliższych miesięcy rząd Jerzego Buzka zamierza skupić się na korektach wprowadzonych zmian, problemach społecznych, takich jak: wieś, edukacja, bezpieczeństwo publiczne. Kontynuowana będzie także restrukturyzacja najważniejszych sektorów przemysłowych.

Delegaci pytali najczęściej o konkretne problemy swoich branż, np. oddłużenie kolejarskiej służby zdrowia, przemysł obronny, możliwości zahamowania importu używanych samochodów, zmiany w Karcie nauczyciela, a także o środki na cele społeczne w przyszłorocznym budżecie.

 

Głosy niezadowolenia

Po spotkaniu z przedstawicielami rządu zjazd przystąpił do pracy. Najważniejsza uchwała dotyczyła sytuacji w AWS. Propozycję, którą już pierwszego dnia zjazdu przedstawił Marian Krzaklewski przyjęło 149 delegatów przy 24 głosach przeciw i 9 wstrzymujących się. Nie wszyscy byli zadowoleni z uchwały. Zdaniem niektórych związkowców uchwała nic nie zmienia i Związek w dalszym ciągu będzie firmował partie, które zapomniały, dzięki komu znalazły się w parlamencie. – Związek uratował niektóre byty polityczne, ale zapłaciła za to zbyt wysoką cenę. Zawsze byliśmy traktowani instrumentalnie – mówili delegaci. Najdalej posunął się Karol Guzikiewicz, który domagał się zakazu wystawiania własnych kandydatów przez „Solidarność” w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Niezadowolony z wyniku głosowania złożył mandat, stwierdzając przedtem, że „delegaci przegrali z politykami”.

Kolejne uchwały i stanowiska przyjmowano już bez nadmiernych emocji, ale na granicy kworum. Większość delegatów ze Śląska wyjechało na tradycyjną Barbórkę.

Marta Pióro

 


Jerzy Buzek o Zjeździe:

„Pobyt na Zjeździe to dla mnie zawsze duże przeżycie. Byłem jak dotąd na niemal wszystkich zjazdach, na wielu po prostu jako delegat. W tej chwili jest to na tyle ważne, że na zjazd przynosi się zwykłe ludzie problemy, wywołane także zmianami, które wprowadzaliśmy. O tym trzeba z delegatami rozmawiać, to najlepsza forma dialogu społecznego. Zjazdy „Solidarności” zawsze cechowała powściągliwość i odpowiedzialność. Od czasu do czasu zdarzają się wypowiedzi bardzo ostre, ale ja wierzę, że delegaci podchodzą do wielu spraw tak jak ja”.

 

Marian Krzaklewski o uchwale w sprawie AWS:

„To rozwiązanie daje możliwość rozwiązania sporów, a jednocześnie pokazuje w jaki sposób te rozwiązania powinny następować, tak żeby można było osiągnąć konsensus. Uważam, że jest to bardzo dobra oferta, która zapoczątkuje pozytywną kampanię Akcji. Bo najlepszą kampanią Akcji jest jedność, zaprzestanie sporów, okazywanie Akcji jak w 1997 roku.

Problem w AWS nie był personalny. Chodziło o to, w jakim stopniu „Solidarność” i jej program ma wpływać na kształt AWS. Część ugrupowań chciała zmarginalizować znaczenie programu „S”. Dzisiejsza uchwała Zjazdu stwarza możliwości oddalenia tego sporu, ale jednocześnie stawia warunek, że jeżeli ma być „S” w nawie Akcji Wyborczej to musi ona reprezentować program i idee NSZZ „S”.

 

(mp)


Dokumenty XIII KZD

(wybór)

 

Uchwała

1. VIII Krajowy Zjazd Delegatów w Poznaniu w 1996 roku zdecydował o udziale „Solidarności” w budowie szerokiej centroprawicowej formacji pod nazwą AWS. Delegaci KZD uznali wówczas, że stanowi to szansę na realizację naszego programu, a także stwarza punkt wyjścia do stopniowego wycofywania się Związku z bieżącej polityki. Kolejne zjazdy ten kierunek potwierdziły, choć ewolucja AWS przebiegała zbyt wolno, a realizacja zasadniczych postulatów Związku opóźniała się.

2. Dlatego też rok temu XI KZD wezwał wszystkie ugrupowania tworzące AWS do utworzenia federacji, a w konsekwencji – jednej partii politycznej, uznając, że zapewni to sprawne działanie całej formacji, przerwie pasmo publicznych kłótni, a Związkowi umożliwi całkowite wycofanie się z bezpośredniego udziału w AWS. Niestety, większość ugrupowań tworzących AWS odrzuciła wówczas tę propozycję, przedkładając interes własnej partii nad dobro całej, z takim trudem stworzonej formacji. W konsekwencji doprowadziło to do obecnej dezintegracji Akcji.

3. W tej sytuacji XIII KZD zdecydowanie krytycznie ocenia działania tych wszystkich polityków i organizacji, które łamią wcześniej zawarte umowy polityczne, w tym Kartę AWS, i publicznie dezawuując przywódców Akcji, a szczególnie będących członkami RS AWS, powodują spadek poparcia i zwiększają wyborcze szanse postkomunistów.

4. XIII KZD raz jeszcze wzywa do zaprzestania sporów i przyjęcia propozycji odbycia do dnia 15.01.2001 r. Kongresu Federacyjnego AWS, który ustali wspólny program uwzględniający propozycję Związku, zaakceptuje nową strukturę władz i uzgodni termin utworzenia jednej partii. Umożliwi to rozdzielenie funkcji związkowych i politycznych w partiach i ich federacjach. Odrzucenie tej propozycji oznaczać będzie odrzucenie rzeczywistej reformy AWS na rzecz personalnej walki o wpływy. W takim przypadku KZD upoważnia Komisję Krajową do zwrócenia się do RS AWS i tych wszystkich środowisk politycznych i społecznych, którym zależy na jedności polskiej prawicy, o zawiązanie komitetu organizacyjnego przygotowującego utworzenie wspólnej, jednej partii.

5. Jednocześnie XIII KZD wyraża zdecydowany sprzeciw wobec prób wykorzystania nazwy i znaku Akcji Wyborczej Solidarność. Znak ten połączył NSZZ „Solidarność” i wiele organizacji społecznych i politycznych i dziś nie może stać się podstawą podziałów.

 

Pozostałe ustalenia Zjazdu

1. Hymnem NSZZ „Solidarność” jest utwór napisany przez Jerzego Narbuta (słowa) i Stanisława Markowskiego (muzyka) podczas strajku Regionu Mazowsze w Ursusie w 1980 roku.

2. Zaprotestowano przeciwko rządowym projektom ujednolicenia zasiłków przedemerytalnych. Związek chce, aby zasiłki pozostały na obecnym poziomie. Ponadto delegaci zwrócili się do posłów AWS o przygotowanie projektu ustawy „uwzględniającej przyznanie zasiłku przedemerytalnego w wysokości 160 proc. zasiłku dla bezrobotnych bez żadnych warunków pracownikom zwolnionym z przyczyn zakładu pracy oraz bez ograniczenia zasiłkobiorcom możliwości uzyskania dochodów z pracy do wysokości połowy najniższego wynagrodzenia”.

3. Związek chce nowelizacji ustawy o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobociu, aby zagwarantować systematyczne dotacje dla Funduszu Pracy. Domaga się także zwiększenia w 2001 roku składki na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

4. Przyjęto uchwałę w sprawie przystosowywania struktur Związku do nowego podziału administracyjnego państwa. KZD postanowił, że proces ten będzie przebiegał ewolucyjnie do końca kadencji 2002-2006.

5. Zaprotestowano przeciwko projektowanym zmianom w Karcie nauczyciela.

6. Poparto protesty służby zdrowia.

7. Skrytykowano rząd za prowadzoną politykę wobec przemysłu obronnego i lotniczego.

8. Zaprotestowano przeciwko dyskryminowaniu przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji Radia Maryja.

Pozostałe dokumenty w następnym numerze „Magazynu”

 


Co jest polityką, a co nie?

Oświadczenie Karola Guzikiewicza wiceprzewodniczącego KZ NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej

Jako wybrany przez Was oraz Stocznię Gdańską, delegat na XIII Krajowy Zjazd NSZZ „Solidarność”, byłem zobowiązany do przedstawienia wielu spraw dotyczących naszego regionu w tym odpolitycznienia naszego związku.

Związek przez wiele lat, był najbardziej znaczącą siłą polityczną. Musiał walczyć z obaleniem komunistycznego systemu. Dziś, po ponad 10 latach od ponownego odzyskania niepodległości, wielu z nas jest nie zadowolonych, że związek jest „platformą” do zdobywania władzy, a nie skutecznym i silnym narzędziem do obrony praw pracowniczych. Zbyt wielu polityków przez te lata wykorzystywało NSZZ „Solidarność” do zdobywania stanowisk oraz otrzymania korzyści materialnych.

 

Dlatego jako Wasz przedstawiciel, wraz z innymi delegatami Regionu Gdańskiego, którzy nie zgadzają się na dalszy upadek naszego związku (co potwierdzili w głosowaniu ) oraz po przeanalizowaniu przyczyn porażki wyborczej Przewodniczącego Mariana Krzaklewskiego, postanowiłem po konsultacjach złożyć wniosek o odejście związku od udziału w bezpośredniej polityce. Region Gdański już we wcześniejszych swych decyzjach przekazał pełne parytety na rzecz patii RS AWS. Przy takim rozwiązaniu NSZZ „Solidarność” nie bierze bezpośredniej odpowiedzialności za poczynania polityków, a znaczek związku nie jest szargany. Rozdzielenie funkcji związkowych od politycznych to jedyny sposób na ratowanie autorytetu naszego związku, który i tak jest już okaleczony.

 

Przewodniczący Marian Krzaklewski na skutek wcześniejszych stanowisk różnych struktur, złożył ustną deklarację, że od 1.02.2001 roku nie będzie łączył stanowisk politycznych i związkowych. Nie zgodził się jednak na zapisanie tego w uchwale. Dał również przyzwolenie by zablokowano poprzez delegatów, którzy są uzależnieni politycznie (większość delegatów to działacze partyjni) inne zapisy, które zmierzały do odpolitycznienia związku.

 

Wobec powyższego, iż KZD nie uwzględnia opinii członków związku, o nie łączeniu stanowisk, zaprotestowałem w formie złożenia mandatu delegata. Uważam, że jako delegat Stoczni Gdańskiej jestem szczególnie zobowiązany do przeciwstawienia się łamaniu postulatu z sierpnia 1980 roku mówiącego o niezależności związków zawodowych od partii politycznych.

 

Wzywam tym samym, wszystkich polityków, którzy niszczą Solidarność o opamiętanie.

 

Komentarz Zbigniewa Kowalczyka, członka prezydium ZR, delegata na zjazd

Wniosek, który złożył Karol Guzikiewicz w czasie zjazdu w Spale, również i ja poparłem, mam więc prawo skomentować jego zachowanie. Wniosek, który przedstawił wiceprzewodniczący KZ Stoczni Gdańskiej, zmierzał do zakazu wystawiania samodzielnie przez Związek kandydatów na listy wyborcze. Ideą było to, żeby wymusić na regionach, które nie podpisały porozumienia z RS i nie przekazały parytetów temu ugrupowaniu, aby to zrobiły. Karol Guzikiewicz myślał też o innych ugrupowaniach, ale we wniosku było wyraźnie napisane, że Związek będzie współpracował z partiami, z którymi podpisze porozumienie o współpracy, czyli obecnie jest to Ruch Społeczny. Tak jak to jest na przykład w Regionie Gdańskim, gdzie Związek zawarł porozumienie z RS, które uregulowało wiele spraw. Jednak w większości regionów w kraju sprawa ta jest nieuregulowana i dlatego ten problem jest ważny.

Wydaje mi się, że nie ma żadnego usprawiedliwiena dla delegata, który wykonuje swoje uprawnienia w ten sposób, że składa mandat na zjeździe.

Po pierwsze Karol Guzikiewicz nie jest delegatem Stoczni Gdańskiej, on jest delegatem Regionu Gdańskiego.

Po drugie ani treść tej poprawki, ani sposób postępowania z tą poprawką nie upoważnia do takiego zachowania.

W Gdańsku porozumieliśmy się z RS AWS bez fajerwerków. Natomiast gdybyśmy wszyscy składli mandaty, gdy w demokratycznym głosowaniu nasz wniosek przepada, to na okrągło musielibyśmy robić wybory i zwoływać zjazdy.

Moim zdaniem Karol Guzikiewicz wykorzystał problem nieprzyjęcia jego wniosku, aby zrobić demonstrację polityczną. Dotychczas tak się składa, że delegaci pochodzący ze Stoczni Gdańskiej, jako najbardziej upolitycznionej komisji zakładowej w Regionie, a może i w kraju, szermując hasłami odpolitycznienia Związku, prowadzą działalność ściśle polityczną. Nie przypominam sobie, by na jakimkolwiek zjeździe delegaci ze stoczni dawali inne propozycje czy wnioski niż polityczne.

Komisja Zakładowa Stoczni Gdańskiej niejednokrotnie utrudniała działania Związku zmierzające do uregulowania naszego miejsca w polityce. Na przykład, kiedy „Solidarność” startowała sama w wyborach, oni zakładali BBWR. Członkowie komisji są w różnych ugrupowaniach politycznych. Mówi się o niełączeniu stanowisk, a Jerzy Borowczak przecież łączy stanowisko posła ze stanowiskiem w komisji zakładowej.

 

Notowała (mp)


Nurty w „Solidarności”

Różnić się pięknie

Powstała w 1980 r. „Solidarność” skupiła w bardzo krótkim czasie wokół tworzącej się wówczas idei prawie 10 milionów ludzi. Ludzi, którzy sprzeciwiając się istniejącemu w kraju ustrojowi, zaczęli utożsamiać się z innym systemem wartości, dostrzegając w nim alternatywę dla siebie i kraju.

W ramach istniejącego prawa jedyną legalnie działającą organizacją niezależną od rządzącej wówczas władzy był NSZZ „Solidarność”. Jego struktury organizacyjne dały możliwość wielu ludziom z różnych środowisk intelektualnych, m.in. naukowych, literackich, artystycznych, wygłaszania swoich opinii i publikowania prac, które trafiały do bardzo szerokich kręgów społecznych. Wytworzyła się więź pomiędzy różnymi grupami i klasami społecznymi na niespotykaną wówczas skalę.

 

Pozorne sprzeczności

Na charakter powstałego NSZZ „Solidarność” miało wpływ wiele nurtów politycznych. Również ogromne znaczenie i udział miał Kościół katolicki. Hasła narodowe przeplatały się z postulatami tworzenia państwa opiekuńczego, głoszenie wartości chrześcijańskich zderzało się z wezwaniem „socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. Wewnętrzne sprzeczności i niejednokrotnie niespójność głoszonych tez i haseł powodowała dyskusje i polemiki w tworzącej się organizacji. Ścieranie się poglądów, rozstrzyganie kwestii spornych w oparciu o demokratyczne procedury oraz dokonywanie wyboru kierunków działania w drodze głosowań były nowymi elementami, które umacniały przekonanie w społeczeństwie, że nareszcie ma wpływ na tworzącą się rzeczywistość. Włączenie się w nurt „Solidarności” ludzi i środowisk o różnych orientacjach politycznych spowodowało, iż związek zawodowy „Solidarność”, będąc organizacją o charakterze chadeckim, szanuje poglądy i systemy wartości innych grup i środowisk, które go tworzą, że hasła narodowe nie zagłuszyły troski o ludzi i społeczeństwa krajów walczących o swoje prawa. Należy tu wspomnieć o „Posłaniu do ludzi pracy Europy Wschodniej”, przyjętym na I Krajowym Zjeździe NSZZ „Solidarność” w 1981 r., które odbiło się szerokim echem w całym obozie państw komunistycznych. „Solidarność” była organizacją wielomilionową z rozbudowanymi strukturami, na czele których stali ludzie o różnych poglądach. Wbrew pozorom nie było to słabością, a stanowiło o jej sile.

 

Próba stanu wojennego

Szesnastomiesięczny okres działalności „Solidarności” w latach 1980-81 stworzył i wykreował jednoznaczny jej wizerunek. NSZZ „Solidarność” postrzegany był jako organizacja antykomunistyczna wyrosła w oparciu o społeczną naukę Kościoła. Z tak bardzo ogólnie określonym systemem wartości „Solidarność” po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r. została zdelegalizowana. Lata 1982-89 były okresem próby dla przywódców i członków organizacji. Po przeprowadzeniu masowych aresztowań przywódców NSZZ „Solidarność” wszystkich szczebli, w krótkim czasie zaczęto budować nową sieć powiązań organizacji nadając jej charakter konspiracyjny. Mimo pozostawania w więzieniach wielu działaczy, nadal byli oni przywódcami NSZZ „Solidarność”. Ci, którzy uniknęli aresztowań i ukrywali się, kierowali organizacją o innym już charakterze. Nieustanna walka i domaganie się społeczeństwa uwolnienia więzionych działaczy opozycji, a także presja państw zachodnich, doprowadziły do zwalniania z więzień działaczy NSZZ „Solidarność”. W wielu przypadkach stawiany był warunek zaprzestania działalności opozycyjnej lub też wyjazd na stałe za granicę. Była to kolejna próba, przed jaką stawiano ludzi, którzy poświęcili swój los, los swoich rodzin, w walce o ideały Sierpnia 1980 r. Nie każdy oparł się tej próbie. Ci, którzy podpisali tzw. lojalkę, pozostali poza „Solidarnością”. Spośród tych, którzy wybrali emigrację, niewielu podtrzymuje kontakty z organizacją w kraju. Siedmioletni okres konspiracyjnej działalności NSZZ „Solidarność” zweryfikował postawy wielu działaczy, ale równocześnie w tym czasie wyrosło nowe pokolenie liderów związkowych, którzy w 1988 r. upomnieli się o „Solidarność” organizując strajki w Nowej Hucie, Stalowej Woli i Stoczni Gdańskiej. Zmusiły one władze PRL do podjęcia rozmów z opozycją.

 

Po „okrągłym stole”

Obrady „okrągłego stołu” wywołały ostry spór wewnątrz ówczesnego przywództwa Związku. Był on powodem do zaprzestania współpracy z NSZZ „Solidarność” osób, które nie akceptowały podpisania porozumienia zawartego przy „okrągłym stole” i formuły ponownej rejestracji Związku. Krytyka i negowanie podejmowanych decyzji i działań „Solidarności” bez proponowania rzeczowej i realnej alternatywy nie zyskiwały aprobaty u większości członków Związku. Ich realna ocena sytuacji i możliwości powodowała, iż tacy liderzy, jak Marian Jurczyk, czy Andrzej Gwiazda, nie byli w stanie skupić wokół siebie znaczącej liczby związkowców. Działania ich postrzegane były jako wręcz rozbijające „Solidarność”.

Odejście kolejnej grupy osób stawiało „Solidarność” w trudnym położeniu. Z jednej strony nadal była pod presją politycznej sytuacji w kraju i koniecznością odbudowy struktur organizacyjnych, z drugiej strony zaś narastała krytyka osób nie akceptujących powstałej rzeczywistości a wywodzących się z „Solidarności” sprzed 1989 r., łącznie z utworzeniem nowej organizacji, pod nazwą „Solidarność ’80”.

Lata stanu wojennego i okres konspiracyjnej działalności wzmocniły fundament wartości, na których zbudowany był NSZZ „Solidarność”. Związek wytrzymał próbę czasu. Ludzie niestety nie wszyscy. Od 1989 r. zaczęła się tworzyć nowa klasa polityczna, wyrosła spośród działaczy związkowych. Początek lat 90. to jeszcze okres, gdzie zdecydowana większość polityków obozu solidarnościowego deklaruje wierność ideałom Sierpnia 1980 r. Jednakże wraz z upływem czasu i powstawaniem kolejnych partii politycznych (ROAD, Unia Demokratyczna, Kongres Liberalno-Demokratyczny itd.) pojawiają się różne interpretacje głoszonych wspólnie wcześniej haseł. Te same zjawiska posiadają teraz różne definicje. Sprawiedliwość społeczną nie wszyscy rozumieją jednakowo, rola związków zawodowych i ich pozycja w kraju zaczyna być przedmiotem dyskusji wśród polityków w kontekście ograniczenia wpływów i ich siły. To co kiedyś było pomocne obecnym politykom, dzisiaj poczytują jako zagrożenie dla realizacji swoich programów politycznych. Programy działania partii politycznych nie są tożsame z zasadami głoszonymi przez NSZZ „Solidarność”, mimo iż zdecydowana większość liderów tych ugrupowań odwołuje się do wspólnego dziedzictwa roku 1980. Przyjęcie innej hierarchii wartości oraz zasad postępowania w życiu publicznym tłumaczone jest wyrobieniem politycznym, lepszą znajomością spraw oraz przekonaniem o swojej nieprzeciętności, uprawniającej do wydawania sądów i głoszenia „jedynie słusznych” opinii. Ta zmiana ról spowodowała, iż niektórzy nowo wykreowani politycy, którzy wcześniej jeszcze, jako działacze związkowi, pełnili służebną rolę w stosunku do członków swojej organizacji, dzisiaj głosząc hasła demokracji, pluralizmu, równouprawnienia itd., zapomnieli lub nie chcą pamiętać o swoich wcześniej składanych deklaracjach. Takie przewartościowanie poglądów i postaw niejednokrotnie spotykało się z krytyką nie tylko członków „Solidarności”, ale również ocenione było negatywnie głosem przedstawicieli Kościoła.

 

Zwinąć sztandary?

Wybory parlamentarne w 1989 r. i późniejsze prezydenckie spowodowały odejście ze Związku czołowych jego przywódców. Możliwość tworzenia i wstępowania do nowych partii politycznych stała się okazją do pokazania i podkreślenia postaw i przyjętych wartości przez byłych i obecnych działaczy.

Demonstracyjne przepraszanie za „Solidarność” przez Władysława Frasyniuka, czy też wystawienie swojej legitymacji związkowej na sprzedaż przez Zbigniewa Bujaka to przykłady zachowań niektórych niekwestionowanych liderów „tamtej Solidarności”. Zachowań, które pozbawiły ich aury bohaterów i wzorów do naśladowania. Wielu z nich pouczało „Solidarność” i chciało decydować o tym, co ma robić. Proponowano zwinąć sztandary Związku, przestrzegano przed angażowaniem się w działalność polityczną, ale równocześnie zabiegano o wspieranie kampanii wyborczych. Przyjęcie filozofii liberalizmu gospodarczego i powiązania ze światem biznesu to motywy odejścia kolejnej grupy osób.

W sytuacji, gdy Związek przeciwstawiał się skutkom wprowadzonego „planu Balcerowicza” oskarżony był o hamowanie reform w kraju. „Nasz rząd”, „nasz prezydent” i „nasz parlament” stają się obiektem coraz częstszych ataków ze strony Związku. Zaczyna się zarysowywać podział na „my” i „oni”. Obalenie rządu na wniosek NSZZ „Solidarność” i prowadzenie „wojny na górze” przez ówczesnego prezydenta doprowadziło do rozbicia obozu ludzi powołujących się na wspólny ideowy fundament roku 1980. Ci, którzy w przeszłości byli doradcami i ekspertami „Solidarności”, dzisiaj mają pretensje, że Związek idzie swoją własną drogą. Odebranie prawa do posługiwania się znakiem „Solidarność” nie tylko gazecie, ale komukolwiek, kto chciał wykorzystać jego znaczenie, miało służyć ochronie jego wartości zdefiniowanej w sierpniu 1980 r. Fakt ten wywołał reakcję. „Solidarność” stała się obiektem krytyki i ataków ze strony ludzi i środowisk, które w 1993 r. przegrały wybory parlamentarne.

Wewnętrzne zróżnicowanie polityczne wśród członków NSZZ „Solidarność” sprawia, iż liderzy powstałych po 1989 r. partii politycznych starają się przekonać Związek do popierania głoszonych przez nich haseł i utożsamiania się z ich programami politycznego działania. Rezygnacja Związku z poparcia jakiejkolwiek partii politycznej na rzecz utworzenia własnej jest próbą uniknięcia konfliktów tak w samym Związku, jak i w kontaktach z pozostałymi ugrupowaniami. NSZZ „Solidarność” tworząc własną formację polityczną stara się zapewnić sobie wpływ na sytuację w kraju. Własny klub parlamentarny daje możliwość przeniesienia związkowych postulatów na forum parlamentu.

 

Ta sama, nie taka sama

Obecnie w wypowiedziach wielu byłych działaczy „Solidarności” pojawiają się stwierdzenia, że to nie jest już ta „Solidarność”, to nie jest już moja „Solidarność”, nie o taką „Solidarność” walczyłem itp. Po części mają oni rację, jeżeli rozpatrywać to z pozycji ich partykularnego politycznego interesu, czy też zawiedzionych nadziei i ambicji. „Solidarność” nie jest organizacją samospełniających się życzeń. Jest organizacją ludzi i dla ludzi, którzy podjęli trud odnowy moralnej narodu. Dzielenie „Solidarności” na „tamtą” i „obecną” jest krzywdzące dla tych wszystkich, którzy nieprzerwanie 20 lat w niej uczestniczą. Nadawanie sobie prawa do wygłaszania jedynie słusznych osądów przez niektórych byłych działaczy jest dowodem nieznajomości problemów, z jakimi mają do czynienia obecni związkowcy.

W ciągu ostatniego dziesięciolecia ze Związku odeszła spora grupa działaczy do działalności politycznej, nie zrywając kontaktu i współpracy z „Solidarnością”. Zajmując pierwszoplanowe miejsca w rządzie, parlamencie i wielu innych instytucjach państwowych i samorządowych, podkreślają z dumą swoją tożsamość z wartościami, jakie niesie ze sobą „Solidarność”. Dla nowego pokolenia związkowców mogą być przykładem umiejętności kontynuowania pracy na rzecz kraju także poza Związkiem, zachowując zasady, jakimi kieruje się NSZZ „Solidarność”.

 

Edward Szwajkiewicz