Witamy na stronach Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność"!

WITAMY NA STRONACH „MAGAZYNU SOLIDARNOŚĆ” ON-LINE

Lewki gdańskie (r) Logo "Solidarności" (r)

 Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

 

 

 

© Copyright
by „Magazyn Solidarność” 200
4

 

Przy wykorzystywaniu naszych tekstów uprzejmie prosimy 
o podanie źródła

 

Mieścimy się w budynku „Solidarności” w Gdańsku, 
ul. Wały Piastowskie 24, 
pok. 112, 114

Nasz tel: 

(0-58) 301-71-21, 

((0-58) 308-42-72

dla użytkowników sieci IDEA:
502 443 149 wew. 4272

lub

 

Magazyn Solidarność on-line – 4 (kwiecień)  2004

Nasz felieton

Wolne wnioski

Czy może być  gorzej?

Czy może być jeszcze gorzej? A może już niedługo będzie lepiej? Oj, chyba jednak będzie kiepsko. Za chwilkę wchodzimy do struktur Unii Europejskiej z kompletnie rozbitą sceną polityczną.

Można by się tym nie przejmować, ale to niestety politycy ubarwiają nam życie i kolorują albo w odcieniach czerni, albo co najwyżej w barwach szarości. A tu ciekawie. Ci, co mieli osiągnąć z sukcesem nową erę, spadają w notowaniach na łeb, na szyję. Ci, co byli przeciwni wszystkim i wszystkiemu, urastają do roli zbawiciela kraju. Są jeszcze i tacy, którzy intelektualnie chcą wyjaśnić większości, że musi cierpieć i wtedy będzie lepiej, i ruszają na wojnę a na niej, jak wiadomo, różnie bywa. A innych właściwie nie ma.

I co ma robić polski wyborca? Nawet nie może zwiać z kraju, bo nie dadzą mu pracy za upragnioną granicą. Z jednej strony słucha tych, co podobno nie rządzili i jak im się da władzę, to wykorzystają ją znakomicie. A rozumieją biednych, bo sami są bardzo bogaci. Czy jednak nie rządzili? A co robią w wielu samorządach? Rządzą. A jak? Wystarczy spojrzeć i wszystko jasne. A jakie mają recepty na świetlaną przyszłość? Każdemu po wysokim minimum, pusty pieniądz na rynek, karanie na prawo i lewo (ciekawe, czy swoich też) i raj w krótkim czasie. Kto w to uwierzy? Już przeszło dwadzieścia procent Polaków. A co zamiast? Obietnice tych, którzy liberalnym podejściem do praw pracowniczych próbują uwieść pracujących? Czyniąc z nich przedmiot i element kosztów? Obietnice tych, którzy tłumaczą biednym, że tylko zaciskanie przez nich pasa pozwoli rozwinąć gospodarkę? Obietnice bogatych, że bogaci będą jeszcze bardziej bogaci? I oni mają przekonać bezrobotnych i żyjących na poziomie ubóstwa do poparcia liberalnych pomysłów? Bo ci, którzy obiecywali, że wiedzą nie tylko jak zaczynać, ale także jak skończyć, to już się skończyli przed końcem. Choć jeszcze tego nie chcą zauważyć ani się do tego przyznać. A raj wydawał się tak bliski.

Tylko społeczeństwo nie ma się z czego cieszyć. Jedni puszczają nas w skarpetkach, niszcząc większość struktur państwa, zajęci rozwijaniem bezrobocia i korupcji. Inni, zapatrzeni w teorie ekonomiczne, wróżą zwycięstwo zimnej i nieczułej władzy rynku.
A wszyscy boją się wizji zaklęć słownych głoszonych przez nową siłę płonnych nadziei. I nie jest ważne, że te wizje nie są realne, że nie jest możliwe budowanie gospodarki na ich podstawach. Ważne jest, że one są, bo dla wielu, nie tylko z polskiej prowincji, ale i z wielkich miast, oprócz marzeń nie pozostało nic. I nikt nie powinien się im dziwić i traktować jak kogoś gorszego. Czy jednak znajdzie się ktoś, kto nie będzie łudził rajem na wyciągnięcie ręki? Czy znajdzie się ktoś, kto zadba o prawa rynku, ale także i o prawa prostego człowieka pracy? Czy idąc do urny wyborczej będziemy mogli z czystym sumieniem wrzucić kartkę z nazwiskiem kogoś uczciwego, rozsądnego, dbającego o interesy i tych w limuzynach, i tych w przybrudzonych autobusach?

Bogdan Olszewski


Wolność zgromadzeń

Komisja Zakładowa „S” w Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy w Gdańsku 15 marca br.  wydała stanowisko w sprawie ustawy o zgromadzeniach znowelizowanej w styczniu br.

Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy w Gdańsku wyraża zdecydowany sprzeciw wobec przyjętej przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustawie o zgromadzeniach.

Zamiar obciążania organizatorów wszelkich form protestów odpowiedzialnością karną i kosztami powstałych szkód, nie jest niczym innym, jak próbą zamachu na wolność związkową. Ustawa w tym brzmieniu może przy pomocy prowokacji doprowadzić do likwidacji organizacji występujących w obronie pracowników i wolności związkowej.

Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy wzywa wszystkie organizacje zakładowe, władze regionalne, krajowe i branżowe NSZZ „Solidarność” oraz wszystkie organizacje związkowe do wyrażenia zdecydowanego sprzeciwu wobec zamachu na demokrację w wolnej i niepodległej Ojczyźnie.

Gdańsk, 15 marca 2004 r.


Akcje pracownicze

Jesteśmy ignorowani

W 1999 r., w czasie powstawania Grupy Kapitałowej Elektrownie Szczytowo-Pompowe SA, jej zarząd negocjował porozumienie socjalne ze związkami zawodowymi działającymi w trzech spółkach grupy. W wyniku rozmów członkowie załogi zrezygnowali m.in. z należącej się im premii prywatyzacyjnej, otrzymując w zamian deklarację wykupu przez zarząd należnych im akcji pracowniczych w cenie akcji uprzywilejowanych (1 tys. zł za sztukę).

 

Punkt szósty

Zapis stanowiący punkt szósty porozumienia socjalnego brzmiał następująco: „Zarząd ESP SA zobowiązuje się do stworzenia mechanizmu odkupienia akcji pracowniczych. Wykup akcji będzie się odbywać po cenie akcji imiennych uprzywilejowanych, serii C, zgodnie z aktem notarialnym z dnia 23 sierpnia 1999 r.” Nie tylko zdaniem związkowców, ale także w opinii kancelarii prawniczych, zapisy porozumienia są jasne i nie budzą żadnych wątpliwości. Jednak porozumienie, które zostało podpisane w marcu 2000 r., do tej pory nie zostało wyegzekwowane.

Gdyński sąd pracy, do którego trafili przedstawiciele stron sporu, sprawę umorzył i przekazał do sądu cywilnego z powodu wysokiej kwoty roszczeń. Każdy z prawie pięciuset pracowników Grupy Kapitałowej w świetle porozumienia ma prawo do wykupienia 180-200 akcji. Wartość jednej akcji, po oszacowaniu majątku przedsiębiorstwa w 2000 r., wynosi 1 tys. zł. Zatem każdy z pracowników liczył na otrzymanie 180-200 tys. złotych.

Po przekazaniu sprawy do sądu cywilnego, ludzie dochodzący swoich praw zostali zobowiązani do wpłacenia 10 proc. żądanej kwoty, co oznacza, że każdy miałby wpłacić do sądu 18-20 tys. zł. Nic dziwnego, że pracownicy nie zdecydowali się na ten krok. Sprawę umorzono.

 

Sto zamiast tysiąca

W tej chwili akcje są od pracowników skupowane, ale po 100 zł zamiast po 1 tys. zł. Jest to wartość tych akcji przed oszacowaniem majątku przedsiębiorstwa.

– Chcieliśmy zgodzić się na sprzedaż akcji po 500 zł, ale ESP SA się na to nie zgodziła. W zamian przedstawiciele spółki zaproponowali nam… podpisanie anulowania całego porozumienia – powiedział Zbigniew Szweda, członek Komisji Rewizyjnej KZ Elektrownia Wodna Żarnowiec SA, która wchodzi w skład grupy.

Pracownicy Grupy Kapitałowej Elektrownie Szczytowo-Pompowe postrzegają źródło swoich kłopotów w strukturze firmy. 80 proc. akcji spółek posiada właśnie ESP SA, tak więc działania zarządów tym spó-łek eksploatacyjnych są skutecznie blokowane.

Akcjonariusze ESP SA szukali pomocy w różnych instytucjach i organizacjach. Byli w Sejmie i w Senacie. Interweniowali w Ministerstwie Skarbu Państwa. – Wszędzie odczuwamy arogancję władzy. Jesteśmy przez wszystkich ignorowani – mówi Szweda.

Obecnie, po zgłoszeniu problemu do Komisji Trójstronnej Branży Energetycznej, odbyły się trzy rozmowy między prezesem ESP a związkami zawodowymi działającymi w zakładzie. Spotkania te doprowadziły jedynie do podpisania protokołu rozbieżności.

Elżbieta Banecka


Flextronics International Poland

Z ludźmi trzeba rozmawiać

W tczewskim Flextronicsie „Solidarność” rośnie w siłę. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy liczba członków wzrosła ze 100 do ponad 400 osób. Na pytanie – jak to zrobiliście, związkowcy zgodnie odpowiadają: chodzimy do ludzi i rozmawiamy.

W dużym, przeszklonym holu uderza niebywała cisza. Tuż za wielką szybą jest hala produkcyjna z rzędem nowoczesnych skomputeryzowanych maszyn. Gdzie się nie obejrzeć – szkło. Przewodniczący komisji zakładowej Krzysztof Andraszewicz i sekretarz Ryszard Tober wprowadzają mnie do siedziby związku. Też przeszklonej.

Na pytanie: dlaczego właśnie „Solidarność”, przewodniczący zwraca uwagę, że tak naprawdę nie ma innego związku, który jest tak powszechnie dostępny.

– W Tczewie jest siedziba związkowego oddziału, a nam udało się nawiązać dobry kontakt z jego szefem Markiem Nagórskim. Od niego dostaliśmy wszelkie wsparcie. Na starcie to było bardzo ważne – dodaje.

„Solidarność” we Flextronics International Poland w Tczewie powstała w 2002 r. Z początku niewielka komisja szybko utrwaliła swoją pozycję w firmie. Pracodawca, choć z rezerwą, przyjął fakt powstania związku do wiadomości. Związkowcy nie tylko mieli możliwość swobodnego działania, ale otrzymali odpowiednie warunki.

– Nigdy nie byliśmy ludźmi, którzy przychodzili do pracodawcy z żądaniami i waląc pięścią w stół oczekiwali spełniania żądań – mówi Andraszewicz. – Wręcz przeciwnie. Zawsze nasze racje popieramy rzeczowymi argumentami.

– Wcześniej chodzimy do ludzi i rozmawiamy z nimi – dodaje Tober. Na jego głowie spoczywa tworzenie związkowego biuletynu, który od niedawna jest w FIP wydawany.

Związkowcy zwracają uwagę, że wobec pracowników pracodawca stawia bardzo wysokie wymagania. Sprzęt jest skomplikowany, a sama praca wymaga najwyższej uwagi i zaangażowania.

– Musimy to szanować i tak dostosować naszą działalność, aby w żaden sposób tego nie zakłócać. Dlatego w rozmowach z pracodawcą przedstawiamy przede wszystkim racje pracowników z produkcji, którzy w niemalże 100 proc. tworzą Związek.

Metoda działania związkowców z „S” okazuje się być niezwykle skuteczna. W ciągu ostatnich kilku miesięcy taki sposób myślenia o Związku przyjęło ponad 300 pracowników. Bez rewolucji, wielkiej agitacji.

– Ludzie widzą efekty naszej pracy, a my ciągle jesteśmy wśród nich. Zresztą, co to byłby za związkowiec, który zaszywa się w swoim biurze i nie wie, co się dzieje w firmie – mówi Andraszewicz.

Z końcem roku 2003 związki wraz z kierownictwem firmy rozpoczęły negocjacje układu zbiorowego pracy. Projekt układu napisała „Solidarność”. W najbliższych dniach zostanie zamknięty siódmy z 14 rozdziałów. Podczas swojej krótkiej działalności „S” zorganizowała kilka imprez socjalnych, w tym nawet wspólnie z pracownikami administracji wyjazd do Zakopanego – jak się mówi w firmie – „na Małysza”. Poprawna, a nawet dobra współpraca nie należy do łatwych. Ostatni przykład – próba wprowadzenia czterobrygadowego systemu pracy – spotkała się ze sprzeciwem związkowców. W tej sprawie również toczą się rozmowy. Przedstawiciele pracowników mają nadzieję, że uda im się przekonać pracodawcę rzeczowymi argumentami do swoich racji. Jak mówią – to trudny partner.

Przypadek Flextronicsu to jednak rzadki w Polsce przykład – wręcz modelowy – jak powinna wyglądać współpraca związku zawodowego i pracodawcy. Często, niestety, próba założenia związku, szczególnie w filiach międzynarodowych koncernów, kończy się zwolnieniami i wielomiesięcznymi procesami sądowymi. W Tczewie jest inaczej, a raczej jest normalnie. Szkoda, niestety, że normalność jest dziś tak rzadkim zjawiskiem.

Marek Lewandowski


Kolejne porozumienia

Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” zawarł kolejne porozumienia dotyczące współpracy w działaniu na rzecz zmniejszenie bezrobocia w regionie.

     

Nowy Dwór

Prawie 40-procentowe bezrobocie panujące w powiecie nowodworskim skłoniło Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” do podpisania 26 lutego 2004 r. umów o współpracy z samorządami i organizacjami społecznymi z tego terenu w celu wspólnego pozyskiwania środków, m.in. unijnych, mających wspomóc politykę prozatrudnieniową.

– Występujemy z propozycją współpracy do samorządów i organizacji działających na terenach, na których żyje się szczególnie ciężko – powiedział w czasie spotkania w Nowym Dworze Gdańskim Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „Solidarność”.

Jeśli do oficjalnych statystyk dodać bezrobocie ukryte, można przyjąć, że w powiecie nowodworskim co druga osoba nie ma pracy. Porozumienie z Urzędem Miasta i Gminy sygnował burmistrz Tadeusz Studziński. Zawarto również porozumienie z Powiatowym Urzędem Pracy, które podpisane zostało przez panią kierownik Danutę Kalitkę. Podobny dokument zawarto z Cechem Rzemiosł Różnych w Nowym Dworze.

Złożony przez Związek projekt dotyczący aktywizacji społecznej młodzieży i absolwentów przewiduje zwiększenie szans młodych ludzi w znalezieniu pracy poprzez uruchomienie lokalnego młodzieżowego centrum przedsiębiorczości, m.in. właśnie w Nowym Dworze Gdańskim. Ośrodek ten byłby powiązany z Centrum Regionalnym w Gdańsku i stanowiłby jedno z miejsc wsparcia i integracji młodych ludzi. Koordynatorem działań dotyczących projektu w Nowym Dworze Gdańskim został Henryk Kulka, starszy Cechu Rzemiosł Różnych w tym mieście.

Nadrzędnym celem działań Zarządu Regionu Gdańskiego „S” jest stworzenie Pomorskiego Ośrodka Aktywizacji Zawodowej i Społecznej.

 

Powiatowy Urząd Pracy w Gdańsku

Kolejne  porozumienie dotyczące współpracy w przeciwdziałaniu bezrobociu, tym razem pomiędzy Zarządem Regionu Gdańskiego „S” a Powiatowym Urzędem Pracy w Gdańsku, podpisano 10 marca.

– Myślę, że razem przeprowadzimy kilka konkretnych projektów – mówił przed podpisaniem porozumienia Roland Budnik, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy. Podkreślał, że urząd wypracował już metodologię pracy z osobami bezrobotnymi, w tym także z absolwentami, którzy nie mogą znaleźć pracy, dysponuje też bazą danych osób pozostających bez zatrudnienia. Wspólnie z przedstawicielami Zarządu Regionu Gdańskiego „S” zastanawiano się nad realizacją projektów uruchomienia w terenowych oddziałach ZRG „S” biur pracy i klubów pracy, w których bezrobotni znaleźliby fachową poradę i dostęp do komputera, np. w celu napisania podania o pracę i CV. Przedstawiciele urzędu dzielili się także pomysłami na tworzenie tzw. kiosków z pracą czy komputerowych terminali, w których można by uzyskać bezpłatnie informacje o aktualnych ofertach pracy w regionie, w kraju, a nawet za granicą, także wiele innych informacji.

Ze strony ZRG „S” podpisy pod porozumieniem złożyli:  Krzysztof Dośla, przewodniczący oraz Ryszard Dubiela, wiceprzewodniczący. Ze strony PUP porozumienie sygnowali: Roland Budnik – dyrektor urzędu oraz Ewa Dąbrowska, zastępca dyr. ds. rynku pracy.

(jw), (eb)

 

Do tej pory Zarząd Regionu Gdańskiego „S” zawarł już 15 porozumień z samorządami regionu, uczelniami wyższymi, organizacjami pracodawców i urzędami pracy.


Mija rok

29 kwietnia minie rok od złożenia w Sejmie przez „Solidarność” obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobociu.

Niestety, istnieje zagrożenie, że po wprowadzeniu do Sejmu rządowego projektu dotyczącego zmiany tej samej ustawy w ramach planu Hausnera (i jego ewentualnym uchwaleniu) projekt obywatelski trafi do kosza.

29 lipca ubiegłego roku, a więc dokładnie w dniu, w którym upływał ustawowy termin do podjęcia przez Sejm decyzji o dalszych losach projektu, skierowany został on do komisji sejmowych, gdzie leży do dziś.

Jednym z głównych celów nowelizacji, pod której projektem zbierała podpisy „S”, jest przywrócenie prawa do zasiłków i świadczeń przedemerytalnych osobom legitymującym się długim stażem pracy i niemającym szans na otrzymanie zatrudnienia. Zostały one zniesione w 2001 roku przez rząd SLD-UP-PSL.

19 grudnia 2003 roku rząd wniósł o odrzucenie projektu, m.in. z powodu „znacznego obciążenia budżetu państwa”. Rząd stwierdził także, że kwestie poruszane w projekcie są już dostatecznie uregulowane.

(jw)


WZD „S” Stoczni Północnej

Nadać imię Kuklińskiego

O działalności Komisji Zakładowej „S” i sytuacji w przemyśle stoczniowym rozmawiali 18 marca br. związkowcy w czasie Walnego Zebrania Delegatów „S” Stoczni Północnej. Podjęto także uchwały i stanowiska.

Krzysztof Żmuda, przewodniczący KZ „S” w Stoczni Północnej, złożył sprawozdanie z działalności organizacji w ubiegłym roku. Mówił m.in. o uczestniczeniu komisji w pracach Sekcji Przemysłu Okrętowego „S”, a także Europejskiej Federacji Metalowców, udziale w demonstracjach organizowanych przez ZRG „S” i sekcję. – Staramy się także wspierać finansowo naszych członków, którzy znajdują się w kłopotach finansowych, wspomogliśmy także oświatowy Fundusz Stypendialny działający przy ZRG „S” – mówił Krzysztof Żmuda.

Delegaci podjęli uchwały odnoszące się do wewnętrznych spraw stoczni, a także stanowisko, w którym apelują do władz miasta o nadanie imienia pułkownika Ryszarda Kuklińskiego ulicy lub placowi w rejonie pomnika Poległych Stoczniowców.

(jw)


Na wczasy z „Solidarnością”

Komisja Międzyzakładowa „S”
w Nadmorskim Centrum Medycznym zaprasza na wycieczki i kolonie

6-dniowy pobyt w Borowicach koło Karpacza w terminie

29 kwietnia – 5 maja br.

Borowice –  w samym centrum Karkonoskiego Parku Narodowego, na styku trzech granic – Polski, Czech i Niemiec. W programie wyjazdy do Pragi i Drezna. Dojazd w zarezerwowanym wagonie PKP.  Cena 55O zł

 

Wycieczka – Kraków-Spisska-Szlak Papieski – 5 dni 

(29 kwietnia – 4 maja br.)

Zwiedzanie Krakowa z przewodnikiem, dojazd do miasta Spisska Nova Ves (Słowacja), rezerwat przyrody Słowacki Raj, objazd autokarem trasy Nidzica- Czorsztyn-Krościenko-Szczawnica; Szlak Papieski. Przejazd rezerwowanym wagonem PKP. Cena 355 zł

 

Kolonie dla młodzieży – Gorce (Pieniny) – 15 dni

Pobyt w pensjonacie w najdłuższej w Polsce 25-kilometrowej wsi Ochotnicy otoczonej szczytami Gorców i Lubania oraz ekologicznie czystymi lasami. Zakwaterowanie w pokojach 2-5-osobowych. Wycieczki z przewodnikiem po Pieninach i m.in. na Słowację. Cena 1095 zł

 

Kolonie dla młodzieży nad Biebrzą - 14 dni

(turnusy 2-16 lipca, 15-29 lipca, 28 lipca-11 sierpnia br.) 

Zakwaterowanie w Goniądzu – turystycznej stolicy Biebrzańskiego Parku Narodowego, w pokojach  2-5-osobowych.  W programie wycieczki po terenie parku, a także wyjazd do Grodna (Białoruś). Dojazd rezerwowanym wagonem PKP z Gdyni.  Cena 1090 zł

Szczegółowych informacji udziela przewodnicząca KZ „S”  Jolanta Florkowska, tel. 769-37-39


Pomorski Komitet Sterujący

Przygotować się do akcesji

20 lutego br. powołano Pomorski Komitet Sterujący w celu obsługi Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2004-2006. Będzie on rekomendował projekty służące rozwojowi regionu w ramach funduszy unijnych. Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” delegował do komitetu swojego specjalistę zajmującego się programami unijnymi.

Przygotowania do powołania PKS trwały wiele miesięcy. Wcześniej odbywały się robocze spotkania przygotowawcze we wszystkich powiatach. W ich ramach przeszkolono 650 specjalistów ds. projektów europejskich i przeprowadzono rozmaite konsultacje. Do pomorskiej bazy danych złożono 390 projektów.

20 lutego 2004 roku doszło do uroczystego powołania komitetu. To wyjątkowe wydarzenie, w przededniu akcesji, odbyło się w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku w obecności wójtów, burmistrzów, prezydentów, starostów, radnych sejmiku, rektorów oraz liderów organizacji społecznych i gospodarczych. Rolę gospodarza pełnił marszałek województwa Jan Kozłowski.

W czasie uroczystego powołania Pomorskiego Komitetu Sterującego dla obsługi Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2004-2006 marszałek podkreślił zasadnicze znaczenie instytucji dla starannego i profesjonalnego przygotowania Wybrzeża do integracji europejskiej. Powiedział, że jego głównym zadaniem będzie opiniowanie i rekomendowanie projektów najbardziej przydatnych dla rozwoju regionu.

W 28-osobowym Pomorskim Komitecie Sterującym zasiadają przedstawiciele samorządów terytorialnych wszystkich szczebli, reprezentanci pracodawców i związków zawodowych oraz organizacji pozarządowych, jak również rektorzy największych uczelni wyższych. Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” reprezentuje w nim Stanisława Gatz. W przekonaniu marszałka Kozłowskiego nasz region jest dobrze przygotowany do integracji europejskiej. W szkoleniach specjalistów korzystano z pomocy brytyjskich ekspertów. Dobre przygotowanie Urzędu Marszałkowskiego do procesu akcesji potwierdziła niedawna kontrola NIK.

Pomorski Komitet Sterujący będzie służył radą i opinią przy realizacji Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego na lata 2004-2006. Na jego realizację zabezpieczono środki finansowe z Unii Europejskiej w kwocie 159,5 miliona euro. Struktura finansowego wsparcia priorytetów tego programu przedstawia się następująco:

 

Priorytet 1    
Rozbudowa i modernizacja infrastruktury służącej wzmocnieniu konkurencyjności regionów – 90 mln euro

Priorytet 2    
Rozwój regionalnych zasobów ludzkich – 25,5 mln euro

Priorytet 3    
Rozwój lokalny – 44 mln euro

 

Komitet będzie podejmował kluczowe opinie i rekomendacje służące jak najlepszemu rozwojowi województwa pomorskiego. Prawdziwe wydaje się stwierdzenie, że kto dobrze wystartuje, ten ma szansę odnieść sukces finalny. Pomorze chce dobrze wykorzystać swoją europejską szansę. W programie rozwoju samorządu wojewódzkiego kwestii przygotowania do integracji europejskiej nadano strategiczne znaczenie.

NSZZ „Solidarność” będzie miał wpływ na pracę i decyzje Pomorskiego Komitetu Sterującego poprzez swojego przedstawiciela. Ważne też, iż w komitecie zasiadają partnerzy porozumień zawartych przez ZRG NSZZ „Solidarność”, jak np. rektorzy Politechniki Gdańskiej i Akademii Morskiej, liderzy organizacji pracodawców – Pomorskiej Izby Rzemieślniczej Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Niewątpliwie ta okoliczność ułatwi wzajemną współpracę i współdecydowanie o przyjęciu najkorzystniejszych projektów dla dobra i rozwoju Pomorza.

Nie wszyscy być może uświadamiamy sobie w pełni, że już za niespełna kilka tygodni będziemy w strukturach Unii Europejskiej. Teraz, nie tylko dla Pomorskiego Komitetu Sterującego, liczy się dosłownie każdy dzień przygotowań do akcesji.

Jan Kulas


Plan Hausnera

Jak być zdrowym i bogatym

Plan Hausnera, którym SLD chce ratować się przed kompletnym załamaniem finansów publicznych, uderzy przede wszystkim w najuboższych. Pierwsze trzy projekty wchodzące w skład planu zostały już niestety wstępnie zaakceptowane przez Sejm.

4 marca br. Sejm zadecydował o skierowaniu pierwszych trzech projektów ustaw wchodzących w skład planu Hausnera do dalszych prac w komisjach sejmowych. Tym samym nowa koalicja SLD-UP-FKP (Federacyjny Klub Parlamentarny, składający się z „wyrzutków” z innych klubów) obroniła pierwszą część planu.

Za skierowaniem do komisji ustawy o świadczeniach przedemerytalnych głosowało 282 posłów, przeciw było 153, ustawy o waloryzacji rent i emerytur 281 posłów, przeciw było 154. Za dalszymi pracami nad ustawą o promocji zatrudnienia było 289 posłów, przeciw 147.

Przegłosowano także przeniesienie KRUS do Ministerstwa Gospodarki – za było 318 posłów, 115 przeciw. Nowa koalicja ma ok. 220 głosów. Oznacza to, że ustawy Hausnera poparł też 56-osobowy klub PO.

W debacie poprzedzającej głosowanie nad ustawami Hausnera przedstawiciele opozycji zwracali uwagę, że program opiera się na założeniu: im słabsza grupa społeczna, tym bardziej można na niej zaoszczędzić.

Ustawy, które skierowano do prac w komisjach, to:

n Ustawa o świadczeniach przedemerytalnych przewiduje poważne ograniczenie możliwości przechodzenia na świadczenia przedemerytalne oraz zrównanie ich wysokości do poziomu 600 zł. Ustawa m.in. podwyższa o kilka lat wymagany do otrzymania świadczenia staż pracy. Ponadto każdy, kto zdecyduje się na świadczenie przedemerytalne, będzie musiał przez pół roku pobierać zasiłek dla bezrobotnych, a urząd pracy będzie szukał dla niego pracy. Nie będzie można w tym czasie odmówić żadnego proponowanego zatrudnienia Świadczenie będzie wypłacane dopiero wówczas, gdy dla starającego się nie znajdzie się żadna praca. Nowy system świadczeń ma dać do 2007 r. 1,8 mld zł oszczędności.

Do tej pory waloryzacja emerytur i rent odbywa się corocznie. Waloryzacja naliczana jest według wskaźnika inflacji powiększonego o co najmniej 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym.

n Ustawa o promocji zatrudnienia reformuje system urzędów pracy. Mają one zostać odbiurokratyzowane (m.in. przez przeniesienie obsługi świadczeń przedemerytalnych do ZUS), by urzędnicy mogli poświęcić więcej czasu na aktywizowanie bezrobotnych. Form aktywizacji ma być więcej niż teraz
i mają być lepiej adresowane – tak, by pracodawcom opłacało się zatrudniać osoby najbardziej zagrożone bezrobociem (młodzież do 24 roku życia, ludzi starszych (po pięćdziesiątce), długotrwale bezrobotnych, słabo wykwalifikowanych, samotnie wychowujących dzieci i niepełnosprawnych).

n Ustawa o rentach i emeryturach to odejście od corocznej waloryzacji. Renty i emerytury mają rosnąć dopiero, gdy skumulowana inflacja z kilku lat dojdzie do 5 proc., ale nie rzadziej niż raz na trzy lata. Rząd wspaniałomyślnie zezwolił też na uchwalenie przez parlament wcześniejszej rewaloryzacji, jeśli pozwoli na to stan finansów publicznych. Dzięki tej ustawie budżet ma zaoszczędzić do 2007 r. 8,8 mld zł.

Tezy o powszechnej akceptacji planu Hausnera bronią w raczej prymitywny sposób autorzy stron internetowych Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej poświęconych planowi Hausnera. W dziale zatytułowanym „Co myślą ludzie” (teraz już wiemy, kto zna myśli ludzi) możemy przejrzeć sobie wyniki badań socjologicznych, w których „społeczeństwo” odpowiadało na pokrętnie sformułowane pytania w stylu „czy chcesz być zdrowym, mądrym i bogatym”. Oczywiście „społeczeństwo” odpowiedziało „tak”, co nadworni ministerialni socjologowie umiejętnie zinterpretowali. Nic dziwnego, że badani odpowiedzieli twierdząco na pytanie: „Czy uważasz, że pieniądze publiczne są źle wydatkowane”, jednak taka odpowiedź zamiast jako poparcie dla ministerialnych działań powinna być zinterpretowana raczej jako krytyka polityki gospodarczej władzy. Z konkluzji wynika jednak ni mniej, ni więcej, że „społeczeństwo” popiera plan Hausnera. W podpowiedzi tych fachowców od socjotechniki raczej niż socjologii uwierzył chyba sam minister, który na spotkaniach rozpowiada wbrew faktom i zdrowej logice, że większość społeczeństwa zgadza się z jego tezami.

Powstaje pytanie, na ile można ufać ekonomiście chcącemu uzdrowić finanse państwa w warunkach gospodarki kapitalistycznej, który swą pracę habilitacyjną, bronioną w czasach PRL-u, zatytułował „Branżowe grupy nacisku w gospodarce socjalistycznej”

(jw)

 

Plan Hausnera przewiduje m.in.:

  • zmniejszenie wysokości wynagrodzenia za czas choroby i zasiłku chorobowego do 70 proc.

  • wyrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat pomiędzy 2010 i 2020 r.

  • wyrównanie wieku emerytalnego dla wszystkich grup zawodowych, ograniczanie możliwości dostępu do świadczeń przedemerytalnych

  • weryfikację przyznanych już rent inwalidzkich (przeprowadzenie badań kontrolnych wśród osób z orzeczoną niezdolnością do pracy na czas stały. Weryfikacja byłaby rozłożona na 3 lata, powinna objąć ok. 480 tys. osób.)

  • podniesienie minimalnego wieku wymaganego do ubiegania się o rentę po małżonku do 60 lat w przypadku kobiet i 65 lat w przypadku mężczyzn, a także stopniowe zrównanie tego wieku z wiekiem emerytalnym

  • likwidację Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

  • zniesienie przywilejów dotyczących czasu pracy osób niepełnosprawnych (krótszy czas pracy, dodatkowa przerwa na gimnastykę, dodatkowy urlop wypoczynkowy, płatne zwolnienie od pracy w celu uczestnictwa w turnusie rehabilitacyjnym)

  • reorganizację Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego

 Ustawy wchodzące w skład planu Hausnera zawarte są w trzech pakietach. W pakiecie zimowym poza projektami skierowanymi już do komisji sejmowych znajduje się jeszcze ustawa o zmianie ustawy o ubezpieczeniu społecznym rolników.

W pakiecie wiosennym są ustawy o:

  • emeryturach i rentach z  funduszy ubezpieczeń społecznych i o systemie ubezpieczeń społecznych

  • świadczeniach pieniężnych w razie choroby i macierzyństwa

  • rehabilitacji zawodowej i społecznej osób niepełnosprawnych

  • ubezpieczeniu społecznym rolników, a także ustawa zmieniająca regulacje dotyczące indeksacji świadczeń społecznych innych niż emerytury i renty

  • W pakiecie jesiennym dostaniemy z kolei ustawy o:

  • emeryturach pomostowych

  • emeryturach i rentach z funduszy  ubezpieczeń społecznych


Oszczędzać, ale mądrze

Rozmowa z Antonim Szymańskim, radnym Sejmiku Województwa Pomorskiego, kierownikiem Zespołu Kuratorów Sądu Rejonowego w Gdańsku

 

– 1 maja wchodzi w życie nowa ustawa o świadczeniach rodzinnych. Co zmieni ona w porównaniu z dzisiejszym stanem prawnym?

– Ustawa wchodzi w życie niemal niezauważona przez media i większość organizacji społecznych. Także konsultacje jej zapisów nie były zbyt szerokie, a informacje rządowe na jej temat ograniczały się wyłącznie do haseł niedotykających prawdziwej istoty zapisów. Były to w zasadzie dwa hasła: „Pomoc dla najuboższych” i „Jedna ustawa dla wszystkich świadczeń”. A jej zapisy, jak niestety przekonamy się już niebawem, nie mają z tymi hasłami wiele wspólnego.

– Dlaczego?

– Zacznijmy od pomocy najuboższym. Trudno raczej podciągnąć pod to hasło obniżenie progu dochodu na głowę w rodzinie z 548 złotych obecnie na 504 złote w nowej ustawie. Jeżeli dochód nie przekracza tej kwoty, to rodzina może ubiegać się o zasiłek rodzinny. Posunięcie to spowoduje, że mniej ludzi ubogich będzie spełniało kryteria i mniej będzie mogło korzystać ze świadczeń pomocy społecznej.

– Czy są jakieś protesty w związku z tą ustawą?

– Chyba jako pierwszy zwrócił uwagę na te niesprawiedliwe rozwiązania rzecznik praw dziecka. Chodziło mu przede wszystkim o przepisy, które faworyzują dzieci z niepełnych rodzin. Osoby samotnie wychowujące dzieci są uprawnione do otrzymywania dodatku do zasiłku rodzinnego w kwocie 170 złotych. Dla porównania zasiłek rodzinny wynosi na pierwsze i drugie dziecko 46 złotych. Dla ludzi, którzy mają dochód w granicach 500 zł na osobę, to znacząca suma. Powstaje pytanie, dlaczego pełne rodziny, w tym wielodzietne, często znajdujące się w trudniejszej sytuacji, nie mogą liczyć na taką pomoc finansową państwa. Inny zapis faworyzujący osoby samotnie wychowujące dzieci wprowadza świadczenie w wysokości 400 złotych miesięcznie dla osób wychowujących dziecko do 7 lat, które utracą zasiłek dla bezrobotnych. W poprzedniej ustawie kwota była podobna, jednak graniczny wiek dziecka był wyższy. Co najważniejsze jednak, dotyczyła ona także pełnych rodzin.

– Polska Federacja Ruchów Obrony Życia zrzeszająca 130 organizacji prorodzinnych, której jest pan wiceprezesem, skierowało do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niezgodności tej ustawy z konstytucją. Jakie jest uzasadnienie wniosku?

– Zapisy ustawy dotyczące wspomnianych już przeze mnie uregulowań dotyczących  zasiłków rodzinnych są sprzeczne z konstytucyjną zasadą równego traktowania obywateli przez władze publiczne. Nie kwestionujemy zasadności rozwiązań pomocowych dla rodzin niepełnych, jednak uważamy, że dyskryminują one rodziny pełne. Mam nadzieję, że rzecznik praw obywatelskich również podniesie ten problem . Wiem, że do rzecznika apelowały w tej sprawie także samorządy.

– Jakie mogą być konsekwencje takich zapisów?

– Dodatki dla osób samotnie wychowujących dzieci są znaczne, jeżeli brać pod uwagę bardzo mały dochód w rodzinach, których dotyczą. To kwoty nie do pogardzenia i zapewne będziemy mieli do czynienia z częstymi dążeniami do uzyskania statusu osoby samotnie wychowującej dziecko.  Podejrzewam, że małżeństwa mogą celowo dążyć do uzyskania separacji bądź rozwodu, by ubiegać się potem o dodatkowe świadczenia. Rzecznik praw dziecka obliczył, że rodzina z trójką dzieci, która przeprowadzi separację małżonków, uzyska dodatkowo świadczenia w wysokości 6300 złotych rocznie. W przypadku biednych rodzin to kwota, której po prostu nie można odrzucić. A przecież właśnie w takich najbiedniejszych środowiskach należałoby dbać o to, by małżeństwa były silnie związane, wspierające się, solidarne. Brak węzła małżeńskiego to ewidentne osłabienie rodziny.  Nie do pominięcia jest także to, że za separację czy rozwód zapłaci w tym przypadku budżet państwa.

– Ustawa zlikwiduje także z dniem 1 maja Fundusz Alimentacyjny. Czy to dobrze?

– Fundusz z pewnością nie był doskonały i kosztował budżet państwa sporo pieniędzy, jednak jego całkowita likwidacja nie jest dobrym rozwiązaniem. Prawdopodobnie wiele osób nie będzie w tej chwili w ogóle występowało o alimenty albo nie będzie pobierało ich w wysokości, która by im przysługiwała, aby nie przekraczać progu dochodowego uprawniającego do otrzymywania świadczeń. Będzie to bardzo niekorzystne zjawisko. Przede wszystkim dlatego, że na rodzicach powinien ciążyć obowiązek utrzymywania dzieci i żadne inne przyczyny nie powinny ich z tego zwalniać. To po prostu demoralizujące. Pieniądze z budżetu, przeznaczone na pomoc społeczną, nie będą za to trafiać do naprawdę potrzebujących, a znowu do tych „zaradnych”, którzy będą potrafili sobie wszystko dobrze skalkulować.  Można powiedzieć, że jesteśmy biednym państwem i nie stać nas na to, ale prawda jest taka, że właśnie dlatego powinniśmy otaczać większą opieką najbiedniejszych.

– Ta sfera biedy jest w Polsce bardzo duża, niestety musimy zapewne brać pod uwagę, że jeszcze się powiększy na skutek ustaw wchodzących w skład planu Hausnera.

– Zdecydowanie tak. Przedsmak tego mieliśmy już doświadczając funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, kierowanego przez NFZ. Na tak zwaną modernizację systemu przeprowadzaną od dwóch lat wydano setki milionów złotych, całkowicie bez żadnego pożytku i potrzeby. Od początku dla decydentów było jasne, że jest to wyłącznie realizacją hasła wyborczego SLD. Te pieniądze można by przecież przeznaczyć np. na urlopy macierzyńskie. Tymczasem to właśnie tutaj szuka się oszczędności – skracając urlopy macierzyńskie, ograniczając liczbę osób uprawnionych do zasiłków pielęgnacyjnych, ograniczając świadczenia dla ubogich kobiet w ciąży. Cięcia w tej sferze w pierwszym roku rządów Leszka Millera to rząd niemal 3 mld złotych. Dziś mówimy o cięciach w ramach planu Hausnera, ale trzeba pamiętać, że zaczęto je przeprowadzać znacznie wcześniej, w zasadzie po cichu. Najpierw obniżono próg uprawniający do uzyskania zasiłku rodzinnego z 961,91 zł do 548 zł, a od 1 maja  kwota ta ma wynosić 504 zł. Cięcia w ciągu dwóch lat o prawie 100 proc.! Całkiem niedawno wprowadzono drastyczne ograniczenia w przyznawaniu alimentów, by ostatecznie zlikwidować fundusz. Wiadomo przecież, że ściągalność alimentów od osób, które mają je płacić, jest bardzo mizerna. W większości to osoby bezrobotne lub zarabiające bardzo mało i tym samym alimenty nie będą wypłacane. Do tej pory to fundusz gwarantował wypłacanie alimentów.  Zlikwidowano też zasiłki porodowe, zamiast np. zawiesić je tylko na rok, do czasu poprawy sytuacji. Ale pieniądze rząd wolał wydać choćby na ogromne zmiany struktur służb specjalnych.  Oczywiście w naszej sytuacji należy oszczędzać, ale trzeba to robić w sposób szczególnie rozważny.

– Może tak po prostu najłatwiej? Najbiedniejsi nie będą raczej protestować i mało kto się za nimi ujmie.

– Niestety, to prawda. Grupy najuboższych obywateli są słabo zorganizowane, zniechęcone, zastraszone. Nie mają nawet przekonania, czy wolno im żądać czegoś od państwa. A wolno. Czy dla władzy miałyby zresztą jakiekolwiek znaczenie demonstracje emerytów i rencistów? Podwyżka VAT na artykuły dziecięce przeszła niemal bez echa. Dwa lata temu przeprowadzano badania gospodarstw domowych, na które wydano 500 mln złotych. Dla porównania utrzymanie urlopów macierzyńskich w poprzednim wymiarze kosztowałby budżet państwa 300 mln. Nie twierdzę, że badania były niepotrzebna, ale w tak dramatycznej sytuacji finansów publicznych trzeba wybierać - co ważniejsze.

– Jakie mogą być konsekwencje społeczne takich posunięć?

– Mówiłem już o prawdopodobnych rozpadach rodzin. Niestety,  konsekwencje mogą dotyczyć także sfery zdrowotnej i to w najmłodszym pokoleniu. Brakuje przecież pieniędzy na dożywianie dzieci w szkołach. Wiele rodzin już teraz nie dojada, a skala tego zjawiska zapewne się zwiększy. Przy niewydolnej służbie zdrowia i problemach z dostępem do opieki medycznej to może grozić poważnymi konsekwencjami, system ochrony zdrowia może wręcz nie wytrzymać naporu pacjentów. Zwiększy się także problem przestępczości, która niestety pojawia się wszędzie tam, gdzie jest bieda i nie ma za co żyć. Bieda i bezrobocie będą także wpływały na związki rodzinne, obniży się i tak niski w Polsce autorytet ojca. Gdyby pójść dalej, taka polityka będzie niosła ze sobą konsekwencje wychowawcze i dzieci wyrosłe w tych rodzinach nie będą w przyszłości dobrymi obywatelami i pracownikami. Droga, którą wybrał rząd, jest bardzo krótkowzroczna.

 Rozmawiał
Jarosław Wierzchołowski


Porównanie zasiłku rodzinnego dla dzieci

z rodzin pełnych

  • dziecko wychowywane przez samotnego rodzica otrzyma 213 złotych (zasiłek rodzinny oraz dodatek)

  • dziecko wychowywane przez oboje rodziców otrzyma 43 złote.

 

z rodzin niepełnych

  • n troje dzieci wychowywanych przez samotnego rodzica otrzyma 649 złotych

  • n troje dzieci wychowywanych przez oboje rodziców otrzyma 139 złotych.

 

W tej chwili centralna administracja rządowa zatrudnia ponad 500 tys. urzędników. W ramach oszczędności zwolnionych ma zostać 65 osób.

 

 

Ewa Pancer, rzecznik prasowy gdańskiego oddziału ZUS

Podstawą przyznania pomocy rodzinie będzie ustalenie prawa do zasiłku rodzinnego, a w drugiej kolejności prawa do dodatków przysługujących do tego zasiłku. Na mocy przepisów tej ustawy wypłacane też będą świadczenia opiekuńcze: zasiłek pielęgnacyjny i świadczenie pielęgnacyjne. Osoba, która nie będzie miała prawa do zasiłku rodzinnego, nie otrzyma też dodatków do niego. Zaświadczenie o dochodach w 2002 roku wystawione przez urząd skarbowy będzie podstawą ustalenia prawa do wypłaty zasiłku rodzinnego. Do niego będą przysługiwały następujące dodatki:

  • z tytułu urodzenia dziecka

  • z tytułu opieki nad dzieckiem w okresie korzystania z urlopu wychowawczego

  • z tytułu samotnego wychowywania dziecka i utraty prawa do zasiłku dla bezrobotnych na skutek ustalonego terminu jego pobierania

  • z tytułu samotnego wychowywania dziecka

  • z tytułu kształcenia i rehabilitacji dziecka niepełnosprawnego

  • z tytułu  rozpoczęcia roku szkolnego

  • z tytułu podjęcia przez dziecko nauki w szkole poza miejscem zamieszkania.

Tym samym zlikwidowany zostaje Fundusz Alimentacyjny, a system świadczeń na rzecz rodziny będzie zadaniem gminy. Tam też należy zgłaszać wnioski o ustalenie prawa do zasiłku rodzinnego według przepisów obowiązujących po 30 kwietnia br. Do tego czasu, oraz w okresie przejściowym, zadania te realizują instytucje dotychczas wypłacające te świadczenia. One też rozpatrują wcześniej złożone wnioski i wypłacają świadczenia do końca kwietnia 2004 r. według przepisów obowiązujących do tego okresu. 


Badania

Przemoc w szkole

Przemoc w gimnazjach staje się coraz poważniejszym zjawiskiem, wymagającym rzetelnych analiz. 23 lutego br. w Pucku odbyła się konferencja „Rola instytucji w profilaktyce i rozwiązywaniu problemów wychowawczych w gimnazjach” zorganizowana przez Komisję Międzyzakładową Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w Pucku.

 

Prezentujemy kilka przykładów badań dokonanych przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Pucku pod koniec roku 2003. Badaniami ankietowymi objęto 562 uczniów z siedmiu gimnazjów powiatu puckiego.

Jak wskazują ich wyniki, zaledwie 48,4 proc. uczniów gimnazjów powiatu puckiego czuje się bezpiecznie w swojej szkole, 37,4 proc. czuje się bezpiecznie tylko czasami lub nie czuje się bezpiecznie (14,2 proc. ).

Ponad 50 proc. uczniów w dużej szkole nie czuje się bezpiecznie: (17,6 proc. w ogóle )  lub tylko czasami czuje się bezpiecznie (33 proc.). Jest to liczba znacznie wyższa (różnica diagnostycznie istotna) niż w małych szkołach, gdzie bezpiecznie czuje się 70,2 proc. dzieci.

71 proc. badanych uczniów dostrzega na terenie szkół palenie papierosów, 55,8 proc. dostrzega zachowania agresywne, a 46,6 proc. kradzieże.  Z dużym niepokojem należy stwierdzić również, iż ponad 20 proc. uczniów dostrzega na terenie szkoły narkotyki.

Uczniowie gimnazjum odpowiadając na pytanie
„Z kim możesz porozmawiać o zagrożeniach?” wyraźnie wskazali, iż największym zaufaniem darzą rodziców (66,4 proc. respondentów wskazało rodziców jako osoby, z którymi można porozmawiać o trudnych sprawach), chętnie o zagrożeniach rozmawiają również ze swoimi koleżankami i kolegami (54,6 proc.). Około 1/3 uczniów rozmawia na ten temat ze swoim wychowawcą (35,6 proc.) i pedagogiem szkolnym (27,6 proc.).Badani uczniowie mogli podawać więcej niż jedną odpowiedź. Niezwykle niepokojący jest fakt, że ponad 10 proc. młodzieży nie ma osoby, z którą mogłaby rozmawiać o zagrożeniach.

Z odpowiedzi uczniów wynika także, że nie wzbudzają strachu rodzice (2,2 proc.) i rówieśnicy (14,4 proc.), czyli osoby, z którymi uczniowie chętnie rozmawiają
o zagrożeniach. Strach budzą natomiast starsi koledzy
i koleżanki, uznało tak aż 60 proc. ankietowanych.

Najbardziej niebezpiecznymi miejscami na terenie szkoły są: toaleta, szatnia, korytarz i droga ze szkoły i do szkoły. Są to miejsca, gdzie kontrola jest ograniczona lub istnieje możliwość występowania nieakceptowanych zachowań bez udziału świadków mogących je ujawnić.


Konferencja

Jak pomóc nauczycielom

Sytuacja w szkole jest odbiciem tego, co się dzieje w rodzinie – mówiono 4 marca br. w czasie konferencji „Jak pomóc nauczycielowi w rozwiązywaniu problemów wychowawczych w gimnazjum”. Spotkanie, zorganizowane przez Komisję Międzyzakładową Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w Gdyni, odbyło się w siedzibie urzędu tego miasta.

– Nie jest tak, że polska szkoła jest pełna agresji, jakby była jej źródłem. Szkoła nie istnieje w próżni, ale jest odbiciem tego, co się dzieje w naszych rodzinach – mówiła Joanna Chórek, psycholog w Zespole Szkół nr 1 w Gdyni.

Prelegentka wskazywała na pośpiech, w jakim żyjemy, oraz to, że koncentrując się na pracy albo jej braku, tworzymy na użytek naszych pociech system kontrolująco-represyjny, wyrażający się często jedynie kontaktami w rodzaju: Jak było w szkole? Czy odrobiłeś lekcje?

Część prelegentów była zgodna co do tego, że szkoła wspiera rodzinę, ale nie może jej zastąpić. Jednak nadkomisarz Dorota Kaźmierczak z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni podkreślała, że wskazywanie na rodzinę jako źródło problemu dzieci w wieku gimnazjalnym nieraz mija się z celem, gdyż jest to czas wzorowania się na zachowaniach rówieśniczych.

Nauczyciele prosili Mirosławę Brodecką, przedstawicielkę Sądu Rodzinnego w Gdyni, o zinterpretowanie uczniowskiego prawa do nietykalności cielesnej w sytuacji rozdzielania bijących się oraz o stworzenie dokumentu określającego to, co wolno robić nauczycielom w obronie porządku w szkole. Odpowiedzi właściwie nie otrzymali. – Co wolno, a co nie – jest właściwie pytaniem retorycznym. Co nie jest zabronione, jest dozwolone – powiedziała Mirosława Brodecka.

(eb)


Likwidacja gdańskich szkół

Lepiej sprawdź, czy istnieje

W związku ze spadającą z roku na rok liczbą urodzin władze samorządowe w całej Polsce zmniejszają liczbę szkół. Miasto Gdańsk przewidziało, że likwidacja placówek oświatowych będzie rozłożona w czasie. Do roku 2008 mają zostać zrestrukturyzowane 32 placówki oświatowe, z czego 27 przewidziano do zamknięcia.

Plany likwidacji niektórych szkół pojawiły się po raz pierwszy 11 grudnia 2003 roku na sesji Rady Miasta Gdańska.

27 lutego, na nadzwyczajnej sesji Rada Miasta przyjęła uchwałę intencyjną w sprawie pięciu placówek oświatowych, których likwidacja ma nastąpić jeszcze w tym roku. Są to Zespół Szkół Metalowych, Zespół Szkół Zawodowych nr 10, Szkoła Podstawowa nr 67, Przedszkole nr 30 oraz gdyńska filia Specjalnego Ośrodka Szkolno-Terapeutycznego dla Dzieci i Młodzieży z Autyzmem. Pomorski kurator oświaty zaopiniował pozytywnie zamknięcie wszystkich tych placówek. Ostateczna decyzja o likwidacji szkół zapadnie prawdopodobnie na sesji Rady Miasta 31 marca 2004 r. Tego samego dnia w sali Akwen gdańskiej „Solidarności” odbyło się spotkanie dla tracących zatrudnienie pracowników oświaty. Na ich pytania będą odpowiadać pracownicy Powiatowego Urzędu Pracy, ZUS-u oraz Urzędu Miejskiego.

W latach 2004-2006, zgodnie z planami restrukturyzacyjnymi, pracę ma stracić około 239 nauczycieli oraz około 243 pracowników administracji i obsługi placówek oświatowych w Gdańsku. W liczbę tę nie wliczono pracowników, którzy przejdą na zwykłą lub wcześniejszą emeryturę.

Dla „Solidarności” ważna jest obrona pracowników przed utratą miejsca pracy, ale niedopuszczenie do likwidacji placówek oświatowych uważa ona także za szansę na poprawienie warunków nauki. Dzięki mniejszej liczbie dzieci i młodzieży w szkole, można by stworzyć mniejsze klasy, ograniczyć pracę na drugą zmianę oraz rozszerzyć ofertę zajęć pozalekcyjnych.

Miasto broni swojej racji, przytaczając nie tylko argumenty ekonomiczne. Dokument „Gdańszczanin 2020. Model gdańskiej oświaty samorządowej – kierunki zmian i zamierzenia na lata 2002-2004”, przewiduje przesunięcie zaoszczędzonych w efekcie restrukturyzacji środków m.in. na naukę języka angielskiego od I klasy szkoły podstawowej, naukę drugiego języka obcego oraz naukę pływania w gimnazjum. 

Elżbieta Banecka


Czarna lista pracodawców

Komisja Krajowa „S” zamierza wkrótce rozpocząć publikowanie rejestru pracodawców – dłużników, którzy zalegają z wypłatami pensji swoim pracownikom. Do utworzenia takiego rejestru zobligował komisję ubiegłoroczny XVI Krajowy Zjazd Delegatów.

KK przygotowywała się do zrealizowania uchwały dość długo. – Musieliśmy zbadać wszelkie aspekty prawne. To delikatna materia i należało opracować taką formułę rejestru, by uniknąć oskarżeń o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i działania na czyjąś szkodę – mówi Anna Galus-Czerwonka, koordynator ds. obrony praw związkowych w KK „S”. We współpracy z biurem prawnym udało się określić bezsporne kryteria określania pracodawców jako dłużników.

Konieczne jest w tej chwili wyznaczenie przez wszystkie regiony Związku koordynatorów, którzy będą zbierali informacje o nierzetelnych pracodawcach na swoim terenie. Lista będzie publikowana w Internecie, a także w prasie związkowej. Termin, w którym powstanie, uzależniony jest od działań wszystkich regionów Związku.

(jw)


Marzec ’68 w Gdańsku

Początek drogi do wolności

Wydarzeń z marca 1968 r. nie muszą wstydzić się gdańscy robotnicy. Mit o tym, że nie opowiedzieli się po stronie studentów, okazał się nieprawdą. Dowody na potwierdzenie tej tezy przedstawił 17 marca br. w trakcie swojego wykładu w Biurze Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku dr Sławomir Cenckiewicz.

– To był protest robotniczo-inteligencki. Marzec ’68 w Gdańsku był początkiem drogi do wolności – przyznaje Edmund Krasowski, dyrektor IPN w Gdańsku.

Dokumenty, które przedstawił dr Sławomir Cenckiewicz, przedstawiają wydarzenia, jakie rozegrały się w Gdańsku od 11 do 15 marca 1968 r. Już wcześniej, według tajnych materiałów SB, zauważono wśród studentów PG wzrost nastrojów antypartyjnych. Na przełomie lutego i marca SB zarekwirowała około 50 ulotek wysłanych do studentów i nawołujących ich do wystąpień przeciwko władzy. Ulotek było z pewnością dużo więcej, mowa była nawet o nakładzie powyżej 18 tysięcy. SB nie próbowała jednak przeciwdziałać przyszłym wydarzeniom.

 

Prowokacja polityczna

Pierwsi „emisariusze” zdający relacje z wydarzeń w Warszawie przybyli do Gdańska w nocy z 10 na 11 marca 1968 r. Byli to najczęściej studenci Uniwersytetu Warszawskiego, którzy wracali do rodzin w Gdańsku. Przybywali jako łącznicy  chcąc namówić studentów do zorganizowania solidarnościowej manifestacji. W tym celu kolportowali rezolucje nawołujące do protestów.

W wiecu zorganizowanym 11 marca na Politechnice Gdańskiej uczestniczyły 4 tysiące osób. W trakcie spotkania studenci manifestowali przeciwko socjalizmowi. Opowiadali o brutalnych działaniach SB i ORMO w Warszawie. Jeszcze tego samego dnia utworzyli komitet protestacyjny.

Aż do 12 marca włącznie nie przedsięwzięto żadnych działań w celu powstrzymania protestu studentów. Władza zachowywała się tak, jakby nic się nie działo. Tym bardziej to było dziwne, że na wiecu wieczornym, który skończył się dopiero po 2 w nocy, byli obecni również agenci SB i członkowie PZPR. Rozpoznali ich również studenci. Przemawiał wtedy również pierwszy sekretarz KW PZPR Stanisław Kociołek.

Ponad 90 proc. dawnych dokumentów SB i UB zostało zniszczonych. Jednak te, co pozostały, a także wiele innych przesłanek wskazuje, według dr Cenckiewicza, że władza podejmowała świadome działania prowokacyjne wobec opozycji. Wiele dokumentów pokazuje również, że wydarzenia marcowe były manewrem politycznym zorganizowanym przez grupę Moczara w celu obalenia ówczesnego pierwszego sekretarza PZPR Władysława Gomułki.

– Komitet Wojewódzki dopuścił do wybuchu protestów i radykalizacji postaw – mówi dr Cenckiewicz. – A na szczytach władzy rozgrywała się walka pomiędzy młodymi członkami PZPR, urodzonymi w latach 1925-40, skupionymi wokół Moczara, a starymi komunistami.

 

MO i SB wkraczają do akcji

Jednak po 12 marca działania MO i SB się zmieniają. Dworzec kolejowy zostaje obstawiony milicją, pasażerowie są legitymowani. SB i MO starają się nie dopuścić do rozprowadzania ulotek po mieście.

– Nie można twierdzić, że SB i MO nie były przygotowane na to, że protesty i demonstracje będą w Gdańsku miały miejsce – mówi dr Cenckiewicz. – Już 9 marca, a więc trzy dni przed przyjazdem do miasta pierwszych studentów kurierów z Warszawy, z zachowanych szyfrogramów wynika, że zostały podjęte przez MO i SB działania na wypadek zamieszek.

Podjęto wtedy decyzje o powołaniu sztabu antykryzysowego, nawiązano ścisłą współpracę SB z MO oraz zarządzono stan gotowości w Gdańsku i województwie. Opracowano szczegółowy plan przedsięwzięć na wypadek zajść bądź zakłócenia porządku publicznego. Ponadto wprowadzono całodobowe dyżury oficerów SB, zmobilizowano aktyw partyjny. KW MO wystąpiła także z prośbą do MSW o pomoc ORMO, a także dozbrojono milicję w środki techniczne i transportowe. – Wtedy role były już dokładnie rozdzielone – mówi dr Cenckiewicz. – Przypisano je 70 oficerom i funkcjonariuszom SB i MO.

Sztabem kryzysowym kierował wtedy płk Piechnik. Powołano specjalne komórki pod nazwami: „Studenci i pracownicy naukowi wyższych uczelni”, „Dokumentacja i sprawy wyższych uczelni”, „Środki masowego przekazu, radio, telewizja i prasa”, „Zakłady kluczowe gospodarki narodowej”, „Syjonizm”, „Ulotki i napisy” itp. Jednak, pomimo zmobilizowania sił, MO i SB nie podejmowały przez pierwsze trzy dni żadnych działań w celu powstrzymania protestów.

 

Walka z Żydami

– Scenariusz wydarzeń przewidywał obalenie Władysława Gomułki i walkę z Żydami w aparacie partyjnym – twierdzi dr Cenckiewicz. – Zachowane materiały SB potwierdzają, że gdańskie kierownictwo słało do Warszawy raporty, w których informowano, iż społeczeństwo jest źle nastawione do Władysława Gomułki. Początkowo opisywano nastroje w konkretnych środowiskach, później stosowano sformułowania bardzo ogólne, typu: „Mówi się, że”, „W tramwajach i autobusach słychać, że”.

Głównym zarzutem wobec Gomułki był fakt, że nie dość sprawnie walczył z Żydami w partii. Argumentem przeciwko było również to, według jednego z informatorów, że miał żonę Żydówkę. Przekazywano również, że wśród studentów jest za mało młodzieży pochodzenia robotniczego, zbyt wielu natomiast Żydów. Informowano, że mieszkańcy mówią, że bilety komunikacji miejskiej podrożały, a wyżsi urzędnicy partyjni, w domyśle Żydzi, „rozbijają się samochodami”.

Tak więc pod pozorem opisu nastrojów mieszkańców miasta władze Gdańska prowadziły własną rozgrywkę polityczną. Sugerowano, kogo należałoby pozbawić władzy, a kto powinien znaleźć się na czele partii.

Podobne meldunki pojawiły się już w 1966 r. Już wtedy wśród wymienianych osób padło nazwisko Edwarda Gierka, jako osoby, która powinna znaleźć się w przyszłym kierownictwie.

 

Nieprzewidziany przebieg

Najbardziej znanymi wydarzeniami z marca 1968 r. są te, które miały miejsce w Warszawie. Mało mówiono o wydarzeniach gdańskich.

– Nic dziwnego – stwierdza Edmund Krasowski. – Bo wydarzenia w Gdańsku nie miały charakteru antysemickiego. Bo studentów i pracowników naukowych poparli robotnicy. To sprawiło, że o Gdańsku władza myślała inaczej.

Tymczasem 15 marca 1968 r. miała miejsce w Gdańsku największa w skali kraju manifestacja. – Według tajnych meldunków SB wzięło w niej udział 20 tysięcy ludzi – mówi dr Sławomir Cenckiewicz. – Byli to studenci, robotnicy i inni mieszkańcy Gdańska.

Wiec rozpoczęli około godziny 14 studenci Politechniki Gdańskiej i Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Po godzinie 16 pojawili się robotnicy, którzy wracali z pracy lub też zostali specjalnie wysłani w celu spacyfikowania manifestacji. Połowa z nich przyłączyła się do protestujących studentów.

Wśród 301 zatrzymanych prawie połowę – 140 osób – stanowili robotnicy. Pozostali to: 48 – studenci, 29 – inteligencja pracująca, 24 – uczniowie szkół średnich, 60 – inni. Aresztowanych, i odpowiadających później przed sądem, zostało natomiast 90 osób. Najliczniejszą grupę stanowili robotnicy – 61 osób. Pozostali to: studenci – 7 osób, uczniowie szkół średnich – 5, inteligencja pracująca – 8 i pozostali – 9. Tak więc mit Marca, który przeciwstawiał sobie studentów i robotników w Gdańsku, nie ma racji bytu.

 

Działania bezpieki

– Wstyd powiedzieć, czym zajmowała się SB – mówi Edmund Krasowski. – Nie tępieniem bandziorów, terrorystów, a np. kreowaniem antysemityzmu. Jeszcze w 1986 r. esbecja interesowała się życiem ludności pochodzenia żydowskiego. Informuje o tym zachowany szyfrogram.

W Gdańsku najaktywniej działał w tym zakresie Michał Pietras. Do wydarzeń marcowych pełnił w SB funkcję majora. Później awansował do stopnia podpułkownika. W sztabie antykryzysowym powołanym
9 marca 1968 r. dowodził komórką pod hasłem „Syjonizm”.

Przepracował w SB 41 lat. W 1990 r. sam złożył prośbę o wystąpienie ze służby, nikt go nie zamierzał zwolnić. Miał uprawnienia kombatanta. W 2001 r. Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych wystąpił do KW MO z zapytaniem o przebieg służby Pietrasa. Pytano się wtedy również, czy nie zwalczał podziemnej opozycji. Wystawiono mu dobrą opinię, a przebieg jego służby przedstawiono do 1956 r.

– Ppłk Pietras tropił Żydów zawzięcie – opowiada dr Cenckiewicz. – Przeprowadził swoisty spis, w którym dokładnie przedstawiał, co robili wymienieni Żydzi po wojnie. Wyszczególniał osoby według poglądów syjonistycznych, rozpracowywał poszczególne grupy zawodowe i różne środowiska. Jest to tym bardziej dziwne, że w czasie wojny był więźniem obozów w Dachau i Oświęcimiu. Po wydarzeniach marcowych awansował, dostał podwyżkę i pewnie dziś żyje sobie spokojnie i dostaje niezłą emeryturkę. Pietras miał uprawnienia kombatanckie, które jednak potem utracił.

Olga Zielińska


Kombatanci

Uprawnienia dla sprzątaczki z UB

W maju 2002 SLD skierował do Sejmu projekt zmiany ustawy o kombatantach. Prace nad nim nadal trwają w sejmowej Komisji ds. Polityki Społecznej i Rodziny. Zakłada on m.in. przywrócenie uprawnień kombatanckich dla osób, które po wojnie służyły w organach represji.

Ustawa ma nie obejmować tych, którzy dopuścili się w czasie pracy przestępstw i bezpośrednio uczestniczyli w stosowaniu represji. Wiadomo jednak z praktyki, że udowodnienie byłym oprawcom z UB faktu popełniania przestępstw jest bardzo trudne, a w niektórych przypadkach wręcz niewykonalne ze względu na stan zdrowia byłych funkcjonariuszy, a także potencjalnych świadków.

Do tej pory praca w tych organach oznaczała automatyczne wykluczenie z grona kombatantów. Chodzi o grupę około 35 tys. osób, którym wprowadzenie takich rozwiązań umożliwi starania o przywrócenie uprawnień. Projekt popiera Urząd ds. Kombatantów, który byłby jedynym organem uprawnionym do zweryfikowania uprawnień.

Projekt krytykowany jest bardzo ostro przez organizacje kombatanckie.

(jw)


Grudzień ’70

Nie wierzę, że tam leży moje dziecko

– Gdyby strzelali w nogi, byłby tylko kaleką – mówi mama Waldemara, Halina Rebinin. – Ale on nie żyje. Bo oni strzelali tak, żeby zabić. Potem mówili, że to były rykoszety. Jednak w prokuraturze dowiedziałam się, że to były celne strzały.

Waldemar Rebinin zmarł mając 26 lat. Został zastrzelony 15 grudnia 1970 r. przed przychodnią kolejową koło dworca PKP w Gdańsku. Był kierowcą Wojewódzkiej Kolumny Sanitarnej. Został trafiony kulą w policzek, kiedy wysiadał z samochodu. Samochód, którym przywiózł wtedy zaopatrzenie medyczne do przychodni, był oznakowany. Nie można się było pomylić.

Jego ciało, jak się później dowiedziała matka, zaniesiono do kwiaciarni znajdującej się w holu dworca PKP. Przykryto je kwiatami. Spod nich długo wyciekała krew. Kwiaciarka na drugi dzień po tragedii przestała już pracować na dworcu, zlikwidowano jej kwiaciarnię. Kiedy zrozpaczeni rodzice dowiedzieli się o okolicznościach śmierci syna, zaczęli jej szukać. Kwiaciarkę odnaleźli na Długiej, miała tam nowe stoisko.

 

On był moją dumą

Waldek uważał się za szczęśliwego mężczyznę. Miał swoją Izę, którą bardzo kochał, i dwoje małych dzieci – dwuletnią Małgosię i ośmiomiesięcznego Roberta. Na święta Bożego Narodzenia Waldek miał jechać z rodziną do mamy do Elbląga. Bardzo się na to cieszył.

– On był moją dumą – opowiada Halina Rebinin. – Był taki spokojny i grzeczny. Wszyscy go lubili. Zgubiło go to, że wyjechał na Wybrzeże. Chciał zasmakować świata.

Waldek Rebinin został zabity we wtorek, ale Iza dowiedziała się o tym dopiero w czwartek. Wcześniej przez dwa dni go szukała. Nadaremnie. Ludzie mówili jej, że chyba jest ranny. Kiedy dowiedziała się o jego śmierci, poprosiła kolegów z pracy Waldka, aby zawieźli ją karetką do Elbląga. Chciała o nieszczęściu powiadomić jego matkę. Udało jej się przyjechać dopiero w piątek rano.

– O śmierci Waldka dowiedziałam się ostatnia. Rodzina już wiedziała, nawet sąsiedzi – wspomina Halina Rebinin. – Kiedy przyjechała Iza, byłam w sklepie mięsnym. Stałam w długiej kolejce, w lodówce nie było żadnej wędliny. A w święta miał przyjechać przecież Waldek z rodziną.

– Po śmierci Waldka w nocy miałam dziwny sen – opowiada Halina Rebinin. – Widziałam syna machającego do mnie ręką. Nagle zobaczyłam, że ma pieprzyk na policzku. Zdziwiłam się, po co on sobie to zrobił. A to był ślad po kuli. Od tamtej pory źle sypiam. Trzy godziny, czasem troszkę dłużej…

Nie było mszy ani księży

Jeszcze tego samego dnia, około godziny 22 pod dom Waldka podjechała nysa. Wysiadło z niej trzech mężczyzn. Przedstawili się jako pracownicy Urzędu Wojewódzkiego.
– Pamiętam, jakby to było wczoraj – wspomina Halina Rebinin. – Powiedzieli: „Wiecie już przecież o tym, że syn nie żyje. Dzisiaj odbędzie się pogrzeb. Zapakujcie rzeczy i buty. On jest w kocu nagi”.

Niełatwo było pakować rzeczy, nie można było znaleźć białej koszuli. W końcu pożyczył ją sąsiad. Milicyjną nysą wszyscy pojechali na cmentarz na Srebrzysku. Przywitał ich szpaler milicji. Kaplica też była nimi obstawiona.

– Siedzieliśmy w kaplicy i czekaliśmy bardzo długo. To było straszne – opowiada mama Waldemara. – W końcu mąż poszedł się zapytać, jak długo to będzie jeszcze trwało. W odpowiedzi usłyszał, że przywieźli dopiero trzy trumny.

Ojciec Waldka poszedł je zobaczyć. Jedna była większa. Pomyślał, że to w niej pewnie leży syn. Nie mylił się. Uniósł głowę syna. Dotykając czaszki, wyczuł palcami z tyłu pęknięcie. Kula przeleciała na wylot.

Milicja chciała od ojca wziąć rzeczy dla Waldka. Nie dał ich. Powiedział, że sam ubierze syna. Kiedy to robił, zauważył, że w domu zapomniano o skarpetkach dla Waldka. Zdjął je z własnych nóg. Ostatni raz rodzice żegnali się z synem w kaplicy. Matka poprawiła mu włosy.

– Nie było mszy, nie było księży. Tylko dwóch kapelanów. Nie wolno nam było uczestniczyć w pogrzebie syna. Kazano nam zostać w kaplicy – wspomina mama Waldka. Nysą zawieziono ich z powrotem do domu koło północy. Na drugi dzień rodzice poszli na cmentarz odszukać grób syna. Nie mogli go znaleźć. W końcu wskazał im go grabarz. Nie było tam tabliczki z nazwiskiem.

– Pamiętam, co powiedział grabarz – opowiada Halina Rebinin. – „Tu leży wasz syn. Był pochowany jako pierwszy”. Wtedy w to uwierzyliśmy. Ale na drugi dzień przypomnieliśmy sobie, że pierwszy był chowany nagi chłopak owinięty tylko w koc. Był bez rodziny. Do dzisiaj nie wiem, czy tam w grobie, do którego przyszłam, leżało moje dziecko. Nie było się kogo o to zapytać.

Ojciec poszedł do Zakładu Medycyny Sądowej odebrać rzeczy syna. Przypominały bezładnie zmiętą masę przesiąkniętą zastygłą krwią. Nie nadawały się do zabrania. Ojciec wziął jedynie portfel, który Waldek chował w tylnej kieszeni spodni. Też był przesiąknięty krwią. W środku były dokumenty i fotografia Waldka.

– Codziennie wieczorem wyjmowałam portfel z szuflady – wspomina Halina Rebinin. – Oglądałam zdjęcie i dotykałam palcami zaschnięte plamy krwi. Płakałam po nocach. W końcu mąż ulitował się nade mną i powiedział, że trzeba spalić portfel i dokumenty. Wrzucił je do pieca.

 

Umarły im nie ucieknie

Jeszcze w niedzielę odwiedził ich kolega Waldka, który pracował w milicji. Opowiadał, że był w Zakładzie Medycyny Sądowej. Przypatrywał się twarzom zabitych. I wtedy zauważył Waldka. Długo nie mógł się otrząsnąć z przerażenia. Krzyczał, że Waldek był niewinny.

Matka często przychodziła na grób syna. Kładła się na nim obejmując ziemię rękoma. Ludzie patrzyli na nią. Po kilku miesiącach dowiedziała się, że można przewieźć trumnę z synem do Elbląga. Chciała wtedy sprawdzić, czy w grobie leży jej syn. Pomimo sprzeciwu sanepidu, była bliska poznania prawdy. Niestety, w decydującej chwili straciła przytomność. Ojciec sam także nie był w stanie wytrzymać tej próby. Zrezygnował.

– Dlatego do dzisiaj mam wątpliwości. Mąż jednak wierzył, że tam leżał nasz syn – mówi matka. – Jego trumnę włożyli do metalowej, potem do jeszcze jednej i powieźli na cmentarz do Elbląga. Pilotowała nas milicja.

Na cmentarz, jak opowiada matka Waldemara, przyszło bardzo dużo ludzi. Milicja też.

– Pochowaliśmy Waldka po raz drugi – opowiada znękana matka. – Znowu płakaliśmy. I zastanawiałam się, czy tam leży mój syn. Nie miałam żadnej pewności, że tak jest. Myślałam, że nawet jeśli to nie on, to w grobie leży przecież jakiś inny młody chłopiec. Też zabity.

Potem na cmentarzu stanął skromny nagrobek. Kamieniarz zaproponował w nim wycięcie z ziemią na kwiaty w nietypowym, jak uznał UB, kształcie – ściętej z góry i z dołu litery S. Z tego powodu rodzice byli nadal nękani. Przyjeżdżali do nich do domu nieznani mężczyźni, dopytując się, co oznacza ten znak. Nie chcieli uwierzyć, że nic...

 

Czego mogę chcieć jeszcze

– Mąż zmarł 11 lat temu – mówi Halina Rebinin. – Chciałam, żeby leżał razem z synem. Nie udało się. Waldek był pochowany po ekshumacji w metalowej trumnie. Nie uległa ona zniszczeniu. Tak więc mąż leży nieco dalej.

Dzisiaj w tym miejscu stoi inny nagrobek. Powstał dzięki pomocy „Solidarności” w Elblągu. Jest też plac Rebinina i pamiątkowa tablica. Halina Rebinin wspomina, że często odwiedza ją przewodniczący elbląskiej „Solidarności”. Interesuje się, jak daje sobie radę.

– Czego mogę chcieć dzisiaj jeszcze? – zastanawia się matka. – Chyba tylko ukarania winnych. Ale nie bardzo już w to wierzę. Na polityce się nie znam, ale długie życie przeżyłam. Widzę, co się dzieje. Już o piątej rano głodni kłócą się pod śmietnikiem o swoje zdobycze, rewiry.

Zastanawia się nad ekshumacją zwłok syna. Czy dzisiaj chce jeszcze poznać prawdę?

– Nie, dzisiaj chyba już nie – odpowiada. – Chyba już bym tego nie przeżyła. Jaki to miałoby sens? Czy pomogłoby to w jakiś sposób jemu lub mnie? Zapłaciłam najwyższą cenę jako matka. Ale może choć niektórzy mają lepiej. Może ta ofiara nie była niepotrzebna...

Olga Zielińska


Majątek po PZPR

W 1989 r. PZPR zaciągnęła w PKO BP kredyt na finansowanie swojej kampanii wyborczej. Działo się to na krótko przed powołaniem rządu Tadeusza Mazowieckiego.

Kredyt opiewał wtedy na kwotę 18 mld starych zł (dzisiaj 1,9 mln dolarów). Poręczył go Andrzej Wróblewski, ówczesny minister finansów. Czy miał prawo to zrobić? Kredyt przecież był zaciągnięty na potrzeby partii politycznej.

Nie wiadomo, na co pieniądze zostały dokładnie przeznaczone. Zapewne pozwoliły one byłym członkom PZPR utworzyć tzw. spółki nomenklaturowe, a część funduszy pokryła koszty kampanii.

 Jesienią 1990 r. Sejm przyjął ustawę o przejęciu majątku PZPR przez Skarb Państwa. Nieco wcześniej, na ostatnim zjeździe PZPR, partia ta przekształciła się w SdRP. Tytułem spłaty kredytu i należnych odsetek przeniosła na rzecz PKO BP własność 11 nieruchomości, które wcześniej należały do PZPR. Były to budynki po komitetach partii i działki w Mońkach, Nowym Dworze Mazowieckim, Pruszkowie, Lipsku, Kościelisku, Strzyżowie, Łapach, Mielcu, Serocku, Kolbuszowej i Tarnowie.

Prokuratura i likwidatorzy majątku PZPR podważyli jednak legalność tych umów. Sąd Okręgowy w Warszawie natomiast ostatecznie je unieważnił i nakazał PKO BP zwrócić nieruchomości Skarbowi Państwa. Jak dotąd bank zwrócił tylko pięć z nich.

Dzisiaj sprawą tą z ramienia rządu zajmuje się Grzegorz Pietruczuk, członek Gabinetu Politycznego szefa MSWiA. Dodajmy: rządu SLD, czyli spadkobiercy SdRP. Wątpliwe więc, by sprawa majątku PZPR zakończyła się niekorzystnie dla Sojuszu. Zdecydowanie uczciwiej byłoby, gdyby zajmował się nią urzędnik służby cywilnej.

Dzisiaj niektórzy członkowie dawnych układów mówią o konieczności utworzenia na gruzach SLD nowej partii. Pewnie tak się stanie, a odpowiedzialni za dawną grabież mienia państwowego chować się będą w bezpiecznych nowych tworach partyjnych.

(ozi)

 

Powrót do spisu treści

 

Strona główna ZR | Strona główna Magazynu | Archiwum „Magazynu” |