Witamy na stronach Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność"!

WITAMY NA STRONACH „MAGAZYNU SOLIDARNOŚĆ” ON-LINE

Lewki gdańskie (r) Logo "Solidarności" (r)

 Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

 

 

 

© Copyright
by „Magazyn Solidarność” 200
4

 

Przy wykorzystywaniu naszych tekstów uprzejmie prosimy 
o podanie źródła

 

Mieścimy się w budynku „Solidarności” w Gdańsku, 
ul. Wały Piastowskie 24, 
pok. 112, 114

Nasz tel: 

(0-58) 301-71-21, 

((0-58) 308-42-72

dla użytkowników sieci IDEA:
502 443 149 wew. 4272

lub

 

Magazyn Solidarność on-line – 5 (maj)  2004

Europejskie rady zakładowe

Teraz Polska

Nasi pracownicy po wejściu Polski do Wspólnoty mogą uczestniczyć w europejskich radach zakładowych, jeżeli działają one w ich firmach. 1 maja br. weszła w życie ustawa sejmowa regulująca tę kwestię. Dotychczas polscy związkowcy byli jedynie obserwatorami prac rad.

Europejskie rady zakładowe są organizacjami skupiającymi związkowców w międzynarodowych firmach, posiadających swe filie w kilku różnych krajach. Każda z filii deleguje do rady swoich przedstawicieli. Te międzynarodowe zakładowe organizacje związkowe nie skupiają jednak przedstawicieli jednego związku – od przynależności do konkretnej centrali ważniejsze jest reprezentowanie interesów pracowników danego kraju.

Wniosek o ustanowienie w przedsiębiorstwie ERZ może wyjść ze strony jego zarządu lub też zostać sformułowany przez co najmniej 100 pracowników lub przedstawicieli reprezentujących taką liczbę pracowników zatrudnionych w przynajmniej dwóch krajach. W skład ERZ wchodzi po jednym reprezentancie filii działających w poszczególnych krajach. Jednak, jeżeli procent pracowników przedsiębiorstwa zatrudnionych w jednym kraju przekracza 20, przysługuje im dodatkowy reprezentant. Każde dodatkowe 10 proc. oznacza w takim przypadku kolejnego członka rady z tego kraju.

Europejska Rada Zakładowa ma prawo do uzyskiwania informacji dotyczących działalności przedsiębiorstwa. Musi być też informowana o zamiarze wprowadzania istotnych zmian organizacyjnych, sytuacji i planowanych zmianach w dziedzinie zatrudniania czy zwolnień grupowych. Centralny zarząd firmy ma obowiązek przeprowadzania konsultacji z ERZ w sprawach przedstawionych informacji. Spotkania, na których zarząd firmy przedstawia radzie sprawozdanie dotyczące sytuacji gospodarczej i perspektyw rozwoju firmy, muszą odbywać się co najmniej raz w roku.

Zarząd centralny przedsiębiorstwa ponosi wszelkie koszty działalności Europejskiej Rady Zakładowej, włącznie z zakwaterowaniem, wyżywieniem i przejazdami jej członków na zebrania. Członkowie rady korzystają z ochrony – w okresie trwającej 4 lata kadencji oraz rok po jej wygaśnięciu nie można ich zwolnić z pracy czy zmienić jednostronnie warunków zatrudnienia na niekorzyść pracownika bez zgody macierzystej organizacji zakładowej.

(jw)

W europejskich radach zakładowych zasiada obecnie 70 polskich związkowców, głównie z „Solidarności”. W województwie pomorskim jest ich czterech – ze Skanskiej SA, Federal Mogul Bimet, Fazer oraz Metro AG.

  

Stefan Gawroński, członek prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego

NSZZ „Solidarność”

– Z pewnością warto wykorzystać szansę, jaką stwarza nam możliwość uczestniczenia w europejskich radach zakładowych. Członkowie rad mają wgląd w sytuację firmy, w czasie spotkań z zarządem centralnym można także zadawać pytania i przedstawiać sytuację w filiach w Polsce. Uzyskane informacje można też wykorzystać w trakcie negocjacji z pracodawcą w Polsce. Niebagatelną sprawą jest również możliwość wymiany doświadczeń ze związkowcami z naszej firmy z innych krajów w czasie spotkań europejskich rad zakładowych.


Bezpłatne porady po polsku

Poradnia dla cudzoziemców

Auslanderberatungsstelle Deutscher Gewerkschaftsbund DGB, Bezirk Berlin-Brandenburg

Keithstrasse 1 – 3

10787 Berlin

Tel.: 21 240 322/321, pokój 210

W Niemieckim Zrzeszeniu Związków Zawodowych (DGB) udzielane są porady cudzoziemcom bez względu na obywatelstwo, przynależność związkową i status pobytowy (także pracownikom sezonowym, kontraktowym i innym osobom zatrudnionym w Niemczech), w sprawach związanych z prawem pracy i w kwestiach socjalnych, związanych z ustawą o obcokrajowcach (prawo pobytu, prawo do pracy, uzyskanie obywatelstwa), rent i emerytur (prawo niemieckie i polskie), bezrobocia (rozwiązanie stosunku pracy, odprawa, zasiłki dla bezrobotnych, poszukiwanie pracy, dokształcanie), ubezpieczeń społecznych. Oferuje ono pomoc w tłumaczeniach, w formułowaniu listów, podań, odwołań i w wypełnianiu formularzy. Porady w języku polskim.


Praca w UE

Coś mała ta Unia

Co piąty Polak zainteresowany jest pracą w krajach Unii Europejskiej – tak wynika z niedawnych badań CBOS. Swobodny przepływ pracowników, który jest jednym z fundamentalnych założeń UE, został niestety ograniczony w stosunku do nowych członków, w tym Polski. Większość państw wprowadziła tzw. okresy przejściowe.

W ten sposób dotychczasowi członkowie UE chcą chronić swoje rynki pracy przed polskimi pracownikami. Obawiają się, że przy naszym dużym bezrobociu zbyt wiele osób zechce pracować w ich krajach. Nie dajmy się jednak zwieść informacjom o okresach przejściowych w zatrudnianiu pracowników z państw, które przystąpiły do Unii 1 maja br. Nie oznacza to, że w ogóle nie będziemy mieli prawa do szukania zatrudnienia w Europie.

 

Arbeit za 7 lat

 Austriacy od początku zajmowali najtwardsze stanowisko w kwestii zatrudniania u siebie przybyszów ze wschodnich krajów członkowskich. Przez 7 lat będą chronić swój rynek pracy przed przybyszami z krajów nowo przyjętych do UE. W Austrii obcokrajowcy mogą znaleźć zatrudnienie tylko wtedy, gdy na daną posadę nie ma chętnych Austriaków ani członków „starej” Unii i nie są jeszcze wyczerpane roczne limity dla cudzoziemców. Prawo swobodnego dostępu do austriackiego rynku pracy mają jedynie ci Polacy, którzy są zatrudnieni w Austrii przez co najmniej rok na stałą umowę. Małżonkowie i dzieci tych pracowników mają takie same prawa tylko wtedy, gdy mieszkają razem. Jeżeli dopiero chcą przyjechać do Austrii, na prawo do zatrudnienia muszą czekać 18 miesięcy. Pracodawca powinien otrzymać też od zatrudniającego się Polaka zaświadczenie lokalnego urzędu pracy, że spełnił wymagania prawne dopuszczające go do pracy w UE.

  

Niemcy wprowadzili okres przejściowy dotyczący zatrudniania u siebie obywateli nowych członków UE. W zależności od rozwoju sytuacji może on trwać od dwóch do siedmiu lat. W tym czasie będą obowiązywać dotychczasowe przepisy niemieckie o zatrudnianiu cudzoziemców. Pełne prawo do nieograniczonego zatrudniania się będzie przysługiwało, podobnie jak w przypadku Austrii, jedynie tym obywatelom nowych państw UE, którzy mają co najmniej roczne pozwolenie na pracę (oraz ich małżonkom i dzieciom mieszkającym razem). Tak jak w Austrii pierwszeństwo w ubieganiu się o pracę mają Niemcy i inni mieszkańcy UE. Bez ograniczeń mogą podejmować pracę sezonową studenci.

 

Za dwa lata, jak dobrze pójdzie

Belgia, Francja, Hiszpania i Finlandia umożliwią nam pracę w swoich granicach co najmniej w dwa lata po naszej integracji. Prawdopodobnie o pozwolenie na pracę w Belgii będzie można się starać już na miejscu. We Francji ograniczenia nie będą dotyczyły osób, które założą własne firmy oraz naukowców. Francja otworzy natomiast swój rynek pracy dla Polaków do 35 roku życia, którzy pracowali już w Polsce. Będą mogli odbyć 18-miesięczny staż, otrzymując pensję i przywileje równe rodowitym Francuzom. Po zakończeniu stażu nie będzie jednak można szukać innej pracy. W Hiszpanii pracodawca, który chce zatrudnić polskiego pracownika, będzie musiał zdobyć pozwolenie na pracę w tamtejszym ministerstwie i przesłać kontrakt do ambasady w Warszawie. W Finlandii Polak dostanie zatrudnienie, jeśli miejscowy urząd pracy stwierdzi, że na dane miejsce pracy nie ma chętnych Finów i obywateli „starej” Unii.

 

Nie lepiej jest we Włoszech – minister pracy zaproponował tam dwuletni okres przejściowy z możliwością przedłużenia aż do pięciu lat. Otwarto jednak furtkę – do końca br. Włochy wydadzą 20 tys. pozwoleń na pracę dla obywateli Europy Środkowej. Także tam będziemy mogli zarabiać również po założeniu własnej firmy.

 

W Danii również obowiązywać będzie dwuletni okres przejściowy. Polacy będą mogli być tam zatrudniani jedynie na takich samych zasadach jak Duńczycy i jedynie na pełen etat. W razie utraty pracy tracimy jednak zarówno pozwolenie na jej wykonywanie, jak i na pobyt.

 

Także dwuletni okres przejściowy wprowadził Luksemburg, najbogatsze państwo w UE. W ramach dwustronnej umowy o zatrudnianiu stażystów może tam wyjechać jedynie 30 Polaków rocznie.

 

Portugalia również wprowadza dwuletni okres przejściowy, podczas którego będziemy musieli uzyskiwać w konsulacie wizę pracowniczą. Co roku ustalany będzie limit obcokrajowców z nowych państw UE, których będzie można zatrudnić
w poszczególnych branżach.

 

W Grecji, która również wprowadziła dwuletni okres przejściowy, Polacy będą musieli załatwić wiele formalności, by uzyskać pozwolenie na pracę. Pracodawca musi zdobyć pozytywną opinię urzędu pracy i policji na temat zatrudnianego Polaka, zaś kontrakt podpisywać będziemy w konsulacie greckim w Polsce.

 

Nie lepiej poza UE

Islandia nie należy wprawdzie do UE, jednak podpisała z Unią porozumienie o swobodzie pracy. Również wprowadziła dwuletni okres przejściowy.

Mimo dwuletniego okresu przejściowego, jaki ma wprowadzić norweski parlament, pozwolenie o pracę ma dostawać każdy, kto zapewnił sobie pracę na pełnym etacie i z wynagrodzeniem odpowiadającym miejscowym standardom. Norwegia również nie należy do UE.

Szwajcaria przewiduje, że otworzy swój rynek pracy dla Polaków dopiero za 7 lat.

 

Oni zapraszają

Właściwie jedynie Wielka Brytania, Irlandia, Szwecja i Cypr nie stawiają Polakom żadnych ograniczeń w podejmowaniu pracy u siebie.

 

Wielka Brytania chce jedynie kontrolować napływ pracowników ze wschodnich krajów, nowo przyjętych do Unii. Za wpis do rejestru pracowników (formularz można znaleźć na stronie www.id.homeoffice.gov.uk) każdy Polak będzie musiał zapłacić 50 funtów, będzie też niestety przez dwa lata pozbawiony niektórych przywilejów socjalnych. Brytyjczycy nie wprowadzają wprawdzie ograniczeń w dostępie do swojego rynku pracy, jednak starają się za wszelką cenę ustrzec przed zatrudnianiem pracowników ze Wschodu „na czarno”. Jeżeli Anglię zaleje fala nielegalnych pracowników z nowych krajów Unii lub na dużą skalę nowi pracownicy będą usiłowali wyłudzać zasiłki i świadczenia, to rząd zapowiedział, że nie zawaha się wprowadzić jednak pewnych restrykcji. Na Polaków czeka tam 550 tys. miejsc pracy, w większości dla wysoko wykwalifikowanych pracowników.

 

Szwecja zgłasza zapotrzebowania na wysoko wykwalifikowanych specjalistów. W czasie debaty tamtejszego parlamentu na temat wprowadzenia ewentualnych ograniczeń w dostępie do rynku pracy, która odbyła się 28 kwietnia br., takie pomysły zostały ostro skrytykowane. Szwecja nie wprowadziła także żadnych ograniczeń w dostępie do swoich świadczeń socjalnych.

 

Irlandia jest krajem najbardziej entuzjastycznie nastawionym do przybyszów z nowych kraj w członkowskich Unii. Nie stawia żadnych ograniczeń przed chętnymi do pracy.

 

Cypr z kolei wręcz zaprasza nas do pracy u siebie i liczy na liczny napływ Polaków w celach zarobkowych.

 

Holandia wprawdzie nie wprowadziła okresu przejściowego, jednak stawia przed nami pewne ograniczenia. Polacy będą musieli uzyskać zgodę na pracę w Centralnym Urzędzie Pracy i Płacy w Hadze. To on skieruje nas do pracy w sektorach gospodarki, w których akurat brakuje rąk do pracy. Podobno pozwolenia na pracę będzie można tam uzyskać w ciągu dwóch tygodni, a zwraca się o nie tamtejszy pracodawca.

 

W Unii najłatwiej będzie niestety o pracę niewymagającą szczególnych kwalifikacji, przy zbiorach owoców i warzyw, na budowach i w hotelach. Poza Wielką Brytanią tylko Irlandia, Holandia i Finlandia deklarują w tej chwili zainteresowanie naszymi specjalistami z zakresu informatyki.

Jarosław Wierzchołowski


 

1 maja 2004

historyczny moment w zjednoczeniu EuropyRezolucja przyjęta przez Komitet Wykonawczy EKZZ na spotkaniu w Brukseli 17-18 marca 2004

Data 1 maja 2004 stanowi ważny moment w historii integracji europejskiej. Oznacza on znacznie więcej niż tylko poszerzenie Unii Europejskiej z 15 do 25 krajów z 455 milionami mieszkańców. Faktycznie jest to prawdziwe zjednoczenie Europy, która po II wojnie światowej została podzielona wbrew woli jej obywateli.

EKZZ już niejednokrotnie podkreślał, że ta integracja stanowi unikatową szansę połączenia wszystkich narodów Europy na podstawie fundamentalnych demokratycznych wartości: demokracji, pokoju i wolności. Ten proces musi być kontynuowany, aby znieść ostatnie istniejące przeszkody, które blokują zrealizowanie tego ambitnego planu.

Europejskiej związki zawodowe stoją na czele działań zmierzających do zjednoczenia. Kiedy w 1981 r. zjazd „Solidarności”, pierwszego wolnego związku zawodowego w bloku państw komunistycznych, wystosował apel do pracowników wschodniej Europy, aby tworzyli wolne związki zawodowe, pomysł ten wydawał się być utopią. Ten sen jednak się ziścił. Dziś, prawie wszystkie związki zawodowe z tych krajów należą do EKZZ-towskiej rodziny. Jednakże wciąż pozostaje wiele do zrobienia, nie tylko na Wschodzie, ale również w krajach bałkańskich.

Praca związkowa w całej Europie jest niezbędna, aby zagwarantować utrzymanie standardów socjalnych w tych dziedzinach, w których są one zadowalające, a osiągnąć poprawę w tych częściach kontynentu, w których warunki życia są dalekie od przyzwoitych. Zasady europejskiego rynku wewnętrznego przyczyniają się do rozwoju gospodarczego, ale konkurencja na rynku globalnym naraża pracowników europejskich na ciągłe zmiany i restrukturyzacje. Aby sprostać tym wyzwaniom musimy działać wspólnie na rzecz Europy jednoczącej wymiar społeczny oparty na solidnych podstawach, prawach pracowniczych i dialogu społecznym, dobrej jakości usługach ogólnego dostępu, które pozwolą wszystkim kobietom i mężczyznom na prowadzenie godnego życia.

Obecne i przyszłe kraje członkowskie mają wiele wspólnych problemów. Wszędzie istnieją obawy związane z poszerzeniem. Doświadczenia integracji europejskiej pokazały jednak, że w dobie globalizacji łatwiej jest iść do przodu poprzez wspólne poszukiwanie rozwiązań. Brak solidarności doprowadzi jedynie do powstrzymania postępu społecznego w całej Europie.

Poszerzenie oznacza inwestowanie we wspólną przyszłość narodów Europy. EKZZ wyraża swoją radość z możliwości przyczynienia się do tego historycznego wydarzenia. Jednocześnie wzywa wszystkie afiliowane organizacje, aby kontynuowały wysiłki tak, aby ta większa Europa oferowała więcej możliwości europejskim pracownikom i gwarantowała im korzystanie w pełni z ich obywatelskich praw.


KZ Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy

Z pychotą do Unii

Szwedzi chcą kupować w Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy śmietanę, Niemcy jogurt, Włosi proponują wspólną produkcję sera Parmezan. O szansach, jakie daje spółdzielni wejście Polski do Unii Europejskiej, rozmawiali związkowcy z Maćków w czasie Zakładowego Zebrania Delegatów NSZZ „Solidarność”, które odbyło się 23 kwietnia.

Pracownicy Spółdzielni Mleczarskiej Maćkowy nie boją się Unii Europejskiej. Popularne „Maćki” jako jeden z dwóch zakładów mleczarskich w naszym regionie i dwudziestu trzech w kraju, spełniają unijne standardy sanitarne. – Nie byłoby to możliwe, gdyby nie zaangażowanie i poświęcenie pracowników – mówił przewodniczący zakładowej „Solidarności” Zbigniew Sikorski na kwietniowym ZZD. W ciągu ostatnich kilku lat zakład przeszedł reorganizację zatrudnienia i modernizację. Dziś pracownicy spółdzielni patrzą z nadzieją na wejście Polski do Unii, liczą, że produkty ich zakładu znajdą nabywców na unijnym rynku, a to przełoży się również na ich zarobki, które, niestety, są obecnie bardzo niskie.

Zakładowa „Solidarność” oprócz obrony interesów swoich członków aktywnie włączyła się w promocję produktów i marki SM Maćkowy. W przyjętym stanowisku delegaci zwrócili się do mieszkańców naszego województwa o kupowanie produktów pomorskich producentów. Postanowiono również o zakupie sztandaru dla Komisji Zakładowej, na którym znajdzie się podobizna patrona „Solidarności” księdza Jerzego Popiełuszki.

Gośćmi zebrania byli przewodniczący gdańskiej „Solidarności” Krzysztof Dośla, radny sejmiku wojewódzkiego Jan Kulas oraz prezes spółdzielni Teresa Krystman.

(mk)

Stanowisko
w sprawie regionalnego rynku pracy

Zakładowe Zebranie Delegatów NSZZ Solidarność SM Maćkowy w Gdańsku zwraca się z apelem do członków i sympatyków „Solidarności”, ich rodzin oraz społeczeństwa Wybrzeża o wspieranie i pomoc w zachowaniu dotychczasowych i tworzeniu nowych miejsc pracy poprzez kupowanie produktów i artykułów wyprodukowanych przez zakłady pracy województwa pomorskiego.  

 

 Zbigniew Sikorski przewodniczący KZ NSZZ „S” SM Maćkowy

– Otrzymaliśmy pozwolenie na handel naszymi produktami z Unią Europejską. Na razie tylko kilkanaście zakładów w Polsce je otrzymało. Unii Europejskiej się nie boimy, a, wręcz przeciwnie, widzimy w niej szansę dla nas, jest to przecież ogromny rynek. Nasze produkty są konkurencyjne zarówno pod względem cenowym, jak i smakowym. 5 kwietnia Unia przestała dopłacać do produktów mleczarskich. Już zgłaszają się kontrahenci, którzy chcą nawiązać z nami współpracę. Prowadzimy rozmowy ze Szwedami i Niemcami, są sygnały z Włoch i z Wielkiej Brytanii. 


Izabela i Eugeniusz Godlewscy – rodzice

Nasz syn nie był przestępcą

Ich syn – Zbyszek Godlewski – stał się symbolem grudniowej tragedii. Bohaterem „Ballady o Janku Wiśniewskim”. Zginął 17 grudnia 1970 r. zastrzelony na kładce na przystanku kolejki Gdynia Stocznia. Jego ciało ponieśli ulicami Gdyni bezbronni ludzie. Krzyczeli: „mordercy!”. Płakali.

Nie wiedzieli, że przez cały czas obserwowani byli przez esbeków, którzy porozumiewali się za pomocą krótkofalówek. Ich rozmowy nagrał przypadkowy radioamator.

 

– Z dworca tłum z transparentami w stronę dziesiątego płynie.

– W którą stronę płyną, w którą stronę, Legia, słyszysz?

–  Od głównego dworca do 10 Lutego płyną.

–  Z flagami czy transparentami?

–  Z flagami, z flagami. Kilka flag
i transparent.

– Słuchaj, czy mógłbyś odczytać?

– Tam nic nie pisze. Tylko czarną wstążką przewiązane niektóre.

 

Ładnie się pożegnał

Zbyszek Godlewski pochodził z Elbląga. Tam ukończył też szkołę zawodową. Chciał poznać świat i krótko po uzyskaniu pełnoletności wyjechał do Gdyni szukać pracy. Znalazł ją w Zarządzie Portu. Zdążył jednak popracować zaledwie kilka miesięcy.

Matka Zbyszka – Izabela Godlewska – wspomina, że 18 grudnia dostała telegram. Do poczty nie mogła jednak dojść, Elbląg obstawiony był czołgami. Pomyślała, że dowie się wszystkiego przez telefon.

– Pani na poczcie powiedziała mi, żebym dobrze słuchała, bo telegram jest poważny – opowiada Izabela Godlewska.

Nie chciała wierzyć w to, co usłyszała. Treść telegramu brzmiała: „Zbyszek nie żyje. Pogrzeb Gdynia”. Wysłał go kolega syna, który mieszkał na tej samej stancji w Gdyni – Kazimierz Podowski. Mama Zbyszka nie mogła się uspokoić, znaleźć dla siebie miejsca. Snuła się po domu, chodząc od jednego kąta do drugiego, mając nadzieję, że się jednak przesłyszała. Tata – Eugeniusz Godlewski – powtarzał: – Oby to nie była prawda!

Ale to była prawda. Zbyszek nie żył. Kilka dni później rodzice Zbyszka rozmawiali z jego kolegą – Kazimierzem. Dowiedzieli się, że syn napisał do nich list, którego nie zdążył jeszcze wysłać. Matka wzięła go do ręki i przeczytała: „Kochani Rodzice! Nie martwcie się o mnie…”.

– Tak ładnie się z nami pożegnał – wspomina Izabela Godlewska. – List później spaliliśmy.

 

– Kasztan, tu Gujana. Przy prezydium słychać pojedyncze strzały z broni.

– Śliwa dla Bawarii.

– A ten tłum niesie zabitego, niesie zabitego i krzyczy: mordercy. Krzyczy: mordercy.

 – Na jakiej są oni wysokości?

– Gujana się zgłasza.

– Ta grupa… Niosą zabitego, niosą zabitego i krzyczą: mordercy.

– Tu Gujana. Ta grupa, co z dworca, co z dworca, co z flagami szła. Niosą zabitego i krzyczą: mordercy.

– Słuchaj, kto to podawał, że niosą zabitego? (...)

– Oni są już na Świętojańskiej. Na czele jest taki biało-czerwony, biało-czerwony, skrwawiony sztandar.

– Na czele jest sztandar skrwawiony, biało-czerwony. Nosze i trup. Nosze i trup za sztandarem.

 

Nie tylko rykoszety

Zbyszek zginął od kul, które przestrzeliły mu głowę i klatkę piersiową. Miał rozerwaną lewą skroń z wyrwaniem małżowiny usznej i widocznym uszkodzeniem mózgu. Kule, które trafiły w pierś, spowodowały stłuczenie płuc, rozdarły nerkę.

– Powiedziano, że mój syn zginął od rykoszetów – opowiada Eugeniusz Godlewski. – Jestem oficerem Ludowego Wojska Polskiego. Zdecydowałem, że to sprawdzę.

Tata Zbyszka postanowił odebrać rzeczy syna. Początkowo nie chcieli mu ich wydać, upierał się jednak, mówiąc, że mu się one należą. Przynieśli je więc w foliowym worku. Ojciec otworzył go w nocy, kiedy żona już spała. Dokładnie obejrzał przesiąknięte krwią ubranie syna. Potem spalił je w piecu.

– Rykoszety, zgoda – mówi Godlewski. – Ale Zbyszek miał również trzy kule w brzuchu. Był wlot i wylot, a więc nie rykoszet. My się już nie dowiemy, jak brzmiał rozkaz użycia broni, ale są dowody, że strzały były oddawane wprost. Do ludzi.

O śmierci Zbyszka, który stał się symbolem wszystkich poległych w Gdyni w grudniu 1970 r. opowiada „Ballada o Janku Wiśniewskim”:

Chłopcy z Grabówka!

Chłopcy z Chyloni!

Dzisiaj milicja użyła broni!

Dzielnieśmy stali, celnie rzucali,

Janek Wiśniewski padł…

 

– Kasztan, Kasztan. Ta grupa z tymi flagami, co nieśli tego zabitego, jest już na Świętojańskiej i idzie dalej. Kasztan zrozumiałeś, zrozumiałeś? Ta grupa, ta grupa z flagami, co nieśli tego zabitego, to jest już na Świętojańskiej i idzie dalej.

– Ona poszła na kierunek na prezydium. (...)

– Z tym trupem, z tym trupem, to są wiesz, to jest młodzież albo akademicka, albo akademicka, albo szkolna, albo szkolna, bo na czele to są wyrostki.

– Czyli z tym trupem w każdym bądź razie jest młodzież?

– Na czele młodzież, na czele młodzież. Albo akademicka, albo szkolna.

(...)

– Wiele się zatrzymało. Ludzie czapki z głowy i płaczą. Płaczą, płaczą.

 

Ponieśli go na drzwiach

Zbyszek upadł na kładce, tuż przy schodach i wtedy podnieśli go nieznajomi ludzie. Ponieśli go w pochodzie. Widział to jego kolega Kazimierz Podowski. Kiedy demonstranci dotarli do holu dworca kolejowego w Gdyni Głównej, jakaś kobieta przykryła jego ciało biało-czerwoną flagą. Ludzie ułożyli na niej chłopca. Flaga szybko nasiąknęła krwią. Pochód szedł ulicą 10 Lutego, potem Świętojańską. Gdzieś po drodze ludzie wyrwali, prawdopodobnie z jakiegoś baraku, drzwi. Położyli na nich Zbyszka. Zakrwawioną flagę dalej nieśli w pochodzie. Zatrzymali się przy kościele Najświętszej Marii Panny. Tam dostali od księdza drewniany krzyż, który przymocowali do drzwi. Ciało Zbyszka przykryli kwiatami.

O tym też opowiada „Ballada o Janku Wiśniewskim”:

Na drzwiach ponieśli go

      Świętojańską,

Naprzeciw glinom,

      naprzeciw  tankom,

Chłopcy stoczniowcy,

      pomścijcie druha,

Janek Wiśniewski padł…

U wylotu Świętojańskiej demonstranci zostali zaatakowani przez zomowców. Porzucili wtedy nieżyjącego chłopca. Po południu ciało Zbyszka Godlewskiego przewiezione zostało do Zakładu Anatomii Patologicznej Szpitala Morskiego w Gdyni Redłowie. Wraz z nim przywieziony został także krzyż okryty szarfą z czarnej krepy oraz biało-czerwona flaga.

 

– Słuchaj, Ataman podawał, że tego co niosą, to niosą od Gdyni Stoczni. Od tego bombardowania, co helikoptery rzucały. I Kasztan, Kasztan pyta się, żebyście podali w sprawie tej grupy, jakie środki, jakie środki stosują przeciw nasi?

– Więc powiedz Kasztanowi, proszę ciebie, że nie stosuje się żadnych środków i jest niebezpieczeństwo, bo ponieważ ludzie się zatrzymują, zdejmują czapki, płaczą i może urosnąć duża grupa.

– Dobra zrozumiałem. Śliwa, Śliwa na jakiej wysokości są teraz?

– Są w tej chwili naprzeciw PKO na Świętojańskiej.

– Dobra, Kasztan, Kasztan, zgłoś się.

– Ta grupa, co niesie tego trupa, jest na Świętojańskiej na wysokości PKO i na razie nie stosuje się żadnych środków i jest niebezpieczeństwo, że może urosnąć ta grupa. Bo wszyscy dołączają, dołączają, czapki zdejmują i płaczą. I dołączają do tej grupy. Ta grupa rośnie. (...)

– Oni poszli pod prezydium tak?

– Duża grupa, 500 osób. Wyrostki same. Chodzi o trupa. Chodzi o to, żeby go odebrać, bo złe wrażenie robi, wrażenie robi. Konkretnie zamelduj im, żeby zabrali go. Gujana słyszałeś?

 

Pogrzeb w nocy

Rodzice Zbyszka dowiedzieli się o jego śmierci w piątek. W sobotę pojechali do Gdyni. Tam rozmawiali z prokuratorem.

– Chciałem odebrać syna – mówi Eugeniusz Godlewski. – Powiedzieli mi, że mamy przyjechać w poniedziałek. Wróciliśmy więc do domu.

Następnego dnia, w niedzielę koło godziny dziewiątej wieczorem, zapukali do ich drzwi obcy mężczyźni. Powiedzieli, że są z Urzędu Miasta. Kazali spakować rzeczy dla syna, bo jeszcze tego samego dnia, a właściwie w nocy, miał odbyć się jego pogrzeb.

– Powiedzieli nam, że na pogrzebie może być najwyżej pięć osób – wspomina mama Zbyszka. – Pojechał więc z nami nasz drugi syn Wiesiu i kolega z żoną.

Była godzina milicyjna, po drodze zatrzymał ich patrol. Kiedy funkcjonariusz MO usłyszał nazwisko Godlewski, puścił ich dalej.

Samochód powiózł ich na cmentarz w Oliwie. Zajechali pod kaplicę od tyłu. Ich syn był już w środku. Od księdza dowiedzieli się, żeby nie ruszać głowy syna, bo była zmasakrowana. Miał ją zabandażowaną.

– Nasz syn by chowany jako czwarty – opowiada ojciec. – Porozrzucali ich po całym cmentarzu, żeby nie leżeli koło siebie.

Nawet tam, na cmentarzu, mieli nieprzyjemne zajście z porucznikiem milicji. Był wobec nich arogancki, legitymował ich, drwiąco pytając, czego tu szukają.

Potem wszyscy wrócili do Elbląga. Do rana pod ich domem stał milicyjny samochód.

Trzy miesiące później rodzice dowiedzieli się od grabarza w Oliwie, że mogą starać się o ekshumację zwłok. Przewieziono więc trumnę ze Zbyszkiem do Elbląga. Leży pochowany na cmentarzu przy ul. Agrikoli.

 

– Tu Ataman. Słuchaj, na wysokości prezydium włączyły się dwa helikoptery. Bombardują, proszę ciebie, tymi gazami i prawdopodobnie na ich wysokości są.

– Dobrze, zrozumiałem.

– Wojsko też atakuje, wojsko też atakuje w kierunku Wzgórza, tak?

– Tak.

– Strzelają z broni?

– Tak, petardy.

– Dobra.

– Słuchaj ten, którego nieśli, trup, leży na chodniku, tam koło prezydium i tam tylko nasi są. (...)

– Słuchaj, tu mi podali, że tego trupa co nieśli, to zostawili przy prezydium. Przekaż tam, że mają tego trupa sprzątnąć.

 

Ballada o Janku Wiśniewskim

– Kiedy przyjechali po nas na pogrzeb Zbyszka, trzeba było szybko spakować rzeczy – opowiada Izabela Godlewska. – Byłam zdenerwowana, spieszyłam się i zapomniałam o butach.

Dlatego Zbyszek pochowany był  w zwykłych zuchach, które nosił na co dzień. Te buty były dowodem na to, że na zdjęciu zrobionym przez Edwarda Peplińskiego jest Zbyszek. Fotografię niesionego na drzwiach młodego mężczyzny znają chyba wszyscy. Rodzice zobaczyli ją po raz pierwszy w 1980 r. Matka od razu rozpoznała syna. Nie wszyscy byli jednak przekonani, że to był Zbyszek Godlewski.

– Proszę spojrzeć na buty – mówi matka. – To zuchy. Ale mnie nie jest potrzebny taki dowód. Ja rozpoznaję Zbyszka na fotografii po rysach jego twarzy, choć są nieostre, po jego sylwetce.

 

– Legia, słuchaj, zwróć tam uwagę, bo tam podobno są sygnały, że ten trup leży przy prezydium sam.

– Dobrze, podam ci zaraz.

– Słuchaj, tu przy prezydium słychać strzały z broni krótkiej.

– Przy prezydium słychać strzały z broni krótkiej.

– Słuchaj, sztab o tym wie, sztab o tym wie.

– Przy prezydium nie ma prawie nikogo. A słuchaj z tym trupem, co się stało? (...)

 

Trzeba szukać winnych

– Słyszałem, jak Kociołek mówił w radiu i telewizji o chuliganach, warchołach  i przestępcach – opowiada Eugeniusz Godlewski. – Mój syn nie był przestępcą.

Rodzice Zbyszka mówią, że proces winnych tragedii Grudnia jest farsą. Opowiadają, że na sali rozpraw czuli się tak, jakby to oni byli oskarżani. Nie chcą, nie mogą zapomnieć o tamtej zbrodni i nie chcą przebaczyć winnym.

– Na rozprawie zadawano mi mnóstwo niepotrzebnych pytań – wspomina Eugeniusz Godlewski. – Na przykład powątpiewano w to, że mogliśmy poznać treść telegramu.
W Elblągu była zadyma, więc ich zdaniem, nie mogła być czynna poczta. To my musieliśmy się ze wszystkiego tłumaczyć, nie oskarżeni.

Tata Zbyszka chciałby zobaczyć na ławie oskarżonych przede wszystkim tych, którzy wydawali rozkazy. Mówi, że był żołnierzem i wie, iż zwykli dowódcy dywizji czy pułku mieli małe kompetencje. Ktoś wydał rozkaz użycia broni, a przyjąć taki można było tylko od wojskowego.

– Jestem żołnierzem. Wiem, co to znaczy nie wykonać rozkazu. Ale, gdzie są ci, którzy zgodzili się na wprowadzenie wojska na ulice? Gdzie są ci, którzy dawali rozkaz wydania ostrej amunicji? – pyta ojciec Zbyszka. – To ich trzeba szukać. Ale oni dzisiaj mówią, że strzelali na postrach. A przecież w takich wypadkach używa się ślepych naboi.

Eugeniusz Godlewski mówi, że jemu, żołnierzowi, wiele spraw wydaje się niejasnych. Pyta o listy, które podpisywać musieli wydający rozkazy. Pyta , dlaczego żołnierze nie potrafili rozliczyć się z amunicji.

– Byłem oficerem, otrzymałem wiele odznaczeń, między innymi Złoty Krzyż Zasługi – opowiada ojciec Zbyszka – i nigdy nie splamiłem się czynem niegodnym. Nie wstydzę się swojej przeszłości. Należałem do partii, bo tak trzeba było, ale byłem człowiekiem.

Rodzice Zbyszka pytają, dlaczego mają przebaczyć, dlaczego mają się pogodzić z winnymi tamtej tragedii. – Może jeszcze Jaruzelskiemu powinienem rękę podać i powiedzieć: „dziękuję, że mi pan zabił syna” – mówi tata Zbyszka. – Nie ma żadnego przebaczenia. To było ludobójstwo na własnym narodzie.

 

– Gujana zgłasza się. (...)

– A z tym trupem nie wiesz, jak jest?

– No tam nie można, nie można się dostać. Nasi obstawili.

– Dobrze, zrozumiałem. Już wiem, dowiedziałem się, że nasi już wzięli.

 

Stoczniowcy Gdyni,

      stoczniowcy Gdańska,

Idźcie do domu, skończona walka,

Świat się dowiedział

      – nic nie powiedział,

Janek Wiśniewski padł…

Olga Zielińska


Film

Dwie dekady, trzy epoki

Film Adama Kinaszewskiego o Lechu Wałęsie to dokument będący subiektywnym spojrzeniem autora na prezydenta-elektryka z Gdańska. Promuje on Polskę w Unii Europejskiej. Lech Wałęsa to wciąż najlepsza wizytówka naszego kraju, postać znana i ceniona za granicą.

Film opowiada o trzech okresach działalności publicznej Lecha Wałęsy – konspiracji w latach siedemdziesiątych, udziale w sierpniowym strajku 1980 roku i przewodniczeniu „Solidarności”, a także o prezydenturze w latach 1990-95. Każdy z tych okresów wydaje się być odrębną epoką. Jak podkreślają byli współpracownicy Wałęsy
i politycy wypowiadający się w filmie, w każdej z tych epok Wałęsa był trochę inną osobą, bo inne też wymagania stawiało przed nim życie.

Film jest z pewnością godny uwagi, nieczęsto zdarzają się nam dokumenty podsumowujące działalność żyjących osób publicznych, które można by uznać za w miarę obiektywne. U Kinaszewskiego nie ma laurek, nie ma też wściekłych napadów. Wydaje mi się, że w dużej mierze jest to skutek konwencji przyjętej przez byłego rzecznika prasowego Lecha Wałęsy – subiektywnej relacji.

Sam bohater filmu po premierowej projekcji stwierdził, że potrzebne byłyby jeszcze przynajmniej dwa takie filmy, aby zbliżyć się do prawdy. Ktoś inny z byłych współpracowników prezydenta rzucił z kolei pomysł, by nakręcić jeden film „pochwalny”, jeden krytyczny i trzeci zawierający próbę ich syntezy. Biorąc pod uwagę kontrowersje, jakie wciąż budzi osoba gdańskiego noblisty, nie jest to chyba najgorszy pomysł.

Film powstał dzięki pomocy finansowej Komisji Krajowej i Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

Jarosław Wierzchołowski

 

Lech Wałęsa. Bilans dwu dekad”, scenariusz i reżyseria Adam Kinaszewski, współpraca reżyserska Stefan Chazbijewicz, konsultacja Andrzej Drzycimski


Pisarze o Katyniu

O postawie znanych polskich pisarzy wobec sprawy Katynia dyskutowano 16 kwietnia br. na spotkaniu w gdańskim Nadbałtyckim Centrum Kultury. Konferencja połączona była z promocją książki „Literaci a sprawa katyńska – 1945” Stanisława Marii Jankowskiego i Ryszarda Kotarby.

Książka przedstawia nieznane dotąd protokoły zeznań m.in.: Andrzejewskiego, Dąbrowskiej, Iwasz-kiewicza, Jastruna, Kisielewskiego, Kruczkowskiego, Miłosza i Nałkowskiej przesłuchiwanych w związku z prowadzonym po wojnie śledztwem przeciw pisarzom podejrzanym o kolaborację z Niemcami. Chodziło o literatów, którzy przyjęli od władz okupacyjnych zaproszenie do udziału w delegacji mającej zbadać groby katyńskie, odkryte przez Niemców po wkroczeniu na tereny Związku Sowieckiego. Głównym oskarżonym był Ferdynand Goetel, pełniący w momencie wybuchu wojny funkcję prezesa Związku Zawodowego Pisarzy Polskich. Goetel przypłacił tę decyzję podejrzeniami o kolaborację ze strony podziemia, po wojnie zaś znalazł się na indeksie cenzury PRL – jego książki nie były wydawane.

Literaci zeznawali na temat postaw środowiska, realiów życia okupacyjnego oraz stosunku do sprawy Katynia i działań podejmowanych przez propagandę hitlerowską. Formułowali też podczas przesłuchań własne przemyślenia związane z kwestią katyńską.  Ich fragmenty w interpretacji Jerzego Kiszkisa, aktora Teatru Wybrzeże, mogliśmy usłyszeć podczas spotkania.

(jw)


Pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego

Prawdopodobnie w maju 2005 roku na placu im. marszałka Józefa Piłsudskiego w Gdańsku Wrzeszczu stanie jego pomnik. Będzie wysoki na ponad 18 metrów.

Idea uczczenia w ten sposób Naczelnika pojawiła się już 10 lat temu. – Zmuszeni byliśmy na pewien czas odłożyć nasze pomysły z powodu braku środków. Dopiero niedawna sprawa budowy pomnika znowu nabrała rozpędu – mówi Andrzej Adamczyk, przewodniczący Społecznego Komitetu Budowy Pomnika.

Wszystko wskazuje na to, że gdański pomnik zostanie odsłonięty 12 maja przyszłego roku,
w 70. rocznicę śmierci Piłsudskiego. – Niestety, brakuje pieniędzy – mówi z żalem Adamczyk. Komitet musiał już zrezygnować
z części pomysłów projektantów, obniżyć koszty materiałów, które będą użyte w budowie. Prawdopodobnie koszty uda się obniżyć z miliona złotych do ok. 400 tysięcy.

Już w tej chwili komitet dysponuje sporą sumą od darczyńców z całego kraju, swój udział finansowy zapowiedzieli poważni sponsorzy. Prawdopodobnie
w maju br. wojewoda pomorski, który jest przewodniczącym komitetu honorowego budowy pomnika, ogłosi ogólnopolską zbiórkę pieniędzy na monument. Na cokole znajdzie się inskrypcja Swojemu wielkiemu synowi naród. Podajemy numer konta, na które można dokonywać wpłat: 74 1020 1811 0000 0302 0015 1092.

(jw)


Odszedł bard „S”

10 kwietnia br. w gdańskim szpitalu, po długiej i ciężkiej chorobie, zmarł Jacek Kaczmarski.

Urodził się w 1957 roku, debiutował w latach 70. w środowisku studenckim. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Trzykrotnie zdobywał nagrody Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie. Po Sierpniu ’80 wraz z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim grał setki koncertów, które gromadziły tłumy głównie młodych ludzi. Zyskał ogromną popularność oraz miano barda „Solidarności”. W 1981 roku na Festiwalu Piosenki Prawdziwej w gdańskiej Olivii zaśpiewał wspólnie z Przemysławm Gintrowskim „Arkę”. Budujcie arkę przed potopem – brzmiało jak ponure proroctwo.

Stan wojenny zastał go na Zachodzie. W latach 1984-94 w rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa prowadził stałą audycję „Kwadrans Jacka Kaczmarskiego”. Cały czas w stanie wojennym wydawane były w podziemiu kasety z jego programami i teksty piosenek. Niektóre podziemne pisma nosiły tytuły zaczerpnięte z refrenów jego tekstów, jak choćby „Mury runą” czy „A źródło wciąż bije”. Od 1990 roku regularnie koncertował w Polsce.

Był autorem i współautorem 17 programów koncertowych, m.in.: „Mury” (1979), „Dzieci Hioba” (1988), „Wojna postu z karnawałem” (1992), „Mimochodem” (2002). „Mury” zdążyły jeszcze zostać uwiecznione na kasecie magnetofonowej wydanej oficjalnie w 1981 roku. Oczywiście była ona nie do zdobycia.

Największą popularność przyniosła mu właśnie tytułowa pieśń „Mury”, która nawiązywała do utworu katalońskiego barda Lluisa Llacha. Stała się ona nieoficjalnym hymnem „Solidarności”. Inne najbardziej znane utwory to między innymi: „Krajobraz po uczcie”, „Obława”, „Nasza klasa”, „Głupi Jasio”, „Zbroja”, „Dzieci Hioba”. Śpiewał je zarówno w ciasnych mieszkaniach przyjaciół, jak i w wielkich salach koncertowych.

W latach 90. Jacek Kaczmarski pisał także książki, nie stroniąc od wątków autobiograficznych, między innymi: „Autoportret z kanalią”, „Życie do góry nogami”, „Plaża dla psów” oraz „O aniołach innym razem”. W 2001 wydany został „Napój Ananków”, powieść mówiąca o pracy w Radiu Wolna Europa. Po upadku PRL wrócił do kraju, skąd ponownie wyjechał na kilka lat do Australii. Kilka lat temu u Jacka Kaczmarskiego wykryto raka krtani.

Prezydent Gdańska złoży do Rady Miasta wniosek o nazwanie jednej z ulic imieniem Jacka Kaczmarskiego.

(jw)


Polecamy – odradzamy

Warto obejrzeć:

  • „Życie i cała reszta”, reż. Woody Allen – Stary mistrz pokazał, że nie jest znowu taki stary i odsyłanie jego filmów do lamusa to przedwczesne pomysły nie najlepszych krytyków. Inna sprawa, że wsiadł znowu na swego ulubionego konika – bohaterem filmu, jak za dawnych dobrych czasów, jest fajtłapowaty intelektualista. Ale twórca zmodyfikował poważnie swoje podejście do tego tematu, film jest zaskakująco świeży i poruszający.

  • „Lepiej późno niż później”, reż. Nancy Meyers – Popisowy koncert gry aktorskiej na co najmniej czterech aktorów, w tym Jacka Nicholsona. Jego wielbiciele już powinni popędzić do kin, bo ostatnio nieczęsto mają okazję oglądać swego ulubieńca. Fabuła z pewnością nie powala na kolana.

  • „21 gramów”, reż. Alejandro Gonzalez Inarritu – Film niezwykły i intrygujący. Już jego reklama informująca, że w chwili śmierci człowiek traci na wadze 21 gramów, niezależnie od swojej wagi, przykuwa naszą uwagę i pobudza wyobraźnię. Sam obraz wymaga od nas pełnego zaangażowania, reżyser wciąga w swój świat, nie pozostawia widza obojętnym.

Szkoda na to czasu:

  • „Najlepsi z najlepszych”, reż. Louis-Pascal Couvelaire – Czego oczekiwać można po filmach opartych na komiksach lub grach komputerowych mogliśmy już nieraz się przekonać. I tym razem otrzymujemy schematyczną historyjkę o wyścigach samochodowych z zestawem biało-czarnych postaci. Wyłącznie dla wielbicieli Formuły 1.

(jw)

 

 

Powrót do spisu treści

 

Strona główna ZR | Strona główna Magazynu | Archiwum „Magazynu” |